VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Marcelino: „Piłkarze nie trenowali 5-6 dni”

Michał Kosim, 25.07.2017; 23:55

Pomeczowa wypowiedź mistera

Valencia, po wpadce z NY Cosmos i porażce 2:0, zakończyła przedsezonowe zgrupowanie w Ameryce Północnej trzecim zwycięstwem podczas tegorocznej pretemporady, pokonując FC Cincinnati 0:2. Głos po meczu zabrał trener Los Ches, Marcelino.

„Podstawową rzeczą jest fakt, że wróciliśmy do poukładanej gry defensywnej i rzadko pozwalaliśmy rywalom na stworzenie okazji bramkowych. Byliśmy znacznie lepiej zorganizowani jako zespół niż w spotkaniu sprzed dwóch dni.

Również w ataku byliśmy bardziej spójni; także z powodu tego, że – mimo sztucznej murawy, która utrudniała nam realizację pomysłów – piłka krążyła po nawierzchni lepiej, niż podczas poprzedniej potyczki. Przede wszystkim, nie złapaliśmy żadnych nowych kontuzji, co było najistotniejsze w związku z tym meczem.

Teraz powrócimy do Hiszpanii i postaramy się uporać z jet lagiem (zespołem nagłej zmiany strefy czasowej - przyp. red.) tak szybko, jak to możliwe oraz skupimy się na regeneracji piłkarzy, ponieważ zmiany w nawierzchni gry i fakt, że niemal nie trenowali oni przez pięć lub sześć dni... cóż – to coś, co musimy zaakceptować. Teraz pora na powrót do pracy, jaką wykonywaliśmy.

Bez wątpienia pokaże ona wielkość tego klubu, więc chcemy ciężko pracować, by przywrócić Valencii miejsce, na które zasługuje i na jakim znajdowała się przez większą część swojej historii”.

Do końca pretemporady Valencii pozostały jedynie trzy spotkania. Pierwszy ze sprawdzianów już w niedzielę (30 lipca), kiedy to zespół czeka starcie z 9. ekipą zeszłego sezonu Premier League, AFC Bournemouth.

Kategoria: Wywiady | valenciacf.com skomentuj Skomentuj (6)

