VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Najlepsi walenccy trenerzy

Krystian Porębski, 30.03.2015; 01:59

Galeria sław z Mestalla

Wielkie nazwiska piłkarzy pobudzają wyobraźnie kibiców. Jednak nawet najlepszy zespół miałby problemy bez odpowiedniego trenera. Kto zapisał się złotymi zgłoskami w historii Valencii?

Dinozaury walenckiej ławki

Absolutnym liderem pod względem spotkań na ławce walenckiej ekipy jest Alfredo Di Stéfano. Prowadził Valencię w 251 meczach ligowych, a ogólnie aż w 280 spotkaniach. W tej pierwszej klasyfikacji aż o 63 mecze wyprzedza Jacinto Quincocesa. Obaj panowie w najbardziej utytułowanym klubie z regionu Walencja spędzili po osiem sezonów, zarówno jeden jak i drugi miał przerwy w trenowaniu „Nietoperzy”. W drugiej kategorii, licząc wszelkie spotkania, tuż za Argentyńczykiem uplasował się… Unai Emery, z aż 220 meczami. Co ciekawe, jeśli chodzi o ligę, to tych ma na koncie tylko 152. Bask na Mestalla spędził cztery sezony.

Trenerzy w meczach ligowych

Ponad 100 meczami jako szkoleniowiec Valencii, pochwalić się może dziesięciu z dotychczasowych 52 trenerów Blanquinegros (Nuno jest 53). W tym gronie znajduje się pięciu Hiszpanów, w tym wcześniej wymienieni Jacinto Quincoces, który klub prowadził w latach 1948-1960 oraz Unai Emery. W trójce pozostałych jest jeden z najbardziej utytułowanych entrenadorów, Rafa Benítez, legendarny walencki napastnik Mundo, który równie skuteczny był jako trener oraz Quique Sánchez Flores.

Trenerzy we wszystkich meczach

Warto zwrócić uwagę na pochodzenie owych szkoleniowców. Aż trzech z nich było Baskami: Quincoces, Mundo i Emery, w tym dwóch pierwszych pochodziło z Barakaldo (pierwszy zmarł w wieku 91 lat w 1997 roku, drugi miał 62 lata i odszedł w 1978 roku). Dwóch kolejnych — Quique i Rafa — pochodzi z Madrytu.

Vietto, podobnie, jak jego przyjaciel, de Paul mógł grać dla Valencii, lecz ta latem nie skorzystała z opcji pierwokupu 21-latka

Najlepsi z najlepszych — trofea

Valencia w swojej prawie 100-letniej historii sześciokrotnie sięgała po mistrzostwo Hiszpanii, siedmiokrotnie wygrywała Copa del Rey, raz wygrywając Superpuchar Hiszpanii (i raz Eva Duarte Cup, będący poprzednikiem tego pucharu). Jeśli chodzi o europejskie puchary, „Nietoperze” dwukrotnie sięgali po Puchar Miast Targowych (dwa razy z rzędu, na dodatek trzy lata z rzędu grając w finale), raz wygrywając Puchar UEFA, który był następcą PMT. Do tego Blanquinegros raz zwyciężali w Pucharze Zdobywców Pucharów, na dodatek dwa razy z rzędu dochodzili do finału Ligi Mistrzów.

Bezsprzecznie najbardziej utytułowanym trenerem jest Rafa Benítez. Jako jedyny szkoleniowiec poprowadził Valencię do dwóch ligowych sukcesów, dorzucając do tego jeszcze Puchar UEFA. Prowadził drużynę ze stolicy Lewantu w latach 2001-2004, które były dla „Nietoperzy” wręcz fenomenalne, stanowiły swojego rodzaju otarcie łez za to, co działo się wcześniej…

Najbardziej utytułowany walencki trener - Rafa Benítez

Argentyńczyk Héctor Raúl Cúper, który był trenerem Valencii w latach 1999-2001 doprowadził Los Ches do dwóch finałów Ligi Mistrzów. Jednak jedynym trofeum po jakie sięgnął podczas swojej przygody z klubem, był Superpuchar Hiszpanii. Zaczęło się więc fantastycznie, bo już w po trzecim spotkaniu i to przeciwko Barcelonie, trener z Ameryki Południowej zdobył pierwsze i jedyny jak się potem okazało Puchar. Trudno jednak nie docenić zasług tego szkoleniowca, który stworzył pięknie grający zespół, którego obawiano się nie tylko w Hiszpanii, ale także w Europie.

