VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Athletic vs. Valencia — zapowiedź

Michał Kosim | Krystian Porębski, 28.02.2018; 15:44

13 finałów

Po zakończeniu przygody z Pucharem Króla, Valencia puściła w niepamięć serię aż sześciu porażek z rzędu, obecnie budując znacznie bardziej pozytywną passę. Czy podróż na zawsze wymagające San Mamés pozwoli wygrać już czwarty z kolei mecz?

Kolejne zwycięstwa wcale nie oznaczają, że Marcelino nie ma zbyt wiele do zarzucenia swoim podopiecznym, co podczas pojedynku z Realem Sociedad zarejestrowała telewizja GOL i wyemitowała w swoim programie El Golazo... Na początek omówimy jednak aktualną sytuację zespołu z Mestalla.

Z lotu Nietoperza

Na pytania odpowiedział Krystian Porębski.

Trzecia wygrana z rzędu Valencii; trzecia nie do końca przekonująca, jeśli chodzi o styl. Czy będąc kibicem niecierpliwi Cię ten fakt, czy może na tym etapie sezonu bierzesz w ciemno każde trzy oczka, bez względu na styl?

Najważniejsze jest wyjście z kryzysu, który ewidentnie trapił Valencię od dobrych kilku tygodni. Wraz z wynikami powinna przyjść poprawa stylu, teraz jednak warto skupić się przede wszystkim na ciułaniu punktów. Nikt się chyba nie spodziewał, że „Nietoperze” cały sezon ujadą w takim stylu, jakim popisywały się od początku rozgrywek. Było bardzo dobrze, jest ewidentnie gorzej, ale tak być musiało i nikogo to nie powinno dziwić. Nie martwi mnie więc brak stylu, polotu w ostatnich spotkaniach. Przede wszystkim klub musi osiągnąć swój cel – zakwalifikować się do Ligi Mistrzów. Można narzekać, że ostatnie spotkania ogląda się gorzej, ale możemy być spokojni. Marcelino nie zamieni Valencii w drużynę grającą antyfutbol czy piłkę, na którą nie da się patrzeć. To szkoleniowiec, który preferuje ofensywny, dynamiczny i miły dla oka futbol. Nie będzie się czego wstydzić, a wraz z zastrzykiem gotówki, może do ekipy zostanie ściągnięty jakiś czarodziej, który do spółki z Guedesem (albo w zamian) będzie rozpalał nadzieje Los Ches.

Rywale nie potrzebują wielu okazji do tego, by wbić Los Ches gola. Ostatnie czyste konto Valencii to 9 stycznia i mecz w Pucharze Króla z Las Palmas. Jeśli chodzi o ligę, trzeba by się cofnąć aż do 19 listopada i pojedynku z Espanyolem, w którym przewlekłego urazu doznał Murillo. W czym upatrujesz szanse na poprawę postawy w defensywie?

W stabilności zespołu, stałości pierwszej jedenastki. Pozostaje liczyć na to, że problemy z kontuzjami miną i Marcelino będzie miał do dyspozycji najlepszych zawodników. Nie ma co ukrywać, defensorzy Valencii to nadal nie orły, a i pewnie Neto, którego bardzo szanuję i uważam za bardzo dobrego bramkarza, może grać jeszcze lepiej. Musimy pamiętać jak „Nietoperze” grały w defensywie w ostatnich sezonach. To była tragedia, dramat, coś totalnie nie do przyjęcia. Sięgaliśmy prawie poziomu jemezowego Rayo i byliśmy tylko półkę wyżej niż Osasuna w pamiętnym, totalnie spapranym sezonie. Tak to widziałem. Tymczasem obecnie, mimo statystyk o których wspominasz, ekipa z Mestalla w skali ligi dysponuje całkiem solidną obroną. Jest postęp, nawet bez wielkich wzmocnień powinno być coraz lepiej. Ta linia defensywy ma luki, takie jak choćby Montoya czy mający zaćmienia umysłowe Gabriel Paulista. Z sezonu na sezon, jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, powinno być coraz lepiej.

Jednym z najjaśniejszych punktów zespołu w ostatnich tygodniach jest Santi Mina. Zasłużył na stałą grę w pierwszej jedenastce?

