VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Marcelino o zespole i mistrzostwie

Michał Kosim, 30.11.2017; 01:34

Obszerny wywiad z trenerem

Hiszpański wysłannik stacji Sky Sports, Guillem Balague, odwiedził Walencję, by przeprowadzić wywiad z Marcelino (oraz Gabrielem – ale o tym już wkrótce...). W morzu tematów znalazły się pytania m.in. o zespół jak i poszczególnych piłkarzy, podejście Solera do zainteresowania Manchesteru United czy odbytego już meczu z Barceloną.

Zacznijmy od lata. W maju miałeś już rozjaśnioną sytuację i wiedziałeś, że trafisz do Valencii. Co powiedziano ci przed przybyciem do klubu?

Odbyłem wstępną rozmowę z Mateu Alemanym i Alexanko, który był wtedy dyrektorem sportowym. Na pierwszym spotkaniu opowiedzieliśmy sobie kim jesteśmy i jak pracujemy.

Próbowałem wyjaśnić, że jeśli pokrywa się to z profilem trenera i jego sztabu, jaki wydaje się być właściwy dla Valencii, to możemy kontynuować rozmowy. Później odbyło się drugie spotkanie, które pokazało, że to pierwsze ich przekonało, po czym zaczęliśmy skupiać się na mniejszych detalach.

Myślę, że byliśmy zgodni w kwestii sposobu myślenia i punktu wyjścia, który stanowiłby podstawę projektu, więc rozpoczęliśmy wspólną pracę. Uważam, że poprzez mieszankę myślenia, analizy, ciężkiej pracy i odrobiny szczęścia udało nam się stworzyć bardzo konkurencyjny skład.

Znacznie lepiej niż większość klubów poradziłeś sobie z sytuacją, kiedy wielu piłkarzy ma zgodę na odejście i wielu nowych graczy przychodzi do zespołu. Trafiłeś w punkt – masz na to jakieś wytłumaczenie?

Moim zdaniem najważniejszym aspektem było odpowiednie zdiagnozowanie i zadecydowanie o tym, których piłkarzy zostawić, a bez których sobie poradzimy.

Według mnie to był fundamentalny punkt wyjścia. Jeśli zaś chodzi o stworzenie składu złożonego nie tylko z zawodników, ale też z ludzi, co uważamy za bardzo ważne: zaczęliśmy poszukiwania piłkarzy o profilu, który pasowałby do tego, co już mamy i komplementowałby zespół. Dokładnie to próbowaliśmy zrobić, pamiętając przy tym o ludzkich cechach.

W wielu przypadkach piłkarze znali już LaLigę, co było naszym zdaniem bardzo istotne. Znali też język i wierzyliśmy, że te dwa czynniki pomogą im w szybszej aklimatyzacji.

Sprowadziłeś graczy, którzy wzmocnią skład, ale też takich, którzy są doświadczeni i od razu zajmą miejsce w wyjściowym składzie – jak choćby Gabriel.

Tak, od samego początku tego projektu wiedzieliśmy, że priorytetem będzie serce obrony i pozycja defensywnego pomocnika.

Była niepewność w kwestii tego, co się stanie z Garayem i czy zostanie w klubie, czy nie. Ostatecznie pozostał, ponieważ jest piłkarzem, którego umiejętności pokrywają się z naszymi sportowymi ambicjami, jednak musieliśmy mieć na uwadze sytuację finansową; poza tym chcieliśmy ściągnąć dwóch topowych środkowych obrońców.

Sprzyjające okoliczności nadarzyły się, gdy Gabriel – którego dobrze znałem z wspólnego pobytu w Villarrealu – dostał zgodę na opuszczenie Arsenalu. Podpisaliśmy też kontrakt z Murillo, który znał już ligę i dał się poznać za sprawą kilku dobrych sezonów spędzonych w Granadzie.

Szczęśliwie obaj chcieli do nas dołączyć i doszliśmy do porozumienia z ich dotychczasowymi zespołami.

