VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

BAT #4: Michał Świerżyński (wywiad)

Michał Kosim, 19.09.2018; 00:01

Bat nad głową #4

VCF.pl wypuściło w świat kilku znakomitych dziennikarzy, szczególnie tych sportowych. Jednym z nich jest Michał Świerżyński, komentator w Eleven Sports i felietonista ¡Olé! Magazynu. Zapraszam do rozmowy o początkach Michała na łamach naszej strony, wejściu w świat mediów, byciu tłumaczem na konferencji Realu Madryt, odnalezieniu się w roli komentatora... i rzecz jasna Valencii!

VCF.pl Centenario: Michał Świerżyński

Cześć! Najpierw porozmawiajmy o Twoich dziennikarskich początkach. Kiedy (i czy w ogóle!) zadecydowałeś o tym, że chcesz związać swoją przyszłość z dziennikarstwem sportowym? VCF.pl było pierwszym miejscem, gdzie spróbowałeś swoich sił w zawodzie?

Tak, VCF.pl to był pierwszy taki portal, dla którego zacząłem pisać. Na początku (a nawet już po jakimś czasie) w ogóle nie wiązałem nadziei i planów z dziennikarstwem. Czytałem – i dalej czytam – ten portal ze względu na sympatie kibicowskie, w tym samym czasie rozpocząłem studia – iberystykę. Pewnego dnia pojawiło się ogłoszenie, że VCF.pl szuka redaktorów. Chodziło głównie o tłumaczenie newsów. Miałem wtedy trochę czasu i odwiedzałem już hiszpańskie strony sportowe, więc postanowiłem się zapisać bez większych zobowiązań. Głównie chodziło o szlifowanie języka, liczyłem że może nauczę się nieco nowych słów i nabędę doświadczenia w tłumaczeniu.

Dalej zajmujesz się komunikacją wewnętrzną? Jeśli tak – ciężko jest Ci pogodzić dwie prace, a może zajmujesz się jeszcze czymś innym w międzyczasie, którego zapewne jest niewiele?

To też historia powiązana. Wierzę, że każda decyzja, których na co dzień podejmujemy wiele, kieruje naszym losem w życiu. Po VCF.pl przyszła kolej na ¡Olé! Magazyn. W firmie, w której pracowałem, organizowali turniej piłkarski i szukali kogoś, kto będzie zapisywać zdarzenia boiskowe. Uznałem, że mogę się zgłosić, zebrać nowe doświadczenie z tym związane. Okazało się, że wszyscy czekali na te raporty meczowe i były one bardzo trafionym pomysłem. W międzyczasie firma postanowiła stworzyć wewnętrzny intranet, a jeden z kierowników dojrzał moją pracę przy turnieju piłkarskim. Dodałem, że mam jakieś doświadczenie dziennikarskie, dwa plus dwa dało cztery i dostałem szansę jako specjalista ds. komunikacji wewnętrznej. Zasadniczo polega to na byciu dziennikarzem, ale na dużo węższym terenie – w biurze. Nie jest aż tak ciężko, gdyż od kiedy pamiętam zajmowałem się kilkoma rzeczami w jednym czasie. Przez lata nabyłem umiejętność dobrej organizacji czasu i pracy.

A co dało Ci pisanie na łamach VCF.pl i czy czegoś Cię nauczyło poza umiejętnościami stricte dziennikarskimi?

Tego, czego oczekiwałem: nowych hiszpańskich słów i typowo piłkarskich zwrotów, orientacji w panoramie hiszpańskiej prasy piłkarskiej, doświadczenia w tłumaczeniu. Nabyłem też ciekawości pod tytułem „a co by było, gdyby” w sprawie dziennikarstwa, z którego zamiast zrezygnować zrobiłem swój dodatkowy atut.

Poznałem też wspaniałych ludzi z którymi razem stworzyliśmy ¡Olé! Magazyn. To był szalony czas, ale szybko okazało się, że trafiliśmy w dziesiątkę i warto było ten projekt stworzyć.

Z Twoją znajomością hiszpańskiego i LaLigi byłeś niejako skazany na powodzenie przy projekcie ¡Olé!. Mam wrażenie, że jest stosunkowo niewielu dziennikarzy w kraju władających językiem hiszpańskim, a równocześnie LaLiga jest przez wielu uważana za najlepsze rozgrywki. Idealnie trafiliście w niszę.

