VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Partidazo #1: Strzelanina po lockoucie

Krystian Porębski, 07.11.2015; 00:17

Szaleństwo Żołnierza

Burza transferowa, walka stowarzyszenia piłkarzy ze związkiem piłkarskim i opóźniający się przez to sezon… Jak się jednak po końcowym gwizdku sędziego okazało, warto było czekać na spotkanie z Racingiem Santander.

Prezentujemy Wam nowy cykl, w ramach którego będziemy przypominać ciekawe, ważne, mniej lub bardziej odległe w czasie spotkania „Nietoperzy”. Na pierwszy ogień – strzelanina z Racingiem Santander - która miała miejsce podczas 1. kolejki sezonu 2011/12… Za takimi spotkaniami obecnie najbardziej tęsknią fani Los Ches, nieprawdaż?

Tło spotkania

Sierpień 2011 roku w La Liga upłynął pod znakiem strajku zawodników. Pierwsza kolejka hiszpańskiej pierwszej ligi się nie odbyła, gdyż władze ligi nie dogadały się ze związkiem piłkarzy. Konkretnie powodem było 50 mln €, jakie kluby zalegały zawodnikom. Ostatecznie udało się dojść do porozumienia. Na dwa dni przed meczem Valencii z Racingiem Santander.

Jeśli chodzi o transfery, to działo się, oj działo. Jeszcze przed meczem z Racingiem kadrę zespołu wzmocnili Dani Parejo, Diego Alves, Pablo Piatti, Adil Rami oraz na zasadzie wypożyczenia, Sergio Canales. Wielu ważnych zawodników jednak powędrowało w drugą stronę. Klub opuścili kolejno Juan Mata, Joaquin, Manu Fernandes, David Navarro, Cesar Sanchez czy… Asier del Horno. Na zasadzie wolnego transferu odszedł także Vicente.

Ciekawie prezentowała się także sprawa, jeżeli chodzi o młodych zawodników. Malaga pozyskała nie tylko Joaquina, ale także świetnie się wtedy zapowiadającego Isco, który nie mógł jednak liczyć na występu u Emery’ego. Wydawało się, że młodzi zawodnicy nie mają wielkich szans na zabłyśnięcie pod okiem Baska, choć jakby zaprzeczeniem tej tezy mógł być Jordi Alba. Były pewne perturbacje jeżeli chodzi o Paco i Bernata, ale ostatecznie obaj zawodnicy zostali na Mestalla.

Natomiast odejście Juana Maty wzbudzało wielkie kontrowersje. Na ten temat wypowiedział się sam Roberto Soldado, który wyrastał na nowego lidera ekipy. „Żołnierz” stwierdził wtedy, że „żaden piłkarz nie jest niezastąpiony” i już w najbliższym meczu, przełożył słowa w czyny…

Sztuka reAMUNTady

Skrót pierwszej połowy możecie znaleźć tutaj

Wszyscy doskonale pamiętamy reAmuntadę w meczu z Sevillą… Zespół spisał się świetnie, odrobił straty, jednak w ostatnim momencie zwycięstwo zostało wydarte przez Andaluzyjczyków. Wielka remontada wydarzyła się jednak także kilka lat wcześniej, dokładnie 27.08.2011 roku.

Na Mestalla, Valencia podejmowała Racing Santander. W składzie ekipy Emery’ego same tuzy, na czele z Bruno, Guaitą czy Pablo Hernandezem. Drużyna przyjezdnych to m.in. nieśmiertelni Cisma i Munitis. Wszystko wskazywało na ciekawe spotkanie, a szansę na występ przeciwko swojej byłej drużynie, mógł otrzymać Sergio Canales. Zresztą, był to też wielki powrót na Mestalla, dla trenera, który położył swoją, bardzo zresztą solidną cegiełkę, pod fundamenty późniejszego sukcesu Rafy Beniteza. Mowa tutaj o Héctorze Raúlu Cúperze, który prowadził Valencię w latach 1999-2001.

Ledwie zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, a już w pierwszej minucie na prowadzenie wyszli Blanquinegros. Jeden „Żołnierz”, jak wtedy można było zażartować, potrwał 54 sekundy. Strzelcem gola był oczywiście Roberto Soldado, który, w typowy dla siebie sposób, strzelił gola, który nie miałby szans na nagrodę gola miesiąca nawet w lidze podwórkowej. Hiszpan po prostu dobił piłkę.

Potem było jednak nieco gorzej, bo… Naszemu „Żołnierzowi” pomyliły się bramki. To właśnie Soldado wyskoczył do piłki, po dośrodkowaniu CM-owej gwiazdy, Kennedy’ego Bakrcioglu. Przedłużył ją tak niefortunnie, że tak wpadła do bramki… 6 minuta, mieliśmy już stan 1:1 i zabawa zaczynała się od nowa.

Valencia bardzo się otworzyła i dała się nadziać na kontratak jeszcze w pierwszym kwadransie gry. Cyrk w polu karnym w wykonaniu walenckiej defensywy, któremu nie potrafił zaradzić także komicznie interweniujący Guaita. Przez kolejne 30 minut było bardzo ciekawie, ale jednak bez goli.