Nazwisko, które szczególnie warto pamiętać, to Ramón Encinas Dios. Trener, który doprowadził do pierwszych historycznych sukcesów. W sezonie 1940/41 zdobył z Valencią Puchar Króla, w lidze plasując się na miejscu trzecim, tuż za Atlético i Athletikiem. O włos od Pichichi był Mundo, który trafiał do siatki rywali 21 razy. Kolejne rozgrywki to już dominacja Blanquinegros, pierwsze w historii mistrzostwo Hiszpanii oraz 27 goli Mundo i trofeum dla najlepszego strzelca. Atak Valencii miał wtedy niesamowitą moc, do drużyny wraz z Encinasem sprowadzony został legendarny napastnik Athletiku, Guillermo Gorostiza Paredes, który trafiając na Mestalla, miał już wszelkie możliwe trofea na swoim koncie i dwukrotnie zdobył Pichichi. Czy w drużynie ze stolicy Lewantu zwolnił tempo? Pierwszy sezon w Valencii 14 goli, w drugim 20, a miał wtedy już 32 lata. Do tego w składzie Encinas miał Epiego i Asensiego. Prawdziwa plejada gwiazd, którą jednak Hiszpan musiał ogarnąć.

Drugim, który z Valencią sięgnął po mistrzostwo był Eduardo Cubells, były zawodnik (przez dziesięć lat), a przede wszystkim jedyny urodzony w Walencji trener, który z „Nietoperzami” sięgnął po to trofeum. Co ciekawe, drugie trofeum i po raz kolejny zbiegło ono się z Pichichi dla Mundo. Kolejne sezony pod wodzą tego szkoleniowca nie były już tak udane, choć duet Mundo – Gorostiza, wspomagany przez wielu innych wspaniałych zawodników, nadal siał postrach wśród obrońców przeciwników, to jednak drużyna kolejno zajmowała piąte i szóste miejsce.

Kolejny wielki sukces nadszedł tuż po odejściu Cubellsa, kiedy to trenerem Valencii został Luis Casas Pasarín. Co ciekawe, mistrzostwo Hiszpanii odebrał Sevilli, prowadzonej przez Encinasa. Do wielkich dołączyła kolejna walencka legenda, młodziutki wtedy Puchades. Valencia wygrała w tym sezonie o włos z Athletikiem, który miał tyle samo punktów.

Zapewne wiele osób zastanawia się, kim jest ten Quincoces? Nie bez powodu aż tak długo prowadził drużynę ze stolicy Lewantu. Dwa razy sięgał po Copa del Rey, w tym tuż po zmienieniu na stanowisku trenera Luisa Casasa Pasarína, a do tego dorzucił Eva Duarte Cup w sezonie 1949/50. Były to o tyle ważne sukcesy, gdyż Puchar króla zdobyty w 1954 roku, był sukcesem, który zakończył pewną erę, erę wielkich sukcesów walenckiego klubu.

Niesamowicie ciekawą postacią jest Domingo Balmanya Perera. Z Valencii, po ośmiu latach posuchy zrobił prawdziwą maszynkę, która miażdżyła nawet wielką Barcelonę. Rozpoczął się okres dominacji Valencii na europejskich boiskach, w Pucharze Miast Targowych. Domingo doprowadził Blanquinegros do finału jednak… W tym drużynę poprowadził już Argentyńczyk, Alejandro Scopelli Casanova. To jednak nie przeszkodziło zespołowi w sięgnięciu po to trofeum, w dwumeczu z Barceloną Valencia wygrała 7:3. Na fali tego sukcesu, drużyna grała jak z nut i w kolejnym sezonie 1962/63, pod wodzą tego samego trenera sięgnęła po kolejne trofeum, tym razem pokonując 4:1 Dinamo Zagrzeb.

Scopelli jednak Valencię opuścił, zastąpił go Pasieguito, który poprowadził drużynę w tylko 16 spotkaniach i w tym momencie do akcji wkroczyła żywa legenda Valencii, super snajper Mundo, który miał już za sobą duży staż jako szkoleniowiec Mestallety (76 spotkań). I już w sezonie 1963/64 Bask był bliski pierwszego sukcesu, jednak zabrakło niewiele, Valencia mogła po raz trzeci z rzędu sięgnąć po Puchar Miast Targowych, jednak w finale przegrała z Realem Saragossą 1:2. To był ostatni finał Blanqunegros w tych rozgrywkach. Jednak nie ostatni sukces Mundo. Najważniejszym w karierze szkoleniowej, był zdobyty w sezonie 1966/67 Copa del Rey.

Mundo - największa legenda Valencii?