Czy gdy powiedziałeś zawodnikom, że podczas pretemporady codziennie będą odbywać się trzy treningi to pomocny w zaakceptowaniu tego był fakt, że klub był świeżo po złym sezonie i wszyscy piłkarze chcieli odwrócić swoje losy?

Nie wiem. Muszę być wdzięczny wszystkim piłkarzom za to, jak bardzo byli otwarci na pracę, metodologię i styl gry zespołu. Jak do tej pory byli w pełni zaangażowani każdego dnia. Sądzę, że sialiśmy ziarno od samego początku i rozwijaliśmy swoją wizję oraz sposób prowadzenia się, z którym mogli się identyfikować i – w teorii – zgadzać. Połączenie pozytywnych wpływów w drużynie pozwoliło nam na zbudowanie bardzo dobrego zespołu.

Jedną z innych kluczowych kwestii jest to, że piłkarze sami przyznają, że wszyscy czują się ważni, co nie jest takie proste.

Myślę, że świadomość tego, że będziemy grać tylko w LaLidze i jedynie przez krótką część sezonu ta gra będzie połączona z pucharem, spowodowała, że chcieliśmy stosunkowo wąskiej kadry, w której każdy będzie istotnym zawodnikiem. Wiedzieliśmy, że będziemy mogli trenować w standardowym rytmie tygodniowym, bez gry w Europie w środku tygodnia, co mogłoby być źródłem wyczerpania – zarówno dla sztabu szkoleniowego, jak i dla piłkarzy.

Stworzyliśmy młody skład, który jest bardzo entuzjastyczny i czerpie siłę z poprzedniego sezonu, który był dla nich bardzo trudny – prywatnie i zawodowo. Chcieli zrobić wszystko, co konieczne, by zmienić los klubu i czuć dumę ze swojego wkładu, bowiem ich jakość i zaangażowanie bywały wcześniej kwestionowane. Uważam, że sprzyjało to stworzeniu pozytywnej atmosfery w zespole.

Co do Zazy: czy miałeś świadomość, że czuł, iż dołączenie do klubu było jego ostatnią szansą po tym, co spotkało go w West Hamie?

Simone przybył tu w styczniu po sześciu miesiącach z ograniczoną rywalizacją. Zaliczał dobre występy i jeśli się nie mylę strzelił siedem bramek (sześć – przyp. red.) podczas drugiej połowy sezonu w dość przeciętnej jeśli chodzi o wyniki Valencii. Czuł się komfortowo zarówno w mieście, jak i w zespole, co moim zdaniem pozwoliło mu podnieść poziom występów.

Jeśli piłkarz odpowiednio się zaaklimatyzuje oraz jest oddany klubowi i swoim kolegom z zespołu, z pewnością ma większe szanse na pokazanie pełni umiejętności.

Są ludzie, którzy uważają, że osobowość i pasja, jakie ma Zaza są jak tykająca bomba, jednak ty zdajesz się dobrze z tym radzić. Czy nie przeszkadzają ci tego typu gracze?

Sądzę, że najważniejsze jest twoje serce, a nie dana chwila. Wszyscy mamy momenty, kiedy się rozkojarzymy lub udzielimy niestosownych odpowiedzi w naszych życiach prywatnych lub pracach.

Myślę, że tym, co naprawdę się liczy jest serce i to jak się czujesz po tej impulsywnej reakcji. Simone to zapalony gracz z mocnym temperamentem – to zupełnie tak, jak czasem ja, ale to miły facet, który ma dobre stosunki ze swoimi kolegami z drużyny.

Nie kwestionuje sztabu szkoleniowego, nie jest też dla nikogo nieprzystępny. W danym momencie coś się wydarzy i wszystko wraca do normy po 10 minutach. Mówiąc „do normy” mam na myśli obustronny szacunek, chęć wyjścia na murawę oraz gry i bycia najlepszym.

W takim momencie musisz się odwrócić i po prostu odejść?

Myślę, że to kwestia perswazji. Jak wspomniałem, ja też pokutuję za rządzoną ułamkami sekund impulsywność, którą czasem chciałbym powstrzymać, ale to defekt, z którym się rodzimy. Z biegiem czasu możemy się na tym polu poprawić, ale nigdy w pełni się tego nie wyzbędziemy.

