VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Podsumowanie sezonu, dzień drugi

Redakcja, 23.06.2015; 23:48

Nietoperze w rozgrywkach 2014/15

Zakończyny sezon był tak obfity w emocje i wspomnienia, że nie sposób było zawszeć wszystkich zgromadzonych opinii w jednym miejscu. Dlatego publikujemy drugą część naszego mega podsumowania, w której prezentujemy przemyślenia po zakończonych rozgrywkach.

Słowem wstępu

Osoba, która popada z depresji w radość i z powrotem, musi mieć albo chorobę dwubiegunową, albo być kibicem Valencii. Ten sezon był naprawdę wyboisty, choć ostatecznie, zakończył się szczęśliwie. Wielu zapewne się tego nie spodziewało, choć były momenty sezonu, w których Valencia wydawała się niepowstrzymana… Po czym podopieczni Nuno sprowadzali nas na ziemię. Obszernie o tym fenomenie wypowiedział się były redaktor serwisu, Łukasz Kwiatek:

„Ten, kto wymyślił słowo „skonfundowany”, musiał być kibicem Valencii, który cofnął się w czasie zaraz po zakończeniu sezonu 2014/15, żebyśmy mogli nazwać swój stan ducha. Bo właściwie jaki to był sezon? Na płaszczyźnie sportowej nie ma co narzekać – zajęliśmy czwarte miejsce, rozegraliśmy świetne lub bardzo dobre mecze z Barceloną, Realem i Atletico. Z tej perspektywy można wybaczyć kompromitujące występy w Pucharze Króla. Nuno może być z siebie zadowolony, kibice z niego – też, nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekiwał w pierwszym sezonie pracy tego trenera więcej.”

„Z drugiej strony – nikt nie wybaczyłby, gdyby było choć trochę gorzej. Każdy klub (a nawet Getafe), który wydałby na transfery ponad 100 mln euro (a tyle zapłaciliśmy lub jeszcze zapłacimy za cały ten zaciąg Nuno) miałby obowiązek zakończyć w Hiszpanii sezon na miejscu nagradzanym zaproszeniem do Ligi Mistrzów. Głupie dwa punkty w tabeli mniej i okrzyknęlibyśmy Nuno skończonym patałachem.”

„Wydana kwota uwiera tym bardziej, gdy zastanowimy się, którzy piłkarze najwięcej wnieśli do naszej gry. W jedenastce najważniejszych zawodników sezonu z nabytków Petera Lima umieściłbym jedynie Andre i Mustiafiego (poza nimi znaleźliby się tam: Otamendi, Feghouli, Alves, Gaya, Piatti, Parejo, Paco, Fuego i De Paul). Sądzę, że bez Enzo, Rodrigo Moreno i Negredo – którzy kosztowali jakieś 90 mln euro – poradzilibyśmy sobie równie dobrze. 90 mln euro! Za niewiele mniej oddaliśmy Villę, Silvę i Matę.”

„To oczywiście nie moje pieniądze, ale chyba nie tylko ja bym wolał, gdyby zostały one wydane na Nuevo Mestalla, a nie na wspomnianą trójkę, która formą straszy jeszcze bardziej niż nowy stadion swoim aktualnym wyglądem. Niestety, Jorge Mendes, który najwidoczniej opętał Petera Lima, postanowił zarabiać na chleb i ferrari na pośrednictwie w handlu piłkarzami, a nie w branży budowlanej. Gdyby było inaczej, może choć wybudowałby nam stadion, zamiast traktować Valencię jako poligon doświadczalny dla piłkarzy ze swojej stajni.”

„Cóż, jest jak jest – mamy Ligę Mistrzów, ale obrzydzać nam ją będzie Alvaro Negredo (miała być bomba – jest bomba, tyle że to kamizelka zamachowca-samobójcy), mamy też wojnę domową w zarządzie, z którego wypychani są ludzie, których czystości intencji i kompetencji mogliśmy być pewni. A piłka nożna to taki niestety taki sport, w którym prędzej czy później wynikami sportowymi płaci się za to, w jaki sposób klubem się zarządza. Oby nie przyszło nam uregulować rachunku zanim przeprowadzimy się na Nuevo Mestalla.”

Piotrek Lim pojawił się dziś na treningu i zamienił kilka słów z Nuno.

Posted by VCF.PL on 14 marca 2015

Swoje zdanie na temat ogólnego przebiegu sezonu wyraził także redaktor portalu, Krystian Porębski:

„Po takim sezonie trzeba się cieszyć. Valencia wraca z dalekiej podróży, po latach gry zdecydowanie poniżej oczekiwań. A może nie tyle gry, co wyników poniżej oczekiwań. Bo patrząc na to jak prezentowała się gra Valencii, zwłaszcza w ofensywie, można odnieść dziwne wrażenie, że postawa „Nietoperzy” wcale nie była lepsza od kilku poprzednich lat. Brakowało polotu, momentami ekipa Nuno tylko się broniła. A mimo tego zespół z Mestalla zdołał wykręcić bardzo dobry rezultat, zarówno punktowy, jak i bramkowy.”