23 lata Valencia czekała na zostanie mistrzem Hiszpanii, to udało się pod wodzą legendarnego trenera — Alfredo Di Stéfano. Argentyńczyk w sezonie 1970/71 nie miał do dyspozycji wielkich indywidualności, jednak zbudował drużynę, która dominowała w lidze i odniosła upragniony sukces. Co ciekawe, po raz kolejny była to sytuacja, kiedy trener zdobył to trofeum w swoim pierwszym sezonie. Było to jego drugie podejście jako trener i drugie w regionie Walencja, wcześniej był trenerem Elche. Potem Alfredo sięgał z Valencią jeszcze po Puchar Zdobywców Pucharów. Następnie starał się uratować ją od spadku, co się jednak nie udało. Włodarze nie byli jednak nadgorliwi i zostawili go na stanowisku, a ten się odwdzięczył rychłym awansem.

Legenda walenckiej ławki - Alfredo Di Stéfano

I potem, w historii Valencii po raz kolejny pojawia się Pasieguito. Minęło 12 lat, podczas których Hiszpan zdobywał doświadczenie. W sezonie 1978/79 zastąpił w końcówce sezonu Francuza, Marcela Domingo, zdobywając Copa del Rey. W jego miejsce wskoczył na rok Alfredo, zdobył PZP… Po czym znowu Valencię trenował Pasieguito i zdobył Superpuchar Europy. Hiszpan nie tylko odpokutował, a zapisał się złotymi zgłoskami w historii Valencii.

I tamte sukcesy były bardzo ważne, po nich nadszedł kolejny długi, bo aż 19-letni okres posuchy. Na ratunek nadszedł Claudio Ranieri. Włoch z Valencią zdobył Copa del Rey i podłożył podwaliny, pod pięknie grającą Valencię Cupera. Zresztą, wystarczy wspomnieć jacy zawodnicy grali wtedy w barwach Blanquinegros: Cañizares, Carboni, Djukić, Mendieta, Farinós, Luis Milla (obecnie trener reprezentacji młodzieżowych), Angulo, López, Ilie, Angloma, Juanfran (grający do tej pory, w barwach Levante), Popescu, Lucarelli, Javi Navarro, Curro Torres czy Guillermo Morigi. Prawdziwa plejada gwiazd. W swojej kolejnej przygodzie z Valencią, Włoch wygrał Superpuchar Europy, przejmując pałeczkę po Rafie. Ta przygoda jednak nie była zbyt długa, jednak trofeum w pewnym sensie pewnie osłodziło nieudany powrót.

Był to przedostatni sukces Valencii. Ostatni, to ten, który już zdecydowana większość czytelników zapewne pamięta — wygrana w Copa del Rey 2007/08, kiedy to trenerem ekipy był Ronald Koeman. Holender co prawda zasłynął głównie z wprowadzenia zamętu w drużynie i wybiciu z głowy Cañizaresa i Angulo piłki, ale Puchar Króla udało mu się zdobyć. Czy było to dzięki rudemu szkoleniowcowi, czy może zawodnicy jakby na przekór trenerowi zagrali dobrze? Tego się nie dowiemy, były świetny obrońca nie zaliczył jednak aż tak fatalnego sezonu, choć był bliski spuszczenia Valencii od Segunda División… Wystarczy powiedzieć, że mecz po finale z Getafe był ostatnim Koemana na ławce na Mestalla…

Ronald Koeman - trener, z którym Valencia po raz ostatni sięgała po trofeum

Szkoleniowcy w liczbach

W historii Valencii było 52 trenerów. Aż 29 z nich to Hiszpanie. Co nie powinno dziwić, kolejną nacją jest Argentyna — stąd pochodzi aż 7 szkoleniowców (di Stefano, Scopelli, Héctor Raúl Cúper, Valdano, Pizzi, Valdez oraz Pellegrino). Dalej już bardziej wyrównanie, trzech Serbów, po dwóch Urugwajczyków, Anglików, Brazylijczyków, Holendrów, a po jednym trenerze z Czech, Paragwaju, Macedonii, Francji oraz Włoch.

Jeśli chodzi o liczby, biorąc pod uwagę trenerów, którzy spędzili w klubie +100 meczów, najlepszą średnią wygranych ma Rafa, bo aż 54,32%. Mający na koncie 53 mecze, Luis Casas Pasarín, notował z Valencią aż 58,49% wygranych, a najlepszy w tej statystyce jest… Voro. Na sześć meczów jako trener, wygrał aż pięć co daje 83,3%. A mimo to, nadal jest „tylko” kierownikiem drużyny.