Moim zdaniem najlepszym, co można w takiej sytuacji zrobić, jest – jak zauważyłeś – pozwolić, by minął jakiś czas. Niekiedy staram się to robić, ponieważ wiem, że wszystko wróci do normy.

Czy myślisz, że ten mecz (z Barceloną – przyp. red.) pokaże, gdzie dokładnie jesteście i gdzie zmierzacie?

Jeśli chodzi o miarę tego, kim jesteśmy i gdzie się znajdujemy to z pewnością coś już udowodniliśmy, bo graliśmy z najlepszymi zespołami. Uważam, że pokazujemy skalę naszego postępu, ponieważ jesteśmy blisko szczytu tabeli po 12 kolejkach i nasze statystyki są bardzo dobre.

Byliśmy konkurencyjni w każdym pojedynku. Mecz z Barceloną na zapełnionej Mestalli bez wątpienia da nam impuls i damy z siebie wszystko, ale nie będzie to inne względem sposobu, w jaki rywalizowaliśmy w każdym z poprzednich spotkań.

Gabriel powiedział, że po meczach kilku zawodników pyta siebie wzajemnie: „możemy tego dokonać”? Czy myślisz, że możecie? Możecie wygrać ligę?

Nie, myślę, że wygranie ligi jest niemożliwe. Nawet jeśli nie niemożliwe to niesamowicie trudne, ponieważ do tego potrzeba dziewięćdziesięciu kilku lub stu punktów, co moim zdaniem jest niemożliwe dla klubu pokroju Valencii czy nawet Atlético Madryt. Jeśli Real Madryt i Barcelona zgubiłyby po drodze dużo punktów, wtedy inne zespoły w doskonałej formie mogłyby z nimi konkurować.

Na ten moment uważam, że to niemożliwe, jednak równocześnie jesteśmy w stanie pokonać te zespoły w pojedynczym meczu. Udowodniliśmy to przeciwko Realowi Madryt, kiedy byliśmy blisko zwycięstwa. Mamy nadzieję na podobny występ przeciwko Barçy.

Leicester wyrządził wiele szkód, czyż nie? Teraz to wydaje się możliwe: skoro Leicester tego dokonał – każdy może. Czy to porównanie nie jest budujące w tym przypadku?

W Hiszpanii są dwa kluby, które znajdują się poziom wyżej. Być może w Anglii jest czwórka lub piątka, ale nie ma dwójki która tak bardzo wyróżniałaby się na tle reszty.

Myślę, że w tamtym sezonie tak się akurat złożyło, że żaden z tych wielkich klubów – z całym szacunkiem, nie sądzę, że którykolwiek z nich jest tak wielki, jak Real Madryt czy Barça – grał na swoim najwyższym poziomie.

Wreszcie: czy zmieniłeś już swoje cele na ten sezon w porównaniu z tym, co założyłeś na jego początku, biorąc pod uwagę aktualną pozycję? A może twoje dążenia są takie same?

Nie, naszym celem jest bycie tak ambitnymi, jak to tylko możliwe, stała, codzienna próba maksymalnego doskonalenia i rozgrywanie każdego meczu tak, jakby był finałem. To idea, jaką przekazywałem od pierwszego dnia pobytu tutaj.

Mamy małą przewagę w postaci braku gry w Europie, więc możemy w pełni skupiać się na naszym kolejnym pojedynku, który zawsze jest oddalony o tydzień. Wszystkie są dla nas jak finały i nie jesteśmy rozproszeni przez żadne inne rozgrywki niż liga i – jeśli przejdziemy Saragossę – potencjalny czas pucharowych dwumeczów w styczniu.

Tak musimy do tego podejść. Dla nas każdy mecz jest finałem. Do tej pory byliśmy niesamowicie konkurencyjni, ale ciężko jest utrzymać taki stan rzeczy przez dziewięć miesięcy.

Dwa nazwiska na koniec: Guedes, który nie zaczął sezonu jako podstawowy gracz, ale teraz na pewno nim jest. Co się stało w tym przypadku?

