VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

David Albelda zawiesza przyjaźń na czas meczu

Zdzisław Lewicki, 06.12.2011; 20:05

Kapitan przekonuje, że Valencia zbliża się do szczytu formy

To nie miało się tak skończyć. David Albelda i Juan Mata są co do tego zgodni. Dziś przymierze musi zostać wstrzymane; na jeden wieczór nie są już przyjaciółmi. Przed ostatnią kolejką fazy grupowej Ligi Mistrzów byli partnerzy z drużyny zabierają głos – kapitan klubu grający na Mestalla od piętnastu lat oraz ostatnia z gwiazd, która odeszła; człowiek, który mógł przejść do Chelsea i się na to zdecydował.

Rozmowy nieuchronnie wkroczyły do grupy E. My pokonamy Genk, wy Bayer – zażartował Albelda. Później wspólnie możemy się zrelaksować i awansować do następnej rundy. Valencia rozgromiła Genk 7:0, jednak Chelsea nie wygrała z Bayerem i teraz tylko jedna drużyna może przejść. Zakładając, jak czyni to Albelda, że Bayer Leverkusen zwycięży Genk, równanie jest łatwe: wygrana lub bezbramkowy remis równa się awansowi Chelsea; każde inne rozwiązanie promuje Valencię.

Chelsea tego nie chciała. Ani Valencia. „Graliśmy (z Genk) spoglądając jednym okiem na Chelsea” – powiedział Albelda. „Wiedzieliśmy, że Drogba strzelił i że najlepszym rezultatem będzie tryumf Chelsea. Kiedy wchodziliśmy do szatni, nie wiedzieliśmy, że przegrała. To niespotykane dla fazy grupowej, żeby kończyła się w taki sposób, na pewno nigdy nie wybralibyśmy wyprawy do Londynu i grę o życie z Chelsea, która także potrzebuje wygranej”.

Jeśli jednak cokolwiek zabrzmiało pesymistycznie, pomyśl jeszcze raz. Mamy słoneczne popołudnie w Paternie, obiekcie treningowym Valencii. Wieczór wcześniej Albelda obejrzał jak Chelsea wypada za burtę Carling Cup i w dodatku śledził ich poczynania. Wie, ze przegrali pięć z ich ostatnich dziesięciu meczów. Valencia, tymczasem, została pokonana dwukrotnie w trzynastu. Ich osiągnięcia we wszystkich rozgrywkach stanowią: rozegranych dziewiętnaście, przegranych trzy. W wieku 34 lat, Albelda nadal jest integralną częścią sukcesu. Dostał wolne na weekend po to, by we wtorek być w pełni sił.

„Zmierzamy w innych kierunkach” – przyznaje. „My jesteśmy u progu naszego szczytu; Chelsea ma pewne wady. Oni są faworytami i większą niespodzianką byłoby ich odpadnięcie niż nasze, ale to nie oznacza, że znajdują się pod większą presją. To Chelsea: oni już tutaj byli, wiedzą co robić, wystarczy popatrzyć na ich kadrę”.

Są w niej zawodnicy tacy jak Mata, który ma w lidze trzy gole i siedem asyst. „Sukces Maty nie jest dla mnie czymś dziwnym” – mówi Albelda. „To świetny piłkarz z wzorowym podejściem. Jest podobny do Silvy, najlepszego obecnie w Premier League: zachowuje się jak zawodowiec, pracuje ciężko i ma wyjątkową technikę. Jest niski, ale silny. Silva zaskoczył obrońców: patrzą na niego i sądzą, że mogą go kopnąć, ale się mylą. Silva jest mocniejszy od Maty, jednak to Mata strzela częściej. Wiedziałem, że dostosują się bez trudu”.

Pytanie brzmi, gdzie byłaby Valencia, gdyby nie była zmuszona sprzedać tej pary za 59 milionów euro; gdyby nie sprzedała Davida Villi do Barcelony za 40 milionów. Valencia miała czterech mistrzów świata, teraz nie ma ani jednego. Zarobiła ponad 120 milionów w ciągu dwóch lat, lecz to wciąż nie wystarczy. Rzeczywistość ekonomiczna doskwiera. Pod rządami Juana Solera, dług klubu poszybował powyżej 500 milionów. Taktyką na wyjście z sytuacji był manewr na rynku nieruchomości, który nigdy nie wypalił: Valencia ma dwa stadiony – jeden, którego nie potrafi spieniężyć i drugi, na którego budowę nie posiada środków.

Dopiero teraz, pod sterami nowego prezydenta, klub wraca na właściwy kurs stabilności – ale za pewną cenę. Zaledwie czteropunktowa strata do Barcelony z jednym meczem do rozegrania w zanadrzu to cud. Podobnie jak rywalizowanie z Chelsea.

Valencia zapłaciła za prezydenturę Solera, o czym Albelda wie doskonale. Soler przystał na odrzucenie pomocnika przez Ronalda Koemana, podobnie jak Cañizaresa i Angulo. Nie miało znaczenia to, że był kapitanem, w klubie przebywał przez ponad dekadę, a oprócz tego prowadził drużynę w okresie obfitym w trofea. Albelda wylądował w sądzie, gdzie drugą stroną sporu był prezydent. Do tego czasu regularnie występował w reprezentacji kraju, czas spędzony na uboczu kosztował go miejsce na EURO 2008 – turnieju wygranym przez Hiszpanię.

Właśnie wtedy pojawiła się sposobność dołączenia do Chelsea. „Zbliżał się Puchar Narodów Afryki, na który mieli lecieć Obi Mikel oraz Essien” – wspomina Albelda. „Chcieli mnie jako ubezpieczenie. Fakt, że to była krótkoterminowa oferta była jedną z przyczyn mojej odmowy. Szkoda, ponieważ podziwiam angielską ligę oraz atmosferę, inną niż w Hiszpanii; tam zawodnicy tacy jak ja są wyżej cenieni. W Hiszpanii panuje kultura technicznych, bardziej estetycznych piłkarzy”.