Santi Mina to zawodnik, który ewidentnie zasłużył na grę w każdym spotkaniu. Czy od pierwszej minuty? To już powinien być wybór trenera, na podstawie dyspozycji dnia, czy ostatnich tygodni. Na pewno po tym co pokazuje ostatnio udowadnia, że nie jest tylko jokerem, potrafi również zacząć spotkanie i zrobić swoje, może grać pełne 90 minut i nadal jest skuteczny. Był jednak taki moment, w którym nie było bezpodstawne stwierdzenie, iż to piłkarz na końcówki meczów, killer. Kiedy zaczynał, grał zdecydowanie gorzej, wchodząc na ostatnie 15-30 minut był zupełnie innym piłkarzem. Teraz tej różnicy nie widać i Santi jest piłkarzem, od którego powinno rozpoczynać się ustalanie składu. Na jak długo? Aż forma spadnie; nie zmienia to faktu, że to piłkarz, który nawet jeśli zostanie odsunięty od pierwszej jedenastki, powinien być pierwszym do wpuszczenia na boisko, kiedy drużyna potrzebuje impulsu, strzelonej bramki, walki w ataku.

Jak trzeba być co najmniej zadowolonym z postawy Miny, tak Zaza i Rodrigo nie strzelają zbyt często. To bardziej wina słabej formy indywidualnej czy zespołowej?

Nie rozpatrywałbym tego problemu pod kątem problemów z formą Zazy czy Rodrigo. Obecny sezon jest dobry dla każdego napastnika Valencii. To, że teraz na czoło wychodzi Mina, który strzelecko ciągnie zespół, a w odwodzie jest jeszcze Vietto, udowadnia tylko, iż drużyna prowadzona jest w sposób odpowiedni, wyważony, tak jak powinna być prowadzona już od dawna. To normalne, że zawodnik nie zagra na 100% przez cały sezon. Gorsze momenty mają nawet najlepsi na świecie, czego więc oczekujemy po Rodrigo, Zazie czy Minie? Najważniejsze jest to, że to zawodnicy, którzy nawet będąc pod formą, zostawiają całe siły i serce na boisku. Tego do tej pory brakowało. Warto zauważyć, że nasza linia napadu to również pierwsza linia obrony zespołu, który gra pod wodzą Marcelino bardzo kompaktowo.

Osiem punktów przed Villarrealem, 10 przed Sevillą i nierówna forma najgroźniejszych rywali w walce o pierwszą czwórkę. Czujesz się coraz spokojniejszy o to, że w przyszłym roku na Mestalla zabrzmi hymn Ligi Mistrzów, a może martwi Cię „syndrom Marcelino” w drugich połówkach sezonu, o którym rozmawialiśmy przed meczem z Realem Sociedad?

Może się powtórzę, ale największym wrogiem i przeciwnikiem Valencii w tym momencie nie jest Villarreal, Sevilla czy inny Real Sociedad, a kontuzje. Jeśli czołowi zawodnicy klubu będą zdrowi, Asturyjczyk wreszcie powinien pobić swój rekord punktowy i kto wie, być może zajmie miejsce na „pudle”. Myślę, że jesteśmy zdecydowanie bliżej top 3, niż drużyn znajdujących się niżej w tabeli. Dlaczego? Choćby właśnie przez osobę trenera. Marcelino nie jest człowiekiem nieomylnym. To szkoleniowiec, który również ma swoje wady, o których pewnie jeszcze wiele razy będziemy rozmawiać, ale to też trener, który zapewnia stabilizację, solidność, regularne punktowanie. Tego samego nie powiemy o niedoświadczonym Javierze Calleji, staczającym się ze swoim zespołem Eusebio czy zwłaszcza o przybyszu z Włoch – Vincenzo Montelli. Oczywiście, wszystko się może zdarzyć, ale na Mestalla musiałby nastać prawdziwy kataklizm, żeby tak stabilna ekipa straciła wysokie prowadzenie w tabeli. Liga Mistrzów jest w zasięgu ręki. Jeśli miałbym się już kogoś bać, to Realu Betis, bo Quique Setién jest niepodrabialny. Całe szczęście drużyna z Andaluzji zaskoczyła dość późno i o ile drużyny Sevilli i Villarrealu muszą czuć ich oddech na plecach, o tyle chyba Valencia może być spokojna.

Marcelino jeszcze nigdy nie zdobył San Mamés. Co – Twoim zdaniem – przemawia za, a co przeciw przerwaniu tej passy w dzisiejszym meczu?