Głównie chodzi o fakt, że przybył tu, kiedy sezon już trwał, bowiem okno transferowe zostało zamknięte 31 sierpnia, a LaLiga wystartowała dwa tygodnie wcześniej.

Zdążyliśmy w tym czasie rozegrać dwa mecze. Później został powołany do kadry U-21, co spowolniło proces jego integracji z resztą zespołu.

Poza tym, była grupa piłkarzy, którzy grali od początku i spisywali się bardzo dobrze. Z czasem udało mu się wywalczyć swoje miejsce w jedenastce za sprawą występów na bardzo wysokim poziomie i mam nadzieję, że mimo młodego wieku będzie w stanie to utrzymać.

Jeśli go poprowadzisz – a wiem, że to zrobisz – czy może stać się jednym z pięciu najlepszych piłkarzy na świecie?

Nie wiem. W przypadku tak młodych zawodników istnieje wiele okoliczności, które grają rolę. Udowodnienie swojego poziomu i postępu poczynionego w trakcie wielu kolejnych lat współzawodnictwa nie zależy tylko od ich talentu.

Twardo stąpa po ziemi, ciężko pracuje i nie mamy absolutnie żadnych zastrzeżeń co do jego postawy. Wszystko zweryfikuje futbol i – szczególnie w przypadku tak młodych graczy – przewidywanie czegoś na dłuższą metę może okazać się błędem.

Myślę, że najlepszym posunięciem, a przynajmniej takim, jakie mu doradzamy, jest by lubił swoją pracę każdego dnia i starał się stale poprawiać poprzez fantastyczne podejście. Jeśli to wszystko złoży się w całość to będzie w stanie pokazać swój talent tak, jak to tylko możliwe.

Skoro mowa o młodych piłkarzach to aby zakończyć: od kilku lat mówi się o Carlosie Solerze i nawet zanim przebił się do pierwszego składu był reklamowany jako przyszły gracz reprezentacji Hiszpanii. My widzimy, a on potwierdza, że teraz znajduje się na tym poziomie, prawda?

Tak, ponieważ Valencia nie jest zespołem, w którym łatwo się przebić. Klub jest niezwykle wymagający jeśli chodzi o media czy kibiców, bowiem historia LaLigi pokazuje, że jest jednym z najlepszych. Konsekwentnie należeliśmy do najlepszej trójki bądź czwórki w tych rozgrywkach.

Piął się po kolejnych poziomach szkółki i bardzo szybko się przystosował. Poziom jego występów w zeszłym sezonie był bardzo wysoki. W tym roku zmieniliśmy jego pozycję i ponownie błyskawicznie się zaadaptował. Jego gra stale się poprawia i sądzę, że jest kompletnym graczem, ale tak jak wszyscy młodzi zawodnicy – a nie jestem pewien czy rozegrał 50 spotkań na najwyższym szczeblu – wciąż się poprawia, co widać gołym okiem. Pomaga mu także jego bardzo dobre nastawienie i fakt, że jest bardzo inteligentny oraz skoncentrowany.

Jak radzi sobie z plotkami łączącymi go z Manchesterem United i innymi dużymi klubami, które już zaczęły przejawiać swoje zainteresowanie?

Myślę, że to chłopak Valencii. Wierzę, że jest skupiony na zasmakowaniu sukcesu z Valencią i spędzi tu wiele lat. Nie sądzę, że chce jedynie dobrze się spisywać, by wkrótce odejść. Uważam, że cieszy się swoją grą i dobrą pozycją zespołu blisko lidera, z powodu której jest z pewnością bardzo szczęśliwy. Jego indywidualne występy były bardzo dobre i nie wydaje mi się, żeby na ten moment rozważał swoją najbliższą przyszłość.

Kategoria: Wywiady | SkySports skomentuj Skomentuj (2)

KOMENTARZE




1. LimaK30.11.2017; 11:32
Bardzo fajny wywiad ;)

Marcelino to mądry gość, twardo stąpający po ziemi :)
2. mattaj01.12.2017; 17:28
mattajCo do SOlera to niby bardzo fajnie sie takie cos czyta, ale juz nie wierze niestety w takie bajery :P