KOMENTARZE




1. LimaK26.07.2017; 01:13
Na chwilę obecną ciężko mi uwierzyć by Valencia z tym składem "wróciła na swoje miejsce".

Czas pokaże jak będzie.
2. KilyVCF26.07.2017; 10:33
KilyVCF"Wrócić na swoje miejsce" to wytarty klasyk. Tym bardziej że naszym zasłużonym miejscem jest jakieś 6-8. Wywiady z każdym trenerem zawierają przecież takie frazesy. To język konferencyjny :)
Powiem szczerze, że kojarzy mi się on bardzo z tzw językiem korporacyjnym, z którym już kilka dobrych lat nie miałem żadnej styczności; aż wczoraj, gdy zatrudniałem kogoś - dla jaj - zalałem tę osobę takimi frazesami i miałem niezły ubaw jak tego słucha. Było więc "udostępniam niezbędne narzędzia" "żeby stworzyli najlepszy produkt" "chcę widzieć zaangażowanie" "liczy się dla mnie praca zespołowa" "zależy mi na zadowoleniu członków teamu" "możemy pokazać jakość" "wierzę w mój zespół" "chcemy nawiązać do naszych najlepszych wyników" "każdy ma szansę i możliwość samodoskonalenia" "naszym priorytetem jest rozwój firmy i każdego z osobna" "każdy jest ważny dla zespołu (niczym Parejo)" "zarząd docenia dobrych pracowników". Przyznam że trudno przy tym zachować powagę ale dałem radę się nie zaśmiać.
Każdy trener tu mówi niemal identycznie.
Są więc wyrażenia "chcemy się rozwijać/pracować/doskonalić", pokazać "jakość/możliwości/siłę(mentalną)", "jestem dumny z naszego zespołu/teamu/załogi i nawiązania do historii sukcesów itd.
Wrażenie jednak jeszcze potęguje tłumaczenie na polski.
Jak słucham oryginałów konferencji to aż tak to mi się nie rzuca w uszy.
Ja ten język konferencyjny muszę powiedzieć lubię; zawsze się uśmiecham jak coś takiego czytam, wskutek tego wprowadziłem te jakże górnolotne cytaty z trenerów. No bo przecież czasem można pęknąć ze śmiechu czytając po przegranej z jakimś ogórkiem "Trener: Jestem zadowolony z jakości którą pokazał mój zespół oraz z zaangażowania" :) A pomyślcie sobie że trener który nie ma najlepszej passy jak np Gary i ciągle zapowiada nadejście wyników, gdy one nie przychodzą, musi się strasznie głowić nad kolejnymi "perełkami", bo o czym ma gadać, przecież nie zjedzie piłkarza
3. pedro926.07.2017; 15:35
Dla porządku trzeba wspomnieć, że Cincinnati to II liga amerykańska, nie MLS.
Pomijając ten szczegół, patrząc na to co dzieje się w VCF i poza klubem, trudno być wielkim optymistą. Marcelino to dobry fachowiec, ale co on zdziała jeśli pracuje w tak trudnych warunkach? Idiotyczna ze sportowego punktu widzenia eskapada do USA (jak jest pod względem promocji i finansów nie wiem), brak wzmocnień (podczas gdy inni zbroją się na potęgę) stawia Marcelino w niekorzystnej sytuacji.
Nie mogę zrozumieć strategii Lima polegającej na tym, że zostawił w zasadzie VCF jak sierotę – bez pieniędzy na transfery. W dzisiejszych czasach nie da się zbudować silnego klubu bez pieniędzy. Czas leci, na razie nikogo z niechcianych nie udało się sprzedać za dużą kasę i w związku z tym nie można załatać dziur w kadrze. Co gorsze, nie udało się za bardzo odchudzić klubowego budżetu (Negredo i Abdennour to koszt ok. 22 mln euro). Z canteranos prawdopodobnie jedynie Nando ma realną szansę na grę w I zespole. Inni, np. Eugeni, Jimenez czy Mir już nie. Maksimović też odpada. Potrzebna więc kasa.
Mocnym policzkiem dla VCF był ostatnio transfer Pablo Fornalsa. VCF od miesięcy zabiegała o pozyskanie tego piłkarza, jednak nie było (i ciągle nie ma) kasy, a tymczasem „ubogi krewny” zza miedzy – Villareal wyłożył 12 mln euro i sprzątnął Valencii Fornalsa sprzed nosa. Ale co tam Fornals, Alemany miota się i szarpie, żeby sprowadzić na Mestalla chociaż środkowego obrońcę i defensywnego pomocnika. I co? I nic. Frustracja rośnie, Marcelino jeszcze się uśmiecha, ale czy na długo starczy mu cierpliwości? Czy uda się w ostatniej chwili załatwić dobre transfery i zbudować w miarę mocną ekipę, która powalczyłaby w tym sezonie o europejskie puchary?
Nie wykluczone, że cała nadzieja w … Mendesie? Może z wciśniętych Limowi piłkarzy uda mu się wycisnąć coś sensownego, tym razem w drugą stronę?
4. KilyVCF26.07.2017; 17:54
KilyVCFPo zakończeniu "przygody" Mendy z VCF trzeba będzie zrobić wykaz transferów "out" i zobaczymy jak wypada bilans "szrotu Mendesa" w porównaniu do "szrotu innych".
Gdyby Valencia była na poziomie BVB Mendes mógłby nam się przydać bardzo.
Jednak nic nie wskazuje żebyśmy szli w kierunku tego modelu.
Tak jak piszesz Lim poszedł trochę w ślady szejka z Malagi. Gdyby chciał to nawet z samych wypożyczeń mógłby wyrzeźbić porządną kadrę
5. idler26.07.2017; 18:47
idlerNie jestem menadżerem piłkarskim, więc najwyraźniej nie rozumiem niektórych irracjonalnych rzeczy, które się odbywają w piłkarskim półświatku, dlatego też tym bardziej nie jestem w stanie zrozumieć decyzji o wyjeździe do USA, graniu z amerykańskimi ogórkami odpuszczając 6 dni przygotowań w takim momencie w jakim znajduje się ta drużyna. Nie wiem czy jest jakiś miarodajny sposób sprawdzenia na ile to "tournee" okazuje się marketingowo dobrym posunięciem, ale trudno sobie wyobrazić żeby dwa meczu z drużynami z zaplecza miały rozsławić w jakikolwiek sposób markę VCF. Turniej, który się obydwa w Stanach z udziałami najlepszych - to rozumiem, ale to tournee? Trochę bezsens. Pamiętam jak Newcastle przed sezonem spadkowym pojechało także do USA na przygotowania rozgrywając kilka równie mało interesujących sparingów, a rok później Benitez zdecydował, że taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć i okres przygotowawczy spędzili na miejscu, na Wyspach wywalczając potem bezpośredni awans. Pewnie nie jest to ze sobą bezpośrednio powiązane, ale coś w tym może być.
6. Y4rooo27.07.2017; 16:15
Y4roooKilyVCF

Więc współczuję, że ktoś z Tobą musi pracować jeśli użyłeś "dla jaj" takiego sposobu komunikacji.

Mnie bardzo denerwuje bo to pracodawcy wymusili, głównie zachód taki sposób "skutecznej" rekrutacji.

Sporo przeszedłem różnych rekrutacji w korporacjach i mniejszych firmach.
W większości rekrutujący to młodzi ludzi (wybrani przez szefa) którzy stosują powtarzające się pytania. Myślą, że jak używają taki język są pro.
Niestety otrzymują odpowiedź identyczną do poprzednich, nic nie wnoszącą. Najgorsze dla nich, że nie widzą nic o osobie rekrutowanej co przydałoby się tak naprawdę w pracy.

Powoli się odchodzi od tego schematu i chwałą za to. Obecnie pracuję w firmie gdzie rekrutowało mnie dwóch szefów.
Okazało się, że są bardzo praktyczni i wyluzowani.
To jest dobry sposób rekrutacji, gdyż przy wyluzowaniu się można swobodnie prowadzić konwersację. W takich rozmowach można się wygadać niechcący palną jakieś głupstwo.
takie coś wykorzysta Szef, albo w drugą stronę. Czym szybciej szef i pracownik odkryje karty tym szybciej się dogadają i będzie mniej zgrzytów.

Często jest tak, że firmy mają podobnych ludzi profilem po sztywnej, schematycznej rozmowie. Którego przyjąć? Najczęściej okres próbny i next. Lepiej tego uniknąć.

Ja na rozmowach staram się być właśnie elastyczny i polecam ten system. Jeśli się szefowi to nie spodoba tzn, że praca nie była nas warta. Szukamy nowej normalnych ludzi.

Rozmowy z inwestorami, a rekrutacją pracownika często są prowadzone w ten sam sposób i to jest problem.
Przecież pracownik to nasza przyszła sprzymierzona osoba. Kto by nie chciał oddanego, lojalnego pracownika.
Z inwestorem, partnerem relacje to jedno, zaś i tak to jest współpraca dążąca do wzbogacenia się.