VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Argentyńczycy w Valencii

Krystian Porębski, 13.03.2015; 13:20

Najwięksi z walenckich Albicelestes

Historia Valencii nierozłącznie związana jest z argentyńskimi zawodnikami, jak kiedyś, tak jest zresztą teraz. To właśnie zawodnicy z tego kraju stanowią o sile zespołu Nuno. Przypomnijmy sobie wielkie chwile ich poprzedników.

Valencia jest bardzo związana ze swoim miastem, regionem i krajem, ale jest miejsce na Ziemi, które jest dla niej szczególnie ważne, a znajduje się o wiele dalej. Chociaż leży aż 12 tys. kilometrów od Walencji, Argentyna jest bliska sercu Valencianistas, a wszystko dzięki legendarnym już zawodnikom, którzy przybierali barwy Blanquinegros.

Pierwszym Argentyńczykiem w Valencii był Guillermo Villagrá, który swój debiut zaliczył w lecie 1933 roku. To nie jest jednak jedyny powód, dla którego warto o nim wspomnieć. Podczas swojej przygody strzelił jedynie dwa gole, ale zaprowadził drużynę do pierwszego w historii finału Copa del Rey po wygranej w 1934 przeciwko Realowi Oviedo.

Przez 82 lata odkąd po raz pierwszy w Valencii pojawił się Argentyńczyk, rzadko bywały takie sezony, w których w kadrze Blanquinegros nie było żadnego piłkarza z tego południowoamerykańskiego kraju. Nie wszyscy z grupy 33 piłkarzy, którzy zaliczyli oficjalny debiut w barwach Valencii osiągnęli sukces, ale wielu z nich zapisało się złotymi zgłoskami w historii klubu.

Oczywiście, zawodnikiem bezsprzecznie uznawanym za najlepszego piłkarza z Argentyny w Valencii (a może nie tylko) jest Mario Kempes. El Matador urodził się w Belle Ville w prowincji Córdoba, ale jego legenda narodziła się na Mestalla. Był najlepszym strzelcem w La Liga w swoich dwóch pierwszych sezonach w tej lidze. Kempes był znany z niesamowitego instynktu strzeleckiego, ciągłego „głodu bramek” i precyzji w wykończeniu akcji. Znalazł drogę do bramki 145 razy w 245 meczach, podczas swoich dwóch pobytów w klubie (1977-81 i 1982-84), pomagając zespołowi dwukrotnie wygrać Puchar Króla, Puchar Zdobywców Pucharów, także dwukrotnie oraz Super Puchar Europy raz. W reprezentacji udowodnił, że jest napastnikiem najwyższej klasy, zostając królem strzelców Mistrzostw Świata w 1978 roku.

Kempes nadal reprezentuje klub, w roli międzynarodowego ambasadora Valencii, a jego wizerunek do tej pory widnieje na Mestalla. W zeszłym roku, kiedy Mario Kempes przechodził problemy ze zdrowiem, klub wypuścił krótki filmik w hołdzie zawodnikowi. Stacja ESPN zrobiła dokument o tym legendarnym zawodniku. Przypominamy także tekst z naszego zaprzyjaźnionego serwisu, ¡Olé! Magazyn, przedstawiający sylwetkę El Matadora.

Podążając krokami Mario Kempesa, do Valencii w 1996 roku trafił Claudio López. Powiązania między nimi były oczywiste: obaj mieli 22 lata, kiedy po raz pierwszy trafili na europejskie boiska, obaj byli kluczowymi punktami ataku Valencii, a co najważniejsze zarówno López jak i Kempes strzelali mnóstwo goli i mieli umiejętność zdobywania bramek w najważniejszych momentach.

Nazywany El Piojo (czyli po prostu pchła, co może nie brzmieć jak komplement, ale nim jest, ze względu na niezwykłą ruchliwość zawodnika, która mogła doprowadzić do szału defensorów rywala) nie bez powodu siał popłoch w szeregach defensywy rywali już przed meczem. Claudio López potrafił zdemotywować piękną bramką z niczego, [jaką było chociaż trafienie w meczu z PSV z sezonu 1999/00], w którym to Valencia po raz pierwszy dotarła do finału tych prestiżowych rozgrywek. Bramka ta uznana została za jedną z 60 najładniejszych w historii tych rozgrywek.