Athletic jest słaby. Z całym szacunkiem dla niezwykle utytułowanego zespołu z Bilbao, to nie jest drużyna konkurencyjna w tym sezonie. Oczywiście baskijski teren jest bardzo trudny, ale borykająca się z wieloma problemami ekipa nie powinna być rywalem trudniejszym od choćby Realu Sociedad. W drużynie prowadzonej przez Cuco Zigandę oczywiście drzemie bardzo duży potencjał, ale 12. pozycja w tabeli, zaledwie jedna wygrana w ostatnich sześciu meczach i bardzo jałowa gra mówią swoje. Valencia chcąc grać o najwyższe cele z takimi rywalami musi sobie radzić, bez względu na markę. Sportowo Athletic na ten moment jest drużyną znacznie gorszą, choć oczywiście na boisku trzeba to jeszcze udowodnić. Jedyne czego się boję, to tego, że któremuś z zawodników puszczą nerwy, Valencia będzie grała w 10-tkę i wtedy może być bardzo nieciekawie. Na takim terenie, z takim przeciwnikiem, nie byłoby to nic dziwnego.

Ostatnie pytanie – o dzisiejszych rywali. Bilbao powinno zwolnić Cuco Zigandę? Fani tracą cierpliwość...

Umówmy się, gdyby to była inna drużyna, albo gdyby to był trener, który nie ma mocnych powiązań z klubem, na którego niesamowicie liczono w Bilbao, którego traktowano prawie jak zbawcę, to już dawno by wyleciał. Jeśli jednak nie został zwolniony w najgorszym momencie, kiedy Athletic bujał się w okolicach strefy spadkowej, to i teraz nie powinien zostać zwolniony. Ocena Zigandy powinna nastąpić po sezonie. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego trenera, nie widzę jakichś konkretnych skutków przejęcia przez niego drużyny, brakuje też wyraźnej koncepcji tego, jak Athletic ma grać, czym ma się od innych wyróżniać, jak ma kreować akcje. Całkowicie zrozumiałe jest ograniczone pole manewru, jakie mają trenerzy takiej drużyny, jednak absolutnie niewytłumaczalne i niewybaczalne jest granie na alibi, brak wizji. Valverde miał ten sam materiał i robił o wiele lepsze wyniki.

„Oni wszyscy chodzą!”

Dziękując Krystianowi i wracając do nagrań z meczu z Realem Sociedad na Mestalli, o których wspomniałem we wstępie: Marcelino był wściekły na swoich zawodników w drugiej połowie, gdy zespół przy stanie 1:0 grał opieszale, co poskutkowało brakiem koncentracji i golem na 1:1 w 54. minucie meczu. Wściekłość, nerwowe gestykulacje, a nawet rzut opróżnioną butelką nie wymagały wytłumaczenia, jednak w programie El Golazo pokazano również, co mister mówił do swojego asystenta, Rubéna Uríi. „Oni chodzą, oni wszyscy chodzą! Serio? Nawet mnie nie wkur##ajcie!” czy „A Murillo? Murillo? Chodzi... No co ty, stary!” – to tylko niektóre z wypowiedzi trenera Los Ches. Emocje nieznacznie opadły w strefie mieszanej. „Myślę, że cały Świat widział, jak zagrał Guedes” – skomentował nieudany mecz Portugalczyka Marcelino. Krytyka była zasłużona, a García Toral kontynuował ją na pomeczowej konferencji: „Może wynik mógł być inny, bo nie sądzę, że zrobiliśmy więcej niż Real (Sociedad) by wygrać ten mecz. Bramka Realu to błąd, którego zespół chcący grać w Lidze Mistrzów nie może popełniać; nie zrobiliśmy też wystarczająco w ciągu 90 minut, by zwyciężyć w tym spotkaniu”.

Ostatecznie triumf zapewnił Valencii piłkarz, który po tym meczu został ochrzczony w Hiszpanii pseudonimem „VitaMina”, czyli rzecz jasna Santi Mina. Co ciekawe, w spotkaniu inaugurującym nowe San Mamés z 16 września 2013 roku (3:2), Santi zdobył swoje premierowe trafienie, które uczyniło go najmłodszym strzelcem gola dla Celty Vigo w LaLidze – Hiszpan miał wtedy zaledwie 17 lat i 284 dni. Dobra dyspozycja Miny nie umyka nie tylko Marcelino, ale także Zazie, który nie strzelił bramki od 734 minut i który przez 20 minut po zakończeniu wtorkowego treningu Valencii doskonalił pod okiem trenera strzały z różnych pozycji. „O to chodzi!”; „dobrze, Simo!” – chwalił poczynania Włocha mister.

