VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Wyjazd na mecz z Betisem — relacja

Mariusz Mielnik | Michał Kościanek, 09.03.2018; 18:55

Marcowa wyprawa do stolicy Lewantu

Postanowiliśmy podzielić się z Wami wrażeniami z naszej wyprawy do Valencii. W ciągu czterech dni zwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc. Widzieliśmy dobry mecz naszej drużyny, który jest niezwykle ważny w kontekście przełamania się „Nietoperzy”. Mamy nadzieję, że zachęcimy kolejnych kibiców do planowania wyjazdów do Walencji.

Swoją podróż rozpoczęliśmy w Warszawie, ponieważ właśnie stąd były najkorzystniejsze pod każdym względem loty. Mianowicie: wylot przypadał na czwartek rano, a powrót na poniedziałek koło południa, więc pokrywały praktycznie całą kolejkę (oprócz poniedziałku, jednak mało prawdopodobne było, że Valencia zagra akurat w poniedziałek), co było kluczowe, jeśli kupuje się loty przed ogłoszeniem rozpiski kolejki. Pożegnaliśmy się z 14-stopniowym mrozem i wyruszyliśmy do stolicy Lewantu. Podróż przebiegła prawie idealnie, nie licząc nieplanowanego lądowania w Alicante z powodu mgły, która unosiła się nad Walencją.

Pokój znaleźliśmy za pomocą portalu Airbnb (z tego, co się orientuję, Booking.com jest również dobrą opcją). Wybór jeśli chodzi o wielkość, ilość pokoi (gdy decydujemy się na całe mieszkanie) oraz cenę jest naprawdę imponujący i można przebierać w ofertach, więc wybraliśmy taki, który był w centrum i był dobrze połączony z lotniskiem (sugerowaliśmy się oczywiście również ilością pozytywnych komentarzy na portalu). Po zameldowaniu i zapoznaniu z bardzo uprzejmym i pomocnym właścicielem ruszyliśmy na podbój miasta.

Walencja, jak zapewne każde hiszpańskie miasto, oferuje przybywającym baaardzo szeroką ofertę barów i restauracji, dlatego uważam, że nie ma absolutnie żadnego sensu, żeby podawać nazwy, ponieważ gdziekolwiek byś się nie znalazł/a zawsze znajdzie się miejsce, w którym możesz delektować się zimnym napojem i posilić pysznym tapas.

Poruszać po Walencji można się na kilka sposobów: są rowery miejskie, samochody elektryczne do wynajęcia na minuty czy komunikacja miejska. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że wpadliśmy tu raczyć się specjałami i miejscowym piwem, zdecydowaliśmy, że w ramach codziennego ruchu będziemy poruszać się pieszo. Lokalizacja mieszkania ułatwiała sprawę.

Pozostając przy temacie spacerowania i poruszania się po mieście nie sposób nie wspomnieć o tzw. Ogrodach Turii. Jest to ogromny park (110 ha), który ciągnie się przez środek miasta. Ogrody te powstały w starym korycie rzeki Turii. Po powodzi w 1957 roku, która pochłonęła wiele ofiar i zniszczyła miasto (Estadio Mestalla również), władze Walencji zadecydowały zmienić bieg rzeki tak, aby omijała centrum, a w starym korycie powstał wcześniej wspomniany park. Na jego terenie znajdują się liczne ścieżki dla biegaczy i rowerzystów, skateparki, place zabaw, siłownie etc., a na drzewach rosną pomarańcze, czyli eksportowe dobro i zarazem symbol Walencji. Na jego końcu znajduje się Planetarium, Muzeum Sztuki i Nauki oraz Oceanarium – absolutnie konieczne do zobaczenia, jeśli jesteś tu pierwszy raz.

Miasto charakteryzuje się pięknymi zabytkami, doskonale zachowanymi starymi budowlami. Wartym zwiedzenia oczywiście jest stare miasto, a do tego arena walk byków. Walencja ma również bardzo dużą miejską plażę, niestety pogoda nie pozwoliła skorzystać z niej jak należy, ale i tak było warto odwiedzić to miejsce.

Fakt, że przebywaliśmy w Walencji w marcu pozwolił nam na uczestniczenie w ciekawym wydarzeniu. Mianowicie obejrzeliśmy coś co miejscowi nazywają „Mascleta” – czyli pokaz fajerwerków, który odbywa się w marcu w Walencji od 1 do 19 marca codziennie o godzinie 14:00 na Plaça de l'Ajuntament (nieopodal Megastore’u). Zastanawialiśmy się dlaczego pokazy nie odbywają się w nocy: otóż absolutnie nie chodzi o to, żeby było kolorowo i ładnie – ma być przede wszystkim głośno; im głośniej, tym lepiej. Tłum szalał na dźwięk coraz to głośniejszych wybuchów. Na pewno jest to warte zobaczenia – nawet jeśli nie jesteście entuzjastami wybuchów.