Gol z połowy boiska w meczu z Atlético, który był jego pierwszym w La Liga dla Valencii, a także bramka zdobyta głową w meczu z Barceloną to tylko niektóre przykłady geniuszu tego piłkarza, świetnych umiejętności technicznych i zdolności odpowiedniego ustawienia się na boisku. López był niesamowicie skuteczny w meczach przeciwko Barcelonie. W 15 spotkaniach przeciwko Blaugranie trafiał do siatki 12 razy.

Dla Valencii López strzelił 72 gole w trakcie czterech sezonów jakie spędził na Mestalla. Strzelił m.in. w finałowym meczu Copa del Rey wygranym z Atlético 3:0. Jego trafienia zapewniły pierwszy tytuł od 19 lat. W trakcie jego pobytu dołączali do niego kolejni rodacy, jak choćby Kily González czy Guillermo Morigi.

Można pomyśleć, że Argentyńczycy stanowili tylko o sile ataku. Jednak zawodnikiem z największą ilością sukcesów na koncie, jest obecny pracownik klubu, a były defensor Roberto Fabián Ayala. Podczas siedmiu sezonów w Valencii jako zawodnik, dwa razy wygrywał z Valencią La Liga, Puchar UEFA oraz Superpuchar Europy.

Ayala był niezwykle solidnym defensorem, dowodzącym walencką obroną. W 2001 roku został uznany najlepszym obrońcą w rozgrywkach Champions League. Jedna z dziewięciu bramek zdobytych w barwach Blanquinegros przywodzi najbardziej pamiętane wspomnienia El Ratóna (ponownie jak w przypadku Cladui Lópeza, może nie brzmi to jak komplement, bo oznacza to mysz, ale to nadal komplement). Po wymierzonej główce, która dała prowadzenie Valencii w meczu z Málagą, a w ostatecznym rozrachunku mistrzostwo Hiszpanii. Jak zwykle Argentyńczyk zachował zimną głowę i poprowadził zespół do zwycięstwa. Jego rola w pierwszym od 31 lat tytule mistrza kraju była kluczowa i nie do ocenienia. Teraz Ayala zajmuje się skautingiem Południowej Ameryki aby znaleźć swoich następców. Jak wspomniał w wywiadzie na oficjalnym kanale Valencii po zatrudnieniu: „być częścią historii Valencii to zaszczyt, a to, że mogłem grać w tym klubie w jego najlepszych latach wypełnia mnie dumą”. Oczywiście i dla Ayali powstał specjalny filmik upamiętniające jego największe chwile w Valencii.

Valencię trenowało siedmiu argentyńskich trenerów, którzy także odnosili wielkie sukcesy z drużyną ze stolicy Lewantu, jednak o tym wspomnimy w tekście o największych trenerach w historii klubu, który pojawi się niebawem. Gdybyśmy mieli opisać wszystkich ważnych Argentyńczyków, którzy grali dla Valencii, to wyszłaby nam książka nie artykuł, wiele ważnych trafień dla klubu notowali przecież Killy Gónzalez, Pablo Aimar czy Darío Felman. Tradycja ma swoją kontynuację, Nicolás Otamendi, którego gol z Realem Madryt przypomina najlepsze chwilę Ayali (Argentyńczyk został zainspirowany przez fana, który wysłał mu filmik z trafieniem „Myszy”), ale także Enzo Pérez, Pablo Piatti, Lucas Orban, Rodrigo de Paul i Fede Cartabia, którzy mają za zadanie przedłużyć piękną historię Argentyńczyków w walenckim klubie, którzy przeżywali tu wiele magicznych momentów.

Kategoria: Felietony | valenciacf.com skomentuj Skomentuj (0)

KOMENTARZE

Nie ma żadnych komentarzy.