„Cuco vete ya!”

Niezadowolenie z postawy zespołu po wygranym meczu – choć w tym przypadku ze strony kibiców – miało miejsce także podczas ostatniego spotkania Athletic Clubu. Baskijska ekipa nie bez problemów uporała się na własnym terenie z czerwoną latarnią ligi, Málagą (2:1). O ile pierwsza połowa była w wykonaniu drużyny Cuco Zigandy naprawdę niezła, a świetne zawody rozgrywał m.in. Beñat, tak w drugich 45 minutach strata punktów była o włos. Najpierw w 61. minucie Kepa obronił rzut karny wykonywany przez En-Nesyriego, natomiast w 84. minucie ten sam zawodnik otrzymał czerwoną kartkę, która znacznie skomplikowała Máladze walkę o remis. Te wydarzenia rozwścieczyły publiczność, która coraz śmielej skandowała z trybun „Cuco, odejdź!”. Szkoleniowca Los Leones na posadzie utrzymuje m.in. awans do 1/8 finału Ligi Europy po dwumeczu ze Spartakiem Moskwa, który obiegł Świat – niestety ze względów pozasportowych i śmierci policjanta przed San Mamés w trakcie zamieszek rosyjskich ultrasów z miejscowymi kibicami. Podczas tego meczu sprzed niespełna tygodnia na trybunach zasiadł Vicente, który obserwował skrzydłowego rosyjskiego klubu, Quincy’ego Promesa.

Właśnie postawa w europejskich pucharach może uratować Cuco przed zwolnieniem, choć nawet Josu Urrutia, prezydent klubu, który dotychczas zapewniał o niezachwianej pozycji Zigandy, zaczął sugerować, że to, kto poprowadzi zespół w przyszłym sezonie nie jest pewne. Głównymi kandydatami do jego zastąpienia są: Asier Garitano – trener Leganés, któremu latem wygasa kontrakt i którym zainteresowanie wyraża Villarreal oraz Gaizka Garitano, który prowadzi Bilbao Athletic, czyli rezerwy klubu i jest blisko miejsc gwarantujących baraże do 2. ligi.

Athletic Club jest jednak klubem zbyt utytułowanym, by zadowolić się tak sinusoidalną grą w lidze. Kadra, mimo odejścia Aymerica Laporte, nie została zimą szczególnie osłabiona: jego miejsce zajął bowiem Iñigo Martínez, którego kontrowersyjne przenosiny omawiałem z okazji zapowiedzi ostatniego meczu z Sociedad. Kadrę złożona z piłkarzy pokroju Kepy, Unaia Núñeza, Iñakiego Williamsa czy Aritza Aduriza z całą pewnością stać na więcej. Szczególnie groźny w spotkaniach z „Nietoperzami” jest ich były zawodnik, czyli właśnie Aduriz, który strzelił Valencii aż 11 goli, w tym w ostatnim pojedynku obu drużyn na Mestalla.

Mimo zawsze trudnego terenu, jakim jest San Mamés, Valencia chcąca grać w Lidze Mistrzów musi walczyć w pojedynkach z rywalami w takiej formie o trzy punkty. Wczorajsza porażka Realu Madryt z Espanyolem pozwoli w przypadku zwycięstwa z Bilbao wrócić na trzecie miejsce w LaLidze, więc motywacja powinna być jeszcze większa. Oby tym razem nie było potrzeby kłopotania specjalistów od czytania z ruchu ust, by dociec tego, co krzyczał poirytowany Marcelino, a zespół zachowa stuprocentową koncentrację i zrobi kolejny krok w stronę upragnionej Champions League.

Ostatni mecz z Athletic Clubem:
Valencia wygrywa z Athletikiem

Przypominamy o tegorocznej edycji Forumowego Typera. Nagrody fundują sklepy ISS-sport oraz Fanzone.pl oferujące m.in. oficjalne koszulki piłkarskie VCF.

Kategoria: Mecze | własne skomentuj Skomentuj (0)

KOMENTARZE




Nie ma żadnych komentarzy.