Voro - człowiek od czarnej roboty

Negatywne rekordy może nie są tu najlepiej widziane, ale jak spisywali się ostatni trenerzy Valencii? Kolejno: Koeman (32%), Emery (49%), Valverde (53%), Pellegrino (47%), Djukić (43%), Pizzi (39%). Jak więc w lidze wygląda ten współczynnik dla Nuno? Portugalczyk prowadzi Valencię do zwycięstwa w 64% meczów. Oby tak pozostało, a może było nawet lepiej. Póki co, czapki z głów przed szkoleniowcem.

Kategoria: Felietony | własne skomentuj Skomentuj (6)

KOMENTARZE

1. Vanisz30.03.2015; 13:37
VaniszSzkoda jednak że ten Pizzi nie został.
2. siarka00730.03.2015; 15:06
siarka00739>64? Mam nadzieję, że trollujesz, a ja się nie zorientowałem. :)
3. pajacyk30.03.2015; 15:55
pajacykBez kitu – o co chodzi z tym Pizzim? Co jakiś czas pojawiają się głosy, jak to szkoda, że już nie prowadzi Valencii. Jego mit tworzą tak naprawdę 4 mecze: wygrana z Barcą, remis z Realem i reamuntady z Basel i Sevillą. Zwolennicy Pizziego nie pamiętają jednak o generalnie żenujących wynikach w lidze, remisach i porażkach z ogórkami czy o fatalnych pierwszych meczach ze wspomnianymi Basel (0:3) i Sevillą (0:2). Już wolę Emerego z jego nieumiejętnością ogrywania wielkich ale ciułaniem punktów ze słabszymi od siebie niż pojedyncze wyskoki Pizziego a co tydzień traumatyczne występy, od których zęby bolą…
Co do nosa poprzednich władz Valencii do trenerów niech świadczy to, gdzie jest Emery teraz a gdzie są jego następcy (Pellegrino, Djukić czy Pizzi). Jedynie Valverde okazał się fachowcem (choć tak naprawdę to było już wiadomo przed zatrudnieniem go na Mestalla).
4. woker18230.03.2015; 18:08
woker182Pizzi był niezły, choć % zwycięstw wypada mu gorzej od Djukicia i Pellegrino, to miał sporo remisów, Serb np. notował bardzo dużo przegranych. Na początku sezonu byłem zawiedziony, że Argentyńczyk został zwolniony, teraz myślę, że żaden zdrowo myślący kibic nie powinien go żałować. Nuno okazał się świetnym trenerem.
5. Che05.04.2015; 12:59
Mysle ze z takim składem jak teraz jest to Pizxi tez by walczył tak jak Nuno . Niemniej jakbym mial wybierac to ciesze sie ze mamy Nuno i obecnie nie zamieniłbym go na innego trenera . Co by nie mowic mamy szanse na tytuł a LM w nastepnym sezonie murowana . To o czyms swiadczy ze Nuno ułozył ekipe z gwiazd a to jest cholernie ciezkie szczegolnie ze juz w pierwszym sezonie .
6. KilyVCF06.04.2015; 23:59
KilyVCFValverde fachowcem a Pizzi słaby ?
Tak, patrzmy na suche statystyki, w stylu Komorowski 70
, Valverde miał swoje chwile prawdy, 3 razy wciry, czwarty raz oszukany. I trochę wygranych meczów w których gra niczym nie różniła się od najgorszych trenerów którzy byli ostatnio czyli po Rudym kopani.
Szybciej niż później by każdy się przekonał że z tej mąki i tak chleba nie będzie, zresztą w Bilbao i Villarreal też nie było.
Jeśli mówimy o mitach to większym mitem jest wielkość Ernesto, który nie stworzył poważnej drużyny i solidnych fundamentów. Dopiero za Pizziego i za Nuno się nie bałem, za Valverde nic nie było pewne, choć cyfry wypadają dobrze, najbardziej niestety będę pamiętać rekordowy blamaż na Mestalla, położenie Ligi Mistrzów, głównie wystawiając bramkarza amatora, w dużym stopniu zmarnowany wysiłek ligowy na koniec (tu sędziowie grali główne role, ale nie musieliśmy decydować w samej końcówce), opykaliśmy kilku średniaków, trochę ogórków, często szczęśliwie, tam gdzie pkt było sporo to też straciliśmy frajersko 4 pkt w ważnym momencie z Esp i Levante, też przez tego błazna, trener odpowiada za jego byt na boisku. Było trochę dobrej piłki na koniec, zresztą popartej wynikami, ale i na tym końcu przegraliśmy najważniejszy mecz