„Mimo to, wszystkie drużyny grają z zawodnikami podobnymi do mnie. Nawet Barcelona ma Busquetsa, a Real Madryt Xabiego oraz Khedirę; przeciwko nam grali z trójką. Presja jest ogromna i ostatecznie liczą się wyniki, trofea”.

Obecnie tytuł wydaje się poza zasięgiem Valencii. Mistrzowie z 2002 i 2004 roku, ubiegły sezon skończyli z 21-punktową stratą do Realu. Powód, jak wyjaśnia Albelda, jest prosty. „Nie mamy takich zasobów. Valencia staje w szranki z Chelsea, Realem Madryt i Barceloną, a każdego roku sprzedajemy im naszych najlepszych zawodników – Villę do Barcelony, Matę do Chelsea…”

„Dalej mamy kontrakty ze stacjami telewizyjnymi: podział musi być bardziej wyrównany. Valencia dostaje trzecią część (42 miliony euro) tego co Real i Barcelona (po 125 milionów euro), a jesteśmy trzecim największym hiszpańskim klubem. Proszę więc wyobrazić dystans dzielący ich od reszty”.

„To przykre, że byliśmy najlepszą drużyną w kraju, a teraz nie możemy rywalizować” – mówi Albelda. „Po tym jak zniwelowaliśmy różnicę i mierzyliśmy się z nimi z powodzeniem, boli to, że zostało to zaprzepaszczone. (Za czasów Solera) Staliśmy się przeciętnym klubem. Przez dziesięć lat mieliśmy szkoleniowców z jasną filozofią opartą na fizycznej, taktycznej grze. Kiedy zwolniono Quique Sáncheza Floresa, byliśmy na pierwszym miejscu w naszej grupie Ligi Mistrzów, a różnica między Realem wynosiła cztery punkty. Podpisano umowę z Koemanem, który w ciągu paru miesięcy zniszczył coś, bo budowaliśmy przez osiem czy dziewięć lat”.

„Dzisiaj próbujemy odzyskać wszystko to, co zostało stracone, z trenerem, którym ma podobne nastawienie do Claudio Ranierego, Rafy Benìteza i Hectora Cùpera. Tyle że z finansowymi niedogodnościami. Każdego roku my się osłabiamy, a oni wzmacniają. Pare lat temu, Valencia była bliska bankructwa – można było albo zniknąć albo sprzedać zawodników i stawić czoła długowi. Praca wykonana przez klub jest niewyobrażalna. Pozbywamy się zawodników, pieniądze są przeznaczane na spłatę długu i zakup nowych piłkarzy, teoretycznie na niższym poziomie, ale aspirujących do dorównania Macie, Villi czy Silvie”.

Ostatni przykład to Roberto Soldado. Jego walka z Fernando Torresem jest jednym z głównych wątków pobocznych tego dramatu. Soldado strzelił 39 goli w ostatnich dwóch sezonach w klubie; Torres pięć. Mimo to, walencki napastnik nie otrzymuje powołania do kadry narodowej, podczas gdy Torres tak. „To bardzo, bardzo trudne do zrozumienia dla zawodnika, który gra w ten sposób i wciąż nie łapie się do składu” – przekonuje Albelda. „Myśli sobie: »co jeszcze mogę zrobić?« Kadra wydaje się zamknięta. To nie jest kwestia zawodników dobrze grających w danym czasie, a wyłonionej grupy (przez Vicente del Bosque). Nie myślę jednak, że Roberto ma obsesję na punkcie Hiszpanii czy Torresa. Zawodnicy nigdy nie myślą w sposób: »to ten gość na moim miejscu«. Po prostu stara się strzelać gole”.

I jak. W sobotni wieczór, Soldado został na ławce, by odpocząć na dzisiaj. Kiedy Valencia potrzebowała gola, został wysłany na boisko i w ciągu pięciu minut zdobył bramkę. „On jest niezastąpiony” – pisze lokalny dziennik. Problem w tym, że Valencia będzie musiała to zrobić. Niestety, wartość awansu w Lidze Mistrzów ma odbicie w wartości przyszłych transferów. Czy Soldado, lub ktokolwiek jemu podobny, będzie musiał odejść tak jak Villa, Mata, Silva? „Tak” – mówi Albelda. „Na pewno”. Co wtedy?

„Wtedy będziemy musieli odnaleźć się na nowo – tak, jak robimy to co roku”.

Kategoria: Felietony | Sid Lowe – Guardian skomentuj Skomentuj (3)

KOMENTARZE

1. Lolek06.12.2011; 20:20
LolekCo do jednego się nie zgodzę- Soldado raczej w najbliższym czasie nikt nie zechce. Powód jest prozaiczny- mimo jego naprawdę dobrej gry jest zbyt mało medialny. Gdyby zagrał parę w reprezentacji, strzelił kilka goli może by mały szum wokół niego się zrobił... Teraz jest po prostu zbyt mało znany na rynku, a to równa się małe prawdopodobieństwo transferu do lepszego klubu- bo gdzie, do Realu, katalońców, United? Tam nie będzie miał miejsca w składzie.
2. szogun06.12.2011; 20:23
Bardzo przyjemnie sie czyta ze tez musial trafic sie taki Soler i wszystko zepsul (
3. Liściu06.12.2011; 20:32
LiściuŚwietny artykuł, szczególnie końcówka.
Co do meczu, wierzę w wygraną , tak jak zawsze, ale zadowolę się bramkowym remisem, nawet 1:1 jak to mialo miejsce na Mestalla .