„Wątpliwości mieć można, a nawet trzeba. Nie był to sezon idealny, bo przynajmniej kilka punktów wymknęło się w sposób po prostu głupi. Czerwone kartki, niewykorzystane okazje, niemoc na wyjazdach. Wiele rzeczy, których byśmy się zapewne po Valencii nie spodziewali. Ale ta Valencia, Valencia Nuno, Lima, ale także Salvo, Rufete i Ayali, pokazała, że jest tworem solidnym, przemyślanym, brnącym w określonym kierunku. Cel został osiągnięty, a to jest najważniejsze.”

„I tak naprawdę, nie martwią mnie te wszelkie wahania formy, słaba postawa na wyjazdach, czy brak dyscypliny, na boisku oczywiście, bo jeśli chodzi o sytuację w szatni, to trzeba powiedzieć, że wiele się w tej kwestii poprawiło. Najważniejsze w kolejnych rozgrywkach będzie to, jakie decyzje podejmować będzie Nuno i czy „trzęsienie na górze” nie wpłynie w żaden sposób na to jak będą grali piłkarze. Wszelkie problemy powinny zostać rozwiązane jak najszybciej, wtedy będę spokojny o postawę „Nietoperzy”, bo potencjał w tej drużynie drzemie ogromny.”

Z obozu rywala

W pierwszej części podsumowania prezentowaliśmy opinie kibiców Barcelony, Realu Madryt i Villarreal. Co mają do powiedzenia sympatycy innych drużyn?

Na temat rozgrywek 2014/15 wypowiedział się kibic drużyny, która jako pierwsza znalazła sposób na Valencię w owych rozgrywkach. Było to Deportivo, a o postawie „Nietoperzy” z galicyjskiej perspektywy wypowiedział się dla naszego portalu redaktor Ole Magazyn, Tomasz Pietrzyk:

„Wróciła Valencia silna. Silna i przebudowana. I wyciszona. Do tej pory to się udawało: Nietoperze huczały, ale nikt ich miotłą od ligowego podium nie odgonił. Straszyły nie tylko w nocy, za dnia wydawały przeraźliwe dźwięki. Było dwóch takich, których odgłosy nie odstraszały, ale pozostałych siedemnastu wiało przed latającym ssakiem. Taka była i jest Valencia, może trochę spokojniejsza pod okiem Petera Lima. Azjaci cenią spokój i pogodę ducha, zwłaszcza w zarządzaniu...”

„Tyle tytułem wstępu. Los Che dostali to, czego potrzebowali: ciszy i kasy. No i nietuzinkowego fachowca, bo "zwyczajni" na Mestalla nigdy się nie sprawdzali. To akurat, paradoksalnie, było najprostsze. Nuno Espírito Santo jak mało kto odpowiednio spakował się do Walencji, nie miał walizki z napisem "doświadczenie", miał inną: "pomysł". Bo po co kwalifikacje, skoro na Valencii zęby zjadali tężsi od niego? Valencia to klub z aspiracjami, ale zarazem klub prosty. Nie potrzebował na ławce umysłu Guardioli czy gwiazdy Mourinho. Wystarczył... cichy Nuno.”

„Później wszystko potoczyło się już samo. Dobre wzmocnienia (z wyjątkiem Filipe Augusto), kapka magii trenera i spokój. Wyłączając pierwszą, niemiarodajną kolejkę, Walencjanie nie spadli poniżej piątej pozycji. Imponowali w ataku, nie zawodzili w obronie. Trochę zbyt często remisowali, żeby się przyczepić. Cel osiągnęli, chociaż zarzuca się, że nie wskoczyli na podium. Moim zdaniem co za dużo, to niezdrowo.”

„Delektowałem się pewnością Otamendiego, zadziornością Diego Alvesa i talentem José Gayi. Wiele obiecuję sobie po João Cancelo, a w Paco Alcácerze już widzę pichichi wszech czasów La Roja. Godnie zastąpi Davida Villę nie tylko w Valencii. Jest jeszcze jeden, poza wszelką klasyfikacją — Dani Parejo. 99 na 100 selekcjonerów wokół kapitana VCF stworzyłoby system reprezentacji. Pech chciał, że tym setnym jest del Bosque.”

„Wychwalam powiem świeżości Nietoperzy, ale raz jedyny cieszyłem się, kiedy ktoś wsadził im kij w szprychy. Mianowicie Deportivo... Jako deportivista mam nieskrytą satysfakcję po jesiennym laniu Valencii na Riazor. Z resztą, show w wykonaniu Galicjan był przełomowy. Już później ani Deportivo nie rozegrało lepszego spotkania, ani Valencia słabszego.”