Fakt, to się udało. O sukcesie może świadczyć to, jak wielu chłopaków później trafiło do innych redakcji. Trafiliśmy na dobry moment, dobre miejsce, dobrych ludzi. Wszystko się zgrało.

Mieliśmy też to szczęście że do Polski zawitały wielkie hiszpańskie marki z okazji różnych spotkań: Barcelona zagrała z Lechią, Real Madryt z Fiorentiną, Sevilla ze Śląskiem, a następnie rozgrywała na Narodowym finał Ligi Europy. Athletic też grał na Śląsku.

I my te spotkania relacjonowaliśmy, były pierwsze akredytacje dziennikarskie, pierwsze sukcesy na tym polu.

Dzięki temu wylądowałeś w Eleven?

Tak jak wspomniałem: sądzę, że każda decyzja jakoś buduje naszą ścieżkę życia – czy to prywatnie, czy zawodowo. Tak - uważam że bez ¡Olé! nie byłoby mnie w Eleven, tak samo jak bez VCF.pl nie byłoby mnie w ¡Olé!.

Jak to było? Zgłosili się do Ciebie, ktoś Cię polecił?

Zgłosił się do mnie Patryk Mirosławski, który zbudował redakcję. Zapytanie otrzymałem latem 2016 roku, ale akurat wtedy miałem gorący okres w życiu rodzinnym – żona urodziła córkę, więc musiałem to wszystko odłożyć w czasie. Jesienią dałem znać, że możemy wrócić do tematu, zrobiliśmy próbę w kabinie komentatorskiej, aby zobaczyć, czy potrafię przekazać wiedzę, która mam podczas meczu. Udało się i od stycznia 2017 współpracuję z Eleven: komentuję LaLigę, bywam gościem w programach i w studio meczowym, zdarzyło mi się też kilka razy skomentować ligę brazylijską.

W międzyczasie miałem okazję zostać tłumaczem przy wydarzeniu, na które polscy kibice długo czekali i długo go nie zapomną, a wiec przy meczu Legii z Realem w Lidze Mistrzów. Zadanie obejmowało obie konferencje przedmeczowe, obie konferencje pomeczowe i przekazywanie komunikatów przez stadionowe głośniki w trakcie meczu.

Miałeś wtedy okazję porozmawiać z Zizou lub z graczami Realu?

Nie było takiej szansy, chociaż było bardzo wielu chętnych na taką rozmowę. Miałem wtedy dostęp do stref niedostępnych zazwyczaj dla dziennikarzy akredytowanych – wejście na płytę boiska przy ławkach, przez korytarze na których sporo się w trakcie takiego wydarzenia dzieje. Real Madryt to zespół, który miał wszytko zaplanowane co do sekundy i trzymał się planu od początku do końca. Rozmawiałem z ich rzecznikiem, który zajmował się organizacją tego wyjazdu – miał mnóstwo pytań, ale zadawał je po to, aby pokierować całą delegacją. Cały sztab wyglądał jak naoliwiona i dobrze pracująca maszyna, a on kierował nimi wszystkimi.

Dobrym przykładem jest to, że podczas konferencji prasowej kolejkował dziennikarzy, którzy jako następni mieli zadać pytanie Zidane’owi lub Nacho.

Niesamowita pamiątka i coś, o czym na pewno będziesz mógł w przyszłości opowiadać córce! Wracając do Eleven: pewnie czujesz się w roli komentatora?

Ściślej mówiąc: współkomentatora, czyli eksperta przy głównym komentatorze. Muszę przyznać, że tak. Pierwszy mecz to było sporo nerwów, zupełnie inaczej robi się mecz z odtworzenia a inaczej, kiedy masz świadomość, że to wszystko jest transmitowane na żywo i nie masz jak i kiedy się poprawić. W pierwszym sezonie odsłuchałem każdy mecz, który komentowałem i starałem się na bieżąco poprawiać to, co mi się nie podobało. W drugim sezonie było już sporo lepiej, po każdym meczu pytałem też wszystkich znajomych, którzy oglądają całe kolejki LaLigi, jak oceniają komentarz, co jest do poprawy. Pod koniec drugiego sezonu doszedłem do poziomu, na którym mogę powiedzieć, że czuję się pewnie i z niektórych spotkań jestem bardzo zadowolony.