Skrót drugiej połowy możecie znaleźć tutaj

Już od gwizdka to Valencia ruszyła do ataku, jednak bezskutecznie. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i… Bardzo szybko, bo już w 56 minucie się zemściły. Kolejna degrengolada ze strony walenckich obrońców, bo sytuacje dla Racingu wykreowali sami, a po dłuższym chaosie w i przed polem karnym, piłkę do siatki wpakował Adrian…

I publiczność na Mestalla mogła być bardzo zawiedziona, bo wszystko wskazywało na to, że inauguracja rozgrywek wypadnie fatalnie. Wtedy do akcji wkroczył niespodziewanie Adil Rami, współwinny straconych bramek… Francuz wykorzystał świetne dośrodkowanie z rzutu rożnego Pablo i strzelił gola kontaktowego, na 2:3.

Piłkarze Valencii poczuli krew, ale bardzo długo nie mogli przełamać oporu przyjezdnych. I kiedy już mało kto wierzył w powodzenie, uaktywnił się on… Roberto Soldado. Najpierw, w 88. Minucie wykorzystał świetne podanie od Jonasa, by około 100 sekund później wykorzystać zamieszanie w polu karnym i wpakować piłkę do pustej bramki. Szaleństwo na Mestalla nie miało końca. Cyrk Unaia Emery’ego nigdy nie pokazał aż tylu swoich cech w przeciągu jednego meczu.

Gdybyście chcieli jeszcze bardziej odświeżyć wspomnienia o tamtym meczu, polecamy Dzidkową zapowiedź oraz Rivvową pomeczówkę.

Raport pomeczowy:

Valencia CF 4: Guaita – Bruno, Rami, Ricardo Costa (Tino Costa 45'), Jordi Alba – Topal, Éver – Pablo H., Piatti (Jonas 67'), Bernat (Canales 45') – Soldado.

Racing Santander 3: Toño – Arana (Jairo 75'), Álvaro, Osmar, Cisma – Picón (Borja García 69'), Diop – Kennedy, Adrián, Acosta (Bedia 62') – Munitis.

Gole: 1:0 Soldado 1', 1:1 Soldado (sam.) 6', 1:2 Acosta 14', 1:3 Adrián 56', 2:3 Rami 58', 3:3. Soldado 88', 4:3 Soldado 90'.

Co było potem?

Walencka defensywa została wzmocniona, bo wzmocniona zostać musiała. Przemeblowanie tej formacji było pewne. A i nadal w klubie starano się ściągać Hiszpanów. Dlatego na Mestalla trafili… Uwaga, trzymajcie się — Victor Ruiz i Antonio Barragan. Z miejsca stali się ważnymi postaciami zespołu, notując 22 i 18 spotkań. Soldado zakończył sezon z 17 bramkami, a Jonas dołożył 10 trafień. Roberto jednak stracił bardzo dużo do czołowych snajperów Primera División... Trzy mecze zagrał Paco, siedem Bernat, Emery zadręczał fanów „Nietoperzy” zmianami Maduro, a atak wspierał niezwykle solidny Aritz Aduriz, który strzelił 7 goli. Guaita, co warte nadmienienia, stracił 25 goli w 26 meczach. Diego Alves w tym aspekcie spisał się gorzej, tracąc 19 bramek w 12 meczach. Szczegółowe statystyki znajdziecie tu.

Dzięki niezłej postawie w ofensywie, Valencia zdołała wywalczyć 3. miejsce w lidze, po raz kolejny. W obronie bywało bardzo… zabawnie, ale jednak atak był dużą siłą „Nietoperzy”. Zresztą, nie bez powodu kibice śmiali się, ze Unai Emery: -20 do obrony, +30 do ataku.

Jeśli macie jakiś swój szczególny mecz, który pamiętacie z różnych względów i chcielibyście sobie o nim przypomnieć, to napiszcie o tym w komentarzach, a my postaramy pochylić się nad tematem!

Kategoria: Felietony | własne skomentuj Skomentuj (5)

KOMENTARZE




1. kubastepniak2207.11.2015; 09:26
kubastepniak22Nie rozumiem szydery z Pablo, według mnie był to dobry piłkarz, który na pewno zostawił wiele serca na boisku ;) (ale to moje zdanie) A dziś liga jest jednak zdecydowanie trudniejsza. Dziś, żeby być trzecim trzeba zdobyć ok.80 pkt. A jednak trzeba przyznać, że Nuno ma zdecydowanie lepszy zespół od Emerego, na którego wszyscy "najeżdżali", jednak robił dobrą robotę, Nuno po jednym sezonie sodóweczka uderzyła. Chyba niestety snikersów w klubie zabrakło.
2. los ches07.11.2015; 13:13
los chesObejrzałem sobie skrót tego spotkania.
W tamtym meczu było wiele prostopadłych piłek, strzały z dystansu, wrzutki do przodu w pole karne i wszędzie biegający Soldado. Facet szukał sobie miejsca i potrafił stwarzać sytuacje.
Dziś tego nie ma w Valencii.

3. Nevan07.11.2015; 15:14
NevanAle koszulki to mieliśmy paskudne. :>
4. caldinho08.11.2015; 01:09
caldinhoJak paskudne?! Właśnie świetne były, fajny materiał, bez reklamy i te czarno-pomarańczowe wykończenie kołnierzyka z nietoperkiem. Miałem ją w rozmiarze L, ale w smj mnie wprowadzili w błąd bo mieli wymienic na XL a przysłali mi treningową XL. Wkurzony byłem bo już jej nie odzyskałem. Jakbym wiedział że tak będzie to bym sobie L w domu zostawił na pamiątkę.
5. kOst10.11.2015; 13:55
kOstPamiętam ten wieczór doskonale, koniec wakacji, pokój hotelowy z jedną kreską WIFI, dziadowski sopcast i te nerwy ... A później szaleństwu nie było końca. Ehhh