Czy Valencię stać na to, żeby bić się z „najlepszymi” w lidze? To pytanie zadał sobie Mirosław Wołowiec, osobiście fan Barcelony i współpracownik portalu Blaugrana.pl:

„Sezon 14/15 za nami. Valencia po czterech latach nieobecności wraca do europejskiej elity. Jeżeli przebrnie eliminacje, zagra w Lidze Mistrzów. Zadałem sobie pytanie, czy są symptomy ku temu, że udało jej się wrócić do czołówki ligowej, która będzie toczyć bój o czempionat w kolejnym rozdaniu. Jak się okazuje nawet zajęcie trzeciego miejsca w tabeli i automatyczny awans do Champions League jeszcze o tym nie świadczy, o czym przekonaliśmy się właśnie wtedy, kiedy ostatni raz Los Che reprezentowali Hiszpanię na arenie europejskiej. Valencia straciła wówczas do wicelidera 30 punktów.”

„Najprostsze możliwe porównanie jakie można wykonać to analiza różnicy punktowej na osi czasu. Jak przy tych założeniach wypada klub z Estadio Mestalla?”.

Osiemnaście ostatnich sezonów PD zawartych na jednym wykresie (osiągnięcia Valencii przedstawia czarna linia)

„Na podstawie powyższego wykresu łatwo zauważyć dwa fakty. Ostatni raz tak blisko ligowej czołówki Valencia była w sezonie 2006/2007, a na początku XXI wieku zdobycz punktowa z obecnych zmagań o mistrza Hiszpanii pozwalała Los Che na dwukrotne wygranie rozgrywek. To jednak na pewno nie zamyka tematu i niczego nie udowadnia, pójdźmy więc o krok dalej.”

„Utarło się w piłkarskim środowisku stwierdzenie, że mistrza przegrywa/wygrywa się z tymi maluczkimi. Obecny sezon zadał jednoznacznie kłam tej „mądrości”, o czym przekonał się Real Madryt, który miał najgorszy bilans, gdyby rywalizację zawęzić jedynie do czołowej czwórki. Pusty frazes i oczywista oczywistość jest taka, że mistrzostwo wygrywa ten, który zdobywa najwięcej punktów, jednakże zestawienie, o którym wspomniałem wyżej, może być niezwykle pomocne w odpowiedzeniu sobie chociaż połowiczne na pytanie postawione w tytule.”

Tabela po uwzględnieniu meczy rozgrywanych jedynie między czterema czołowymi drużynami.

„Valencia przegrywa w tej analizie jedynie z mistrzem Hiszpanii, a ma aż dwa razy więcej punktów od Realu Madryt. Obie porażki odniesione z FC Barceloną, a jak trudne to były mecze i ile piłkarskiego farta potrzebowała w nich Blaugrana, żeby zwyciężyć, kibice Dumy Katalonii doskonale pamiętają”.

„Tak dobrze w Valencii nie było naprawdę od bardzo dawna. Czołówka może nie jest już na wyciągnięcie ręki, ale klub z Mestalla regularnie jest w stanie skrobać po Achillesach najbogatszych, którzy od lat rozdają karty na hiszpańskich stadionach. Przed Valencią teraz zadanie najtrudniejsze. Ekipy zajmujące czwarte miejsca w rozgrywkach nie radzą sobie ostatnimi czasy z walką na trzech frontach i nie są w stanie powtórzyć osiągnięcia z roku ubiegłego. Czy Valencia podoła? Nie wiem. Życzyłbym tego sobie, bo ciekawsza liga to profity dla wszystkich, począwszy od kibiców, a skończywszy na wpływach do budżetu – w końcu już niedługo negocjacje w sprawie nowego podziału praw telewizyjnych”.

vs. Top 4

Swoje zdanie w kwestii pojedynków z czołowymi ekipami, dorzucił także zastępca redaktora naczelnego, Bartek Płonka:

„Były lata, kiedy Valencia nie potrafiła odnieść zwycięstwa z „wielką dwójką”. W sezonie 13/14 zostało to przełamane wygraną na Camp Nou, a od tego czasu walencki zespół zdecydowanie lepiej radzi sobie z ekipami z czołówki. Biorąc pod uwagę wyniki bezpośrednie pierwszej piątki Valencia byłaby druga w całym zestawieniu, a jedyne porażki poniosła z Barceloną, w dodatku w obu meczach zasługując na coś więcej. Wróciliśmy do momentu, gdzie nawet najwięksi bali się spotkań z Valencią, a ich wizyty na Mestalla kończyły się stratą punktów. To przyjemne uczucie, gdy pomyślimy, że Sevilla, Atletico i Real łącznie stracili w Walencji 8 goli”.

Mestalla i kibice

Blanquinegros mają za sobą naprawdę dobry sezon. W tych rozgrywkach bardzo ważnym elementem byli kibice, co zresztą zawsze podkreślali zawodnicy i portugalski szkoleniowiec. Wsparcie na Mestalla było niesamowite, zawodnicy świetnie czuli się na własnym obiekcie i to przełożyło się na wyniki. O tym fenomenie wypowiedział się redaktor serwisu, Karol Kotlarz:

„Estadio Mestalla okazało się twierdzą (niemal) nie do zdobycia. Podopieczni Nuno zdobyli aż 48 punktów na własnym stadionie, na które złożyło się 15 zwycięstw i 3 remisy. Stanowi to ponad 62% zdobytych punktów ogółem. W zakończonym sezonie Los Ches odnieśli tylko jedną porażkę na własnym stadionie, w meczu z FC Barceloną po golu w ostatniej minucie gry. Od feralnego spotkania, które odbyło się 30 listopada 2014 roku, Estadio Mestalla pozostaje niczym potężna twierdza — niezdobyte”.