Okej, to tyle jeśli chodzi o zwiedzanie miasta. Przejdźmy do aspektów interesujących nas (kibiców) najbardziej – czyli tych związanych z klubem. W Walencji znajdują się dwa (no, przynajmniej te dwa są największe) sklepy z gadżetami związanymi z naszym ukochanym klubem. Jeden, nowszy „Valencia CF Megastore” znajduje się w centrum, a drugi zaraz przy Mestalla. Generalnie nie polecam zabierania tam całych środków przeznaczonych na wypad, ponieważ kusi i to bardzo, żeby wykupić po prostu wszystko, co się tam znajduje. Byliśmy w obu sklepach, jednak na zakupy zdecydowaliśmy się w tym drugim, żeby połączyć to z Mestalla Tour – ale o tym zaraz. Po wydaniu „paru” euro na koszulki, szaliki i Bóg wie co jeszcze mieliśmy skierować się właśnie na stadion, żeby odbyć wychwalaną (słusznie) wycieczkę, gdy nagle zauważyliśmy dwie sylwetki wychodzące z sąsiedniej restauracji. Byli to: Anil Murthy oraz Kim Koh. Wyprzedzając pytania: nie, nie pytaliśmy ich czy Guedes zostanie w Valencii albo czy UE nałoży na nas karę. Odbyliśmy krótką pogawędkę, strzeliliśmy sobie wspólną fotę i ruszyliśmy dalej w stronę Mestalla.

Uczestniczenie w „Mestalla Forever Tour” to kolejny „must do” dla każdego kibica Valencii. Zwiedzanie odbywa się kilka razy dziennie, bilety można kupić nawet przed samą wycieczką, a koszt to tylko 10 €. Zwiedzanie odbywa się pod opieką przewodnika lub przewodniczki (to był mój drugi tour), która oczywiście jest również kibicem i zna wiele ciekawych anegdot dotyczących klubu, jak i stadionu. Zwiedzanie obejmuje wszystkie istotne miejsca na stadionie: trybuny, ławka rezerwowych, strefa VIP wraz z oglądaniem trofeów i krótkiego filmu o Mestalli, pokój konferencyjny, szatnia piłkarzy, szatnia sędziów oraz stadionowa kapliczka. O każdym z tych miejsc dowiadujemy się wiele ciekawych informacji.

Pożegnawszy Mestalla udaliśmy się do baru słynnego Manolo el del Bombo. W okienku baru przywitał nas Manolo i zaprosił do środka. Sam zaproponował wspólne zdjęcie za barem. Nieprzypadkowo jego bar nazywany jest „sportowym muzeum”, w barze wisi mnóstwo piłkarskich szalików, zdjęć, wycinków gazet oraz przedmiotów związanych z kibicowaniem. Manolo potwierdził swoją obecność na przyszłym, dla niego dziesiątym już Mundialu. Bariery językowe niestety nie pozwoliły nam na wdanie się w głębszą dyskusję, mimo wszystko miło było tam wpaść i wypić piwko.

W ostatnim dniu pobytu udaliśmy się na Mestalla, aby uwieńczyć wyjazd meczem „Nietoperzy”. Pod stadion przybyliśmy około dwie godziny przed meczem, żeby zobaczyć przyjazd autokaru i przywitać piłkarzy. Doczekaliśmy się po 40 minutach. Przy akompaniamencie orkiestry, która stała na balkonie stadionu, nadjechał autokar. Oczywiście nie było możliwości, żeby dosłownie przywitać graczy, którzy w pełnym skupieniu udawali się z autokaru na stadion, nie patrząc nawet na witających ich kibiców.


Czasu było wciąż sporo, więc udaliśmy się do pobliskiego baru, żeby poczuć przedmeczową atmosferę. Bar był przepełniony kibicami obu drużyn, raczącymi się piwem i głośno dyskutującymi. Po wejściu na stadion zajęliśmy swoje miejsca, żeby obejrzeć rozgrzewkę obu drużyn (nasze miejsca to: Tribuna Central 213, nr 0076 i 0078 – są to oznaczenia, które zobaczycie przy kupnie biletów przez internet).


