VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Marcelino: „Dostałem drugie życie”

Michał Kosim, 29.05.2018; 00:49

Trener o wypadku

Marca przeprowadziła wywiad z trenerem Valencii. Mister odpowiedział na pytania dotyczące choćby groźnego wypadku samochodowego, rywalizacji z wielką trójką, trudności w utrzymaniu miejsca w pierwszej czwórce, boiskowych pozycji, które chciałby wzmocnić czy przyszłości Guedesa i Rodrigo.

Valencia jest zespołem, który zaliczył największy progres z sezonu na sezon w LaLiga.

To było bardzo trudne. Gdy zespół dwa lata z rzędu jest na tym samym miejscu (12.) to trzeba już mówić o tendencji i zmiana tej tendencji w tak drastyczny, pozytywny sposób była ogromnie skomplikowana. Stworzyliśmy bardzo dobry skład, dokonaliśmy udanej restrukturyzacji, a następnie zespół był odpowiedzialny za zademonstrowanie na boisku tego, że ma bardzo duże możliwości.

Zdobycie 73 punktów zostało określone mianem niemal cudu.

To bardzo dużo punktów. Mnóstwo. Jest kilka czynników, które miały wpływ na ten – w cudzysłowie – „cud”. Cudem jest awans z 12. na czwarte miejsce z jakością, jaką pokazała Valencia. Ponad 60% graczy, którzy byli w składzie w zeszłym sezonie zmieniło swoją grę w nieludzki sposób. Wzmocnienia zaadaptowały się w klubie, zespole i rozgrywkach. Chcieliśmy wspólnie stworzyć drużynę, ale drużynę w pełnym tego słowa znaczeniu.

Po drodze zdobyłeś przyznawane przez Markę Trofeo Miguel Muñoz dla najlepszego trenera w Primera División.

Dziękuję kronikarzom Marki za wybranie mnie na przestrzeni sezonu. Nagroda dla trenera w żadnym wypadku nie jest wyróżnieniem indywidualnym. Głównymi postaciami są piłkarze, którzy rywalizują, trenują i wygrywają spotkania, a trenerzy na tym korzystają. To też nagroda dla całego sztabu szkoleniowego, któremu dowodzę i bez którego osiągnięcie tego, co osiągnęliśmy byłoby niemożliwe.

Co stało za łzami z ostatniego meczu sezonu?

Pomyślałem o kimś, za kim tęsknię i kogo nie ma już z nami, a chciałbym, by był (ojciec Marcelino zmarł w 2014 roku – przyp. red.). Łatwo się wzruszam.

Czy poważny wypadek, któremu uległeś wraz ze swoją żoną i matką w Boże Narodzenie sprawił, że postrzegasz różne rzeczy inaczej?

Dostałem drugie życie, drugą szansę dla trzech osób. Przez kilka dni spływało na mnie wiele refleksji i w takich momentach pytasz siebie: „czemu częściej nie myślę o tym czy o tamtym i nie skupiam się na tym, co jest naprawdę ważne w życiu”, ale później pojawia się piłka nożna i mnie absorbuje. To defekt, jaki posiadam. Futbol mnie dominuje. Nie zmieniłem się więc za bardzo.

Mówisz, że Valencia jest mistrzem „reszty ligi”. Czego brakuje wam do tego, by konkurować z wielką trójką?

Zadomowienie się w czołówce tabeli i rygorystyczne zarządzanie ekonomiczno-sportowe – właśnie to sprawia, że się rozwijasz. Valencia jest gotowa, by wziąć udział w tym wyścigu. Dobrym przykładem jest Atlético, które przebyło taką drogę jeśli chodzi o ogólny zarys – przy założeniu, że każdy klub ma swoją specyfikę. Atlético pokazuje nam ścieżkę, którą powinniśmy podążać.

Teraz celem musi być kolejny awans do Ligi Mistrzów poprzez LaLigę.

Poprzednie dwa sezony pokazały, że Valencia była daleka od bycia klubem, jakim być powinna oraz że ciężko było dojść do miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj. Szczęśliwie udało się to osiągnąć w ciągu jednego sezonu, co nie było do przewidzenia. Skoro weszliśmy na poziom, na jaki chcieliśmy wejść to głupotą w naszym wykonaniu byłoby nie spróbować zachować tej pozycji. Musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że będzie to bardzo trudne.

Dlaczego?

Ponieważ by móc się rozwijać podłogą Valencii musi być czwarte miejsce, a równocześnie jej sufitem, jakiego może dosięgnąć też jest czwarte miejsce. Dokładnie na tym poziomie jesteśmy teraz. Oznacza to wielkie wyzwanie: nie posiadasz marginesu błędu, a w tym samym czasie o dalszy postęp jest bardzo trudno. Valencia może być wielka tylko jako regularny uczestnik Ligi Mistrzów. Tak skonstruowany jest dzisiejszy futbol – nie ma innego wyjścia.

Sześć porażek odniesionych do stycznia (w czasie Pucharu Króla, kontuzji i spotkań przeciwko najmocniejszym rywalom – przyp. red.). Czy są one ostrzeżeniem na następny sezon, w którym będziecie rywalizować na trzech frontach?

To niewątpliwie skłania nas do przemyśleń, bowiem praktycznie od początku sezonu do grudnia czeka nas właśnie taka dynamika, z trudną grupą w Champions League, która zapewne będzie wymagać od nas wiele wysiłku. To będzie dla wszystkich wielkie marzenie i musimy postarać się nie odwracać naszej uwagi od LaLigi, bo celem, który pomoże nam wciąż się rozwijać musi być czwarte miejsce.

Mateu Alemany powiedział, że rozmowy o przedłużeniu twojego kontraktu odbędą się w ciągu najbliższych miesięcy. Co myśli trener, który widzi pożegnanie Wengera po 20 latach w Arsenalu?

Musimy zrozumieć czym jest Hiszpania i LaLiga oraz jakie panują tu realia. Ciężko jest wyjść poza schemat. Simeone się to udało, ponieważ jest kompetentny, ma odpowiedni status w środowisku, jest szanowany na całym świecie oraz – przede wszystkim i co najważniejsze – ze względu na powtarzalność jego sukcesów. Gdyby udało nam się to samo, klub na pewno spróbowałby mnie tutaj zatrzymać, a i ja sam chciałbym tu zostać.

Valencia zapłaci 25 mln € za Kondogbię. Wydaje się, że to mało.

Geoffrey jest piłkarzem, który naprawdę zrobił wszystko, co możliwe, by trafić do Valencii. To właśnie on jest odpowiedzialny za poziom swojej gry. Zawsze staramy się przelać na naszych zawodników poczucie bezpieczeństwa oraz pewność siebie i on na nie zasłużył. Nasza praca w tym przypadku była bardzo prosta. Jeśli weźmiemy pod uwagę kwotę transferu i jego występy to dojdziemy do wniosku, że jest piłkarzem, którego można zakwalifikować jako taniego.

Czy to przyszłość napastników stoi pod znakiem zapytania?

Musimy dokonać pewnych