Mestalla było w ubiegłym sezonie prawdziwą twierdzą nie do zdobycia

„Biorąc pod uwagę postawę poszczególnych drużyn La Liga w meczach przed własną publicznością, Valencia zajmuje 3. lokatę z 48 punktami. Dwa oczka więcej ma Real Madryt, a jeden punkt więcej FC Barcelona. W spotkaniach z ligową czołówką podopieczni Nuno pokazali się ze znakomitej strony — pomimo porażki z Barceloną zdołali pokonać na Mestalla Real Madryt, Atlético Madryt czy Sevillę. Warto dodać, że w poprzednim sezonie drużyna Valencii zdobyła 49 punktów w całej ligowej kampanii, na którą złożyło się 38 spotkań”.

„Co jest powodem tak dobrej gry na własnym stadionie? Składa się na to wiele czynników, począwszy na solidnej defensywie dowodzonej przez Otamendiego i Mustafiego z czyniącym cuda w bramce Diego Alvesem, poprzez ambitną grę młodych wilków w osobach Gayi, Andre Gomesa czy Paco Alcácera, a skończywszy na wsparciu dwunastego zawodnika — trybun Estadio Mestalla”.

Jeśli mowa o kibicach, to nie mogło zabraknąć kogoś, kto za Valencię oddałby wszystko i nią żyje, mowa o Martinie Fernandezie Iranzo, który mieszka w Walencji oraz prowadzi największy facebookowy profil fanów Valencii:

„To świetny rok, byłem na wszystkich meczach domowych Valencii i byłem zachwycony rosnącą ilością polskich fanów naszego zespołu, o których się dowiedziałem. Odkryłem także Ole Magazyn, robią świetną robotę pisząc o hiszpańskiej piłce. Mam nadzieję, że uda nam się dostać do Ligi Mistrzów”.

Martin zauważył także, że warte podkreślenia jest to, iż na mecze Valencii przychodziło więcej kibiców, którzy wspaniale się spisywali i zostali ukoronowani nagrodą dla najlepszych fanów w La Liga za sezon 2014/15.

Super Nico, solidny Mustafi

Bartek Binaś zajął się natomiast kwestią obrony i świetną postawą Otamendiego:

„Czy Nicolas Otamendi był najlepszym obrońcą tego sezonu na hiszpańskich boiskach? Według wielu ekspertów właśnie tak. Argentyńczyk zaliczył rewelacyjny sezon w barwach Nietoperzy. Był prawdziwą opoką defensywy i nie raz ratował mecze nie tylko świetną grą w destrukcji, ale również skutecznością w polu karnym. 27 latek zdobył w tym sezonie 6 bramek, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na środkowego obrońcę. Otamendi nie bez powodu znalazł się praktycznie w każdej jedenastce sezonu poszczególnych hiszpańskich gazet. Doceniła go nawet UEFA. Można rzec, że od czasów Ayali, Valencia nie miała w swoich szeregach tak dobrego stopera”.

Inna, bardzo często udzielająca się na #VCFpl, osoba, podeszła do sprawy nieco inaczej. Otamendi jak grał, każdy wie, ale progres jaki zaliczył Mustafi, był dla Magdy Kordalewskiej zaskakującym oraz istotnym elementem i trudno się z tym zdaniem nie zgodzić:

„W sezonie 2014/2015 obrona Valencii stała się naprawdę solidnym, odpowiedzialnym oraz stabilnym elementem zespołu. Dla Diego Alves były to najlepsze rozgrywki w jego dotychczasowej karierze w Primera División. Swoimi paradami przy rzutach karnych niejednokrotnie ratował punkty, a zaangażowanie na boisku powinni docenić nawet najostrzejsi krytycy”.

„Nico Otamendi przychodził na fali portugalskich zakupów, z których to nie wiadomo było, co tak naprawdę się wykluje. Nico jest (oby wciąż był, pomimo plotek transferowych) strzałem w 10. Skuteczny do bólu, grający na dużym ryzyku, stanowczy i bezkompromisowy prawdziwy filar naszej obrony. Dodatkowo w tym sezonie strzelił przeciwnikom 6 goli, co jak na środkowego obrońcę stanowi wynik wielce zadowalający”.

„Moim ulubieńcem, choć niedocenianym szczególnie w pierwszej części temporady, jest Mustafi. Z każdym meczem stawał się coraz bardziej pewny siebie, co przekładało się na skuteczniejsza grę w obronie. Jego dodatkowym atutem jest umiejętność znalezienia się na dobrej pozycji w polu karnym przeciwnika, co zaowocowało 4 golami w tym sezonie. Brakuje mu stanowczości Nico, ale za to w sytuacjach boiskowych spięć zachowuje chłodniejsza głowę”.