Przez pierwsze 20 minut przyglądaliśmy się niezłej grze naszych piłkarzy, którzy kontrolowali przebieg meczu, jednak nie zagrażali zbytnio bramce rywali. Moment, na który czekaliśmy nadszedł dopiero w 23. minucie, gdy po świetnym podaniu od Guedesa piłkę do bramki skierował Rodrigo, a na trybunach zrobiło się naprawdę głośno. Gra zespołu niewątpliwie mogła się podobać, co dodatkowo potęgowało oglądanie meczu na żywo. Byliśmy zgodni co do tego, że najlepszy na boisku był Kondogbia. Potwierdził to przy świetnym odbiorze oraz rewelacyjnej asyście przy drugiej akcji bramkowej. Oglądając mecz na żywo można naprawdę zobaczyć jak silnym zawodnikiem jest Kondogbia, jak dynamiczny jest Soler oraz jak zwrotny i zabójczo szybki jest Guedes. Naszą uwagę zwrócił również Parejo, który poza dobrymi zagraniami, przerzutami i kontrolą tempa gry (no, czasem trochę niepotrzebnie zwalniał), organizował grę kolegów, upominając oraz wydając polecenia. Cieszy fakt, że akurat w tym meczu zarówno Rodrigo jak i Zaza zaczęli znowu strzelać bramki i to, że grę zespołu oglądało się niezwykle przyjemnie (z pewnością było to również spowodowane ekscytacją związaną z oglądaniem spotkania z wysokości trybun).


Mówiąc o meczu oglądanym na żywo nie można zapomnieć o samym Mestalla, a dokładniej mówiąc: o kibicach. Curva Nord dawała o sobie znać przez całe 90 minut, zagrzewając do gry zawodników i przyprawiając o ciarki. W drużynie Betisu grało dwóch byłych zawodników Valencii: Joaquín oraz Antonio Barragán. Były prawy obrońca „Nietoperzy” usłyszał gwizdy ze strony kibiców; być może spowodowane tym, że nie oszczędzał Gayi, przez co dostał żółtą kartkę. Joaquin natomiast otrzymał gromkie brawa, gdy schodził do szatni.


Na koniec zostaliśmy na chwilę poobserwować wychodzących piłkarzy; przede wszystkim Zazę, który bronił się jak tylko mógł, żeby nie udzielać pomeczowego wywiadu. Ostatecznie musiał udzielić ich kilka, po czym udał się na zasłużony pomeczowy odpoczynek.

Podsumowując: wypad do Walencji był bardzo udany. Valencia zagrała na „zero z tyłu”, nasi napastnicy znów strzelają gole, pogoda dopisała, a miasto dostarczyło nam wiele rozrywki. Godne polecenia dla każdego fana „Nietoperzy”, warto rozważyć taką wyprawę w najbliższych latach, żeby jeszcze zdążyć zobaczyć stare Mestalla, bo coraz częściej słyszy się o wznowieniu prac nad nowym stadionem.

A Wy? Byliście już na Mestalli? Podzielcie się z nami swoimi wrażeniami w komentarzach!

Kategoria: Felietony | własne skomentuj Skomentuj (8)

KOMENTARZE




1. RaFaL09.03.2018; 21:07
RaFaLByłem w oceanarium,sklepie obok stadionu i na meczu EL.LM w 2007 w tedy stadion wyglądał całkiem inaczej. Zazdroszczę sam wybrał bym się raz jeszcze.
2. poras1009.03.2018; 23:59
poras10Jak najlepiej szukać połączeń lotniczych. W sensie jaki przewoźnik , czy bezpośrednio do valencii czy na jakieś pobliskie lotniska tak żeby najkorzystniej wyszło ?
3. maniekvcf10.03.2018; 01:51
Najlepiej chyba obecnie Ryan’em i bezpośrednio z Warszawy(ok 200pln w dwie strony). Mozna kombinować też z lotem do Castellon lub Alicante (z Poznania np) ale tu dochodzi jeszcze pociąg/autobus. Widziałem jeszcze,że w miarę opłaca się też latać z Berlina do Walencji.
4. Peńa10.03.2018; 09:59
Właśnie w środę wylatuję do Valencii bo ze znajomymi chcemy połaczyc mecze Levante, Valencii i Villarealu z Atletico oraz święto ognia. Udalo sie rowniez zdobyc akredytacje na mecz oraz czekamy na potwierdzenie wpuszczenia nas na trening. Jeśli znakdę jakieś ciekawostki to się odezwę. Jakieś rady odnośnie podróży?
5. lisovski10.03.2018; 10:50
lisovskiŚwietna wyprawa , moje wciąż niespełnione marzenie . Można wiedzieć w jakiej sumie zamknęły się wydatki na jedną osobę
6. maniekvcf10.03.2018; 11:39
Jeśli chodzi o koszta to:
Loty ok. 200zl(dwie strony)
Pokoj airbnb 330zl(od czw do pon)
Dojazd do Wawy (i spowrotem) i nocleg w Wawie ok.
200zl
Bilet na mecz ok 330zl (te akurat byly najdrozsze zaczynaja sie od 20€)
Bilety metro 45zl
Bilet na Mestalla tour ok 10€
Bilet do oceanarium/muzeum nauki ok 160€
Plus jedzenie, picie i pamiatki :)
7. maniekvcf10.03.2018; 11:52
Oczywiscie bilet do oceanarium to kosz ok 160zl a nie € :)
8. Ashkan10.03.2018; 11:59
Bilet do oceanarium wydaję się drogi, ale naprawdę warto polecam :)