Sporo też na początku dawała mi interakcja z widzami za pomocą #LaZabawa, tam ludzie czasem wyłapią jakiś błąd bądź po prostu podzielą się swoją opinią co do meczu lub samego komentarza.

Sam często udzielam się pod tym hashtagiem. Można tam znaleźć naprawdę ciekawe rzeczy i na bieżąco omawiać trwające spotkania z innymi kibicami, co jest mocno innowacyjne.

To teraz o Valencii. Kiedy zacząłeś kibicować Los Ches?

Sam już dobrze nie pamiętam, gdyż nie wiązało się to z żadnym konkretnym wydarzeniem czy meczem. Jeśli mnie pamięć nie myli to wszystko przez... Football Managera, który swego czasu zabrał mi kawał życia. Miałem okazję rozegrać kilka sezonów online z dwoma innymi osobami z sieci. Wtedy wybrałem Valencię i szło mi nieźle. Były to czasy Valencii Villi, Silvy, Joaquína, Albeldy, Maty. Złota era. Później jakoś to poszło: zacząłem interesować się klubem, wydarzeniami, meczami, transferami. Później nadszedł czas VCF.pl.

Myślę, że każdy szanujący się fan Valencii wybrałby tych zawodników, których wymieniłeś, choćby kibicował klubowi jeszcze dłużej. A ulubieni piłkarze poza nimi, dawniej i teraz?

Teraz Dani Parejo (odpowiadając na to pytanie Michał pokazał mi swoją koszulkę z nazwiskiem i numerem kapitana Valencii – przyp. red.), Rodrigo, Soler. Z piłkarzy występujących wcześniej – Pablo Aimar i Santiago Cañizares.

Jak oceniasz skład Valencii zmontowany na ten sezon? Śledzenie całej ligi i zawodowa praca dziennikarska na pewno pomaga w ocenie wszystkiego na chłodno, więc zapytam: myślisz, że przy grze na trzech frontach uda się ponownie zakończyć sezon w top 4? Początek rozgrywek ligowych ma prawo martwić...

Wszystko będzie zależeć od Marcelino i od jego decyzji personalnych. Rotacja musi być wprowadzana bardzo często, ale i mądrze, żeby taki Coquelin, Wass, Mina czy Michy nie wypadli z obiegu i nie grali zbyt rzadko. Boję się jednak o stan obrony i o potencjalne przeciążenia meczowe oraz wynikające z tego kontuzje i urazy. O ile napastnicy i pomocnicy maja godnych zmienników, o tyle Toni Lato to nie jest piłkarz, który z meczu na mecz jest w stanie wejść za Gayę w przypadku kontuzji i zagrać na poziomie LM czy wymagających meczów ligowych (chyba, że dostanie szansę na ogranie się).

Już w środę Los Ches zainaugurują swój udział w Lidze Mistrzów na Mestalla. Rywalem będzie wielki Juventus z Cristiano w składzie. Jakie masz odczucia przed tym meczem?

Trudny mecz na inaugurację. Czuję, że to spotkanie może wyjść „Nietoperzom” przyzwoicie i podbudować morale po nieudanym początku ligowym. Myślę, że remis zostałby przyjęty z zadowoleniem, gdyż widać, że kluczowi zawodnicy nie grają jeszcze na swoim najlepszym poziomie.

A jak ocenisz szanse Valencii na wyjście z grupy? Juventus, United, Young Boys... Los był średnio łaskawy.

I dobrze! Wiadomo, że pieniądze są klubowi potrzebne, ale do Ligi Mistrzów wchodzi się po to, aby mierzyć się z najlepszymi. Uważam, że są realne szanse na wyjście z grupy przy dobrym układzie wyników. Dodatkowo Valencia nie stoi w roli jasnego faworyta do awansu, dzięki czemu presja wyniku będzie ciążyć na Juventusie i United.

Stulecie klubu, świętowane w tym sezonie, to moment skłaniający do refleksji. Jak ocenisz pierwsze kilkanaście miesięcy pracy zarządu i czy myślisz, że Valencia może wejść w drugą setkę dobrymi występami? Nie mówię, o trzecim finale Ligi Mistrzów w historii klubu, a o bardziej – na ten moment – przyziemnych celach, jak awans i regularne wychodzenie z grupy LM. A może to o krok za szybko?