Mustafi był świetnym uzupełnieniem dla profesora Otamendiego

„Wierzę, że budowanie mistrzowskiego zespołu należy zacząć od obrony. Sukces osiągnięty w tym sezonie został oparty na 3 filarach — Diego Alves, Otamendi i Mustafi. Gdy dołączymy do nich niesamowicie rozwijającego się Jose Gaye, mającego naprawdę dobre momenty Barragána, czy utalentowanego Lucasa Orbana zaczyna rysować się nam jedna z najlepszych linii obrony w Primera División. W odwodzie pozostaje Joao Cancelo swoimi zagraniami udowodnił już, że jest wartościowym zawodnikiem, który będzie walczył o miejsce w pierwszej jedenastce. Ruben Vezo nie rozegrał dobrego sezonu, chociaż trzeba przyznać, że miał mało okazji do wykazania się. Licząc rozgrywki La Liga i Copa del Rey wystąpił zaledwie w 10 spotkaniach. Niestety w mojej opinii nie jest zawodnikiem przyszłościowym dla Valencii”.

Środek pola

Wszyscy wychwalali czy to Andre Gomesa czy Daniego Parejo. Jeden jak i drugi znaleźli sobie miejsce w podsumowaniach kolejek, miesięcy, a także całego sezonu. Oczywiście, trzeba oddać im ich zasługi, spisywali się świetnie, ale w tym wszystkim, fachowcy zapominają o człowieku od czarnej roboty. Zawodniku, który wykonywał swoją pracę na boisku w sposób wręcz idealny, do którego nie można było się praktycznie o nic przyczepić, choć często jego obecności się w ogóle zapomina, a komentatorzy wspominają jego nazwisko niezwykle rzadko. Mowa o Javim Fuego, a jego zasługi docenił Mateusz Kocik:

„Wszyscy wiemy jak niewdzięczną pozycją jest defensywny pomocnik, którego praca często jest niedoceniana, niezauważalna, a mimo to jest kluczowa by zespół dobrze funkcjonował. Na myśl przychodzi porównanie do roli basisty w kapeli rockowej – jego instrument nie zawsze jest słyszalny, często nie gra widowiskowo, jednak bez niego gra pozostałych nie miałaby sensu, taki właśnie jest Javier”.

„Kiedy przychodził do nas z Rayo, pewnie nikt nie zdawał sobie sprawy, że to właśnie Fuego będzie fundamentem zespołu, który przy wsparciu wielkich pieniędzy powróci przebojem do LM i zacznie walczyć o wyższe cele w lidze aniżeli 3-4 miejsce. W grze jako pivot jest niesamowicie skuteczny, statystykami porównywalny do DM’ów z zespołów pierwszej trójki. Piłkarz ułożony, znający się doskonale na swoim fachu, nie używający teatralnych sztuczek piłkarz, dający z siebie zawsze 100% i trzymający cały czas równą, wysoką formę – prawdziwy profesjonalista i podpora zespołu, który moim zdaniem najbardziej zasługuje na miano kapitana w zespole”.

„Marzy mi się również by Valencia pozyskała młodego perspektywicznego defensywnego pomocnika, grającego z polotem, który pod okiem mistrza Fuego nauczyłby się od niego dyscypliny, solidności, serca do gry i umiejętnego czytania gry, wówczas mogłaby u nas wykształcić się prawdziwa perła”.

O niespodziewanym goleadorze wypowiedział się natomiast Marcin Śliwnicki:

„Świetny sezon Parejo. Choć dalej wielu nie docenia jego gry, trzeba podkreślić jego rolę w zespole. Przy wszystkich swoich mankamentach, jak wymachiwanie rękami i często łatwe straty, Parejo daje drużynie spokój i równowagę — umiejętnie łączy rozegranie piłki do przodu i do tyłu. Bez niego często zespół próbował tylko atakować, lub tylko grać asekuracyjnie. Sądzę że to dzięki niemu i jego współpracy z Fuego, Gomes i skrzydłowi mogą skupić się na konstruowaniu akcji zaczepnych. Do tego aż 12 bramek w sezonie, które wielokrotnie dały Valencii punkty. Przyznam, bywa irytujący, ale wkład Daniego w czwarte miejsce jest nieoceniony”.

Najlepsi strzelcy w ubiegłym sezonie, jeśli chodzi o rozgrywki Primera División. Wykonanie: Nevan

Swoje zdanie na ten temat przedstawił także Bartek Binaś:

„Nie „La Bomba” Alvaro Negredo, nie Rodrigo Moreno ani nawet nie Paco Alcacer. To Dani Parejo był najbardziej bramkostrzelnym zawodnikiem Valencii w lidze w tym sezonie. 26 letni pomocnik zanotował na swoim koncie 11 bramek. Kto wie, czy nie poprawiłby tych statystyk, gdyby nie miesięczna pauza w październiku z powodu kontuzji ścięgna udowego. Do tego dochodzą drobne wpadki, jak przestrzelona jedenastka w meczu z Barceloną na Camp Nou. Nie mniej jednak to właśnie kapitan Los Ches był głównym żądłem drużyny, co może lekko zawstydzać napastników”.

„Niewątpliwie Dani Parejo zaliczył jeden z najlepszych sezonów w swojej karierze, co zaowocowało natychmiastowym rozgłosem na rynku transferowym. Chyba najgłośniej mówiono o Liverpoolu, jako potencjalnym nowym pracodawcy. Działacze z Anfield według hiszpańskich portali byli skłonni zapłacić klauzulę jaką ma w kontrakcie Parejo, czyli 25 milionów euro. Temat jednak ucichł, a do gry wkroczyła Valencia, która rozpoczęła 9 marca wstępne rozmowy dotyczące nowej umowy dla kapitana”.

„Choć podpis jeszcze nie został złożony, zarząd jak i kibice są raczej spokojni, bowiem Dani Parejo to jeden z kluczowych graczy w talii Nuno. Jego nowy kontrakt ma obowiązywać do 2020 roku z klauzulą 50 milionów euro. W obecnej kadrze Valencii jest tylko jeden zawodnik, mający na swoim koncie więcej występów ligowych od kapitana, a jest nim Sofiane Feghouli”.

Poczynania Nuno

Niewątpliwie Valencia nie wyglądałaby tak samo bez Nuno. Portugalczyk sprawił, że o Pizzim i Richino w Valencii szybko zapomniano, a także wyginęli ostatni fani Valencii chwalący „zasługi” Unaia Emery’ego. Z czasem jednak były bramkarz pokazał, ze musi się jeszcze kilku rzeczy nauczyć. O pierwszym roku Nuno na ławce trenerskiej w Valencii napisał Piotr Kleban:

„Minął pierwszy Nuno na ławce trenerskiej Valencii. Na pewno większość kibiców nie spodziewała się, że pod wodzą Portugalczyka Valencia będzie aż tak dobrym zespołem. Czwarte miejsce, fantastyczny wynik punktowy, świetna postawa z najlepszymi zespołami ligi — to największe pozytywy pierwszej odsłony Valencii prowadzonej przez Nuno. Ponadto można dorzucić do tego elastyczność taktyczną i rozwój poszczególnych zawodników (np. Gaya). Jednym ze spotkań, które najbardziej utkwiło w pamięci był wygrany mecz z Realem Madryt. Spotkanie to pokazało elastyczność taktyczną "Nietoperzy". Valencia rozpoczęła mecz w ustawieniu 3-5-2, które w fazie obronnej przechodzi w 5-3-2”.

Valencia rozpoczęła mecz w ustawieniu 3-5-2, które w fazie obronnej przechodzi w 5-3-2.

„Nie byłoby to możliwe gdyby nie życiowa forma Barragana oraz eksplozja talentu Gayi ponieważ to właśnie boczni obrońcy/pomocnicy pełnili w tym meczu najważniejszą rolę (Barragan strzelił nawet bramkę). Najważniejszymi elementami tej taktyki był agresywny pressing oraz płynne przejście z obrony do ataku i vice versa. W tym meczu "Nietoperzom" udało się zatrzymać pędzący Real Madryt i wielu uważa, że właśnie ten mecz był początkiem kryzysu Realu, przez co "Królewscy" stracili tytuł na rzecz Barcelony”.

W kontekście Nuno, trzeba też powiedzieć, że o ile na własnym stadionie drużyna pod jego wodzą była niesamowita, o tyle na wyjazdach bywało już różnie. Kwestie tę poruszył Bartek Płonka:

„Przez długi czas Valencia na wyjazdach sprawiała wrażenie innej drużyny. Często bez pomysłu, często bez polotu, a nawet były mecze bez sytuacji bramkowych. Mimo to Nuno często wychodził z opresji, a wyniki wcale nie takie złe. Pamiętam, że największa burza panowała po tym, jak zespół przegrał na La Rosaleda z Malagą. Nuno mówił do piłkarzy, że „nawet jak obrzucą nas gównem pokażemy im na co nas stać”. I się udało, bo potem wyjazdy częściej zaczęły przynosić punkty, a marazm został przełamany”.

W tym sezonie Nuno bardzo dużo rotował… Nie tyle co zawodnikami, a taktykami. 3-5-2, 4-4-2, 4-3-3… Trudno by zliczyć wszelkie warianty, jakie stosował Portugalczyk, czasami zaskakiwał, czasami był przewidywalny, pokazał jednak, że taktyka jest tym polem, do którego przywiązuje bardzo duże znaczenie. O tym w swojej wypowiedzi potraktował Marcin Śliwnicki:

„Owo żonglowanie składem nie wychodziło nam najlepiej. Owszem, Real udało się zaskoczyć, gdy przeszliśmy na grę piątką obrońców, niemniej był to odosobniony przypadek. Formacja z wahadłowymi skrzydłowymi wprowadzała zbyt dużo zamieszania i gra w bocznych strefach boiska zupełnie się nie kleiła. W kadrze brakuje z resztą piłkarzy o profilu, który nadawałby się na pozycję tzw. fałszywego skrzydłowego. Zdecydowanie lepiej drużyna prezentowała się w ustawieniu z początku sezonu: 4-2-3-1 czy jak kto woli 4-3-3. Zdziwienie często mogły budzić jednak personalne wybory Nuno, jak choćby ustawianie Rodrigo — nominalnego napastnika — na skrzydle czy niewielka ilość minut (717 przy 25-ciu ligowych występach) Rodrigo de Paula”.

Zdolna młodzież i kłopoty z dyscypliną

Odkryciem sezonu w La Liga zdecydowanie trzeba uznać Jose Luisa Gayę. Żaden zawodnik w młodym wieku nie zrobił tak piorunującego wrażenia jak zdolny Hiszpan, który zastąpił Juana Bernata, więc miał przecież bardzo trudne wyzwanie. Nuno, Rufete i reszta sztabu technicznego jednak mu zawierzyła i to się opłaciło. O jego postawie napisał Hubert Jaroś:

„Młodzian rozegrał genialny sezon, jedno z największych odkryć tego sezonu w Europie. Warto podkreślić, że Gaya ma jedną przewagę nad Albą i Bernatem- jako obrońca gra świetnie w defensywie a jednocześnie nie można mu odmówić wielkich umiejętności gdy rusza do ataku. Całe szczęście przedłużył kontrakt i najlepszy lewy obrońca nowego pokolenia zostaje na Mestalla. Niemniej jakby Gaya odszedł to jestem pewien, że włodarze klubu znaleźliby w kazamatach Mestalla jeszcze lepszego lewego obrońcę. Jak to jest możliwe? Nie wiem. Czy mi to przeszkadza? W żadnym wypadku”.

„Najprostsze możliwe porównanie jakie można wykonać to analiza różnicy punktowej na osi czasu. Jak przy tych założeniach wypada klub z Estadio Mestalla?”.

Gaya zasłużył na miano odkrycia sezonu

Swoją cegiełkę na temat wprawiającego w zachwyt kibiców Los Ches obrońcę, dorzucił także Marcin Śliwnicki:

„Co tu dużo pisać, prawdziwa eksplozja talentu. Podpowiedź Rufete, aby postawić na młodego Gayę i sprzedać Bernata była mistrzowskim zagraniem. Młody Hiszpan za zaufanie trenerów i sztabu technicznego odpłacił się wyborna dyspozycją — prezentował naprawdę wysoki, równy przez cały sezon poziom i choć czasem widać było jeszcze brak doświadczenia, stanowił mocny punkt formacji defensywnej. W ofensywie poczynał sobie niewiele gorzej, bramka i sześć asyst… Czego chcieć więcej od obrońcy? W dodatku przyszłość przed nim, bo potencjału w wychowanku nie brakuje. Śmiem twierdzić, że kadra — mimo konkurencji Alby i wspomnianego już Bernata — za chwilę stanie dla niego otworem”.

Warte wspomnienia jest także miejsce w składzie portugalskiego młodego obrońcy, który w początkowej fazie sezonu spisywał się bardzo dobrze, mowa o Rubenie Vezo. Na ten temat wypowiedział się Krystian Porębski:

„Ruben Vezo to świetny obrońca i przyszłość Valencii. Kiedy grał, robił to bardzo dobrze. Nieźle sobie radzi z piłką przy nodze, jest czujny i skoncentrowany. Nie ma może takich zdolności przywódczych jak inni koledzy z drużyny, zwłaszcza Otamendi, ale jak na tak niedoświadczonego gracza, imponuje swoja postawą. Kto wie gdzie byłaby dzisiaj Valencia, gdyby nie postawa Portugalczyka z początku sezonu? Niestety, Vezo w dalszej części rozgrywek był pomijany przez Nuno, co może wskazywać, że przygoda z Valencią tego zawodnika nie potrwa już długo. A szkoda. Vezo jest umieszczany w rankingach najzdolniejszych młodych zawodników i bardzo słusznie. To przyszłość „Nietoperzy” i reprezentacji Portugalii. Mam nadzieję, ze Nuno to zauważy i obdarzy większym zaufaniem swojego rodaka”.

Przyszłość Valencii bez Rubena Vezo?

O sprawie Rubena Vezo potraktował także Marcin Śliwnicki:

„Przypadek Vezo to naprawdę skomplikowana sprawa. Z jednej strony utalentowany, młody Portugalczyk, który — jeśli tylko dostawał szansę — nie zawodził. Z drugiej świetna postawa Mustafiego i Otamendiego. Nie można się dziwić, że Nuno nie chciał rozbijać dobrze funkcjonującego bloku obronnego, niemniej myślę, że gdyby Ruben dostał więcej szans, gra defensywy nie ucierpiałaby aż tak znacząco. Zwłaszcza w meczach ze słabszymi rywalami mógłby się pokazać. Szkoleniowiec Valencii nie lubi rotować składem, ale mam nadzieję, że w przyszłym sezonie jego młodszy rodak zagra więcej minut niż w poprzednim”.