Wszyscy doskonale wiedzą jak bardzo klub potrzebuje pieniędzy, a te najłatwiej znaleźć właśnie w regularnych występach w Lidze Mistrzów, gdzie premie dla zespołów są coraz większe. Miejsce w top 4 powinno być corocznym celem Valencii. Ten sezon pokaże nam czy to odpowiedni moment na wymaganie tego na stałe od trenera i piłkarzy, czy zeszły sezon był wyjątkowy. Ufam jednak, że ten zarząd stabilnie prowadzi klub, zespół budowany jest mądrze, chyba wreszcie Valencia doczekała się rozsądnych dygnitarzy i jest to jedna z lepszych informacji w ostatnich latach.

Nie sądzisz, że podopieczni Marcelino myślami są już przy Champions League? Valencia w tym sezonie ma momenty dobrej gry, by później popełniać proste błędy, a choćby kontuzja Kondogbii we wczesnej fazie meczu z Betisem jakby kompletnie rozbiła drużynę. Po tym meczu Marcelino rozmawiał nawet z psychologiem, szukając problemów na tym podłożu.

Piłkarze z Estadio Mestalla na co dzień muszą sobie radzić z presją wyniku przy tak specyficznej i wymagającej publiczności. Tym bardziej, że ta publiczność spragniona jest dobrych występów, a jeszcze bardziej spragniona jest Ligi Mistrzów – takie połączenie stworzy na pewno spory nacisk psychiczny. W takiej sytuacji daleko jest piłkarzom od komfortu, ale jest to silna grupa, która nie powinna z tego powodu grać o wiele poniżej swoich możliwości. Niestety ciężki początek ligowy nie pomaga w podbudowaniu morale.

Jaki skład chciałbyś zobaczyć w środowy wieczór?

Once de gala. Neto - Gabriel, Murillo, Gayà, Piccini - Parejo, Wass, Soler, Guedes - Rodrigo, Batshuayi. Linia obrony jest najbardziej wątpliwa i to może być słaby punkt Los Ches.

Nie ufasz Diakhaby’emu czy aż tak liczysz na Murillo, który jeszcze w tym sezonie nie zadebiutował w klubie?

Za Murillo przemawia większe doświadczenie, które w takich rozgrywkach i z takim przeciwnikiem mogą okazać się kluczowe.

Jego sytuacja jest nieco tajemnicza. Po poważnej kontuzji wypadł na kilka miesięcy, teraz wciąż nie gra, a w dodatku w niedzielę z wielkim grymasem bólu, świadczącym o poważnej kontuzji, załamany musiał opuścić trening. Dzień później testy niczego nie wykazały...

Dodatkowo gdy wydawało się, że jest zdrów nie znajdował się nawet w meczowej osiemnastce, tylko lądował na trybunach. Stąd moja obawa o linię obrony, gdyż wybór jest pomiędzy niedoświadczonym Diakhabym a chodzącą kolumbijską zagadką.

Na koniec: jaki wynik obstawiasz?

Bramkowy remis.

Michał, wielkie dzięki za wywiad! Chciałbyś przekazać coś kibicom zebranym na VCF.pl lub przyszłym dziennikarzom sportowym, których zapewne nasza strona jeszcze trochę w świat wypuści?

Tylko tyle, że warto dawać dużo od siebie i nie oczekiwać wiele w zamian, szczególnie na początku. Nie jestem jedynym przypadkiem osoby, która działa w branży, a zaczynała na VCF.pl.

Czytaj także:
BAT #1: Guedes wraca do siebie
BAT #2: Pascu Calabuig (wywiad)
BAT #3: Gonçalo, dziękujemy

Kategoria: Wywiady | własne skomentuj Skomentuj (2)

KOMENTARZE




1. Abec19.09.2018; 01:10
AbecNaprawdę fajny wywiad. Przyjemnie się czytało :)
2. anonim19.09.2018; 08:47
fajny wywiad,ale dla mnie złota era Valencii przypadała na okres,w którym grał tylko Albelda
niestety Valencia z Villa czy Silvą już nie nawiązała do tych czasów,chodzi mi głownie o finały LM i rok gdzie Valencia wygrała puchar uefa i mistrzostwo
to były złote czasy Valencii,pózniej powoli zaczęło się wszystko psuć