O wiele rzeczy w tym sezonie nie można się przyczepić, ale ta, która była bardzo alarmująca, to kartki, nie tylko te żółte, których przecież nie było wcale tak dużo, ale czerwone. Przez wykluczenia Valencia miała wiele problemów. O tym aspekcie raz jeszcze napisał Marcin Śliwnicki:

„Jeśli chodzi o dyscyplinę w zespole, to zdecydowanie trzeba coś z nią zrobić. Dziewięć czerwonych kartek jak na czwartą drużynę ligi, to — moim zdaniem — sporo. Z resztą, tu nie chodzi nawet o ilość, ale o sposób ich otrzymywania. Podsumowaniem sezonu pod tym względem było zachowanie Rodrigo w spotkaniu z Rayo, który za swoją głupotę przedwcześnie opuścił murawę. Niestety, większość sytuacji, w których piłkarz Valencii był odsyłany do szatni przez sędziego wynikała z nieprzemyślanego zachowania, a nie z nadmiernie ambitnej walki. Panie Nuno, czas się nad tym aspektem zastanowić”.

Podsumowanie i perspektywy

Co będzie w kolejnym sezonie? Bardzo wiele będzie zależało od… Alvaro Negredo, który zapewne na Mestalla zostanie. O nim wypowiedział się Arkadiusz Bryzik:

„Negredo jaki jest i jak gra, każdy widzi — sam Hiszpana lubię i szanuję za dotychczasowe osiągniecia, stąd na każdym kroku starałem się go bronić przed atakami ze strony sfrustrowanych kibiców, jednak nie sposób nie zauważyć, że Bestia w Valencii póki co sobie nie radzi.”.

„W czym problem? Jeśli miałbym wybrać jedną rzecz, którą chciałbym w Negredo poprawić, byłaby to pewność siebie. W pamięci mam obrazek z meczu z końcówki sezonu (możliwe, że na Camp Nou, ale nie dam sobie uciąć ręki). Negredo, będąc na 5 metrów przed bramką, mając przed sobą jedynie golkipera przeciwników, miast ładować piłkę obok nieszczęśnika, wycofał ją do bliżej nieokreślonego pomagiera, a ta zginęła w gęszczu nóg defensorów. Tak się nie robi, panie Álvaro.”.

„Teraz przed Nuno prawdziwy test, bo nie wierzę że La Bomba odejdzie w letnim okienku, mimo że angielskie pismaki przebąkiwały o ofercie +/- 30 mln € ze strony Arsenalu. Portugalczyk musi znaleźć sposób, by obudzić bestię w Bestii. Jeśli mu się to uda, będziemy mieli w ataku napastnika z absolutnego topu. Jeśli nie, cóż, może warto byłoby się rozejrzeć za dobrą alternatywą? Słyszałem, że Hélder Postiga jest wolnym zawodnikiem”.

Na koniec pozytyw, bo po takim sezonie nie można kończyć czymś negatywnym. To były świetne rozgrywki dla Valencii i tego się trzymajmy. O fenomenalnym wyniku punktowym wypowiedział się Krystian Porębski:

„Taki wynik w niektórych sezonach dałby nam podium, a może nawet mistrzostwo. Realia są dzisiaj inne, ale trzeba docenić rekordowy sezon. Nie da się zbudować mistrzowskiej drużyny z sezonu na sezon, kiedy do ekipy dołącza 15 nowych zawodników, kiedy wielu z tych, którzy w niej pozostali to młodzi, nieopierzeni, ale niesamowicie utalentowani i ambitni zawodnicy. To nie wszystko, piłka nożna jest bardziej skomplikowana”.

„Możemy czuć niedosyt, ale trzeba się cieszyć tym co jest. Bo Valencia dokonała rzeczy niebywałej. Zdobyła o wiele więcej punktów, niż w poprzednich sezonach. Strzeliła wiele goli, nieważne, że ze skutecznością bywało na bakier. Nuno i jego ekipa nadrobiła to świetną postawą w stałych fragmentach gry, na tym polu bijąc nawet wspaniałe przecież w tym elemencie Atletico. Moim zdaniem te wyniki są dobrą prognozą na przyszłość. Najpierw przyjdą one, a w miarę upływu czasu, dojdzie także lepsza gra. Dajmy tej ekipie okrzepnąć, bo to przecież najmłodszy skład w La Liga”.

Kategoria: Felietony | własne skomentuj Skomentuj (2)

KOMENTARZE




1. staste7724.06.2015; 10:15
staste77Powiem wam, że się nie dziwię, że Otamendi chce odejść. Chłop widzi jakie szopki dzieją się jeśli chodzi o ludzi związanych z transferami i odechciało mu się być w takim klubie. Pomyślał pewnie sobie: "jeśli nie jestem piłkarzem Mendesa to za chwilę mogę przestać grać w podstawowym składzie ...".
A poza tym na jego oczach wywalają Ayalę, który pewnie kiedyś był jego idolem.
Nie dziwię mu się.
2. kwmscmusic24.06.2015; 10:44
kwmscmusicstaste77 - jeśli myślisz że to miało jakikolwiek wpływ to ... na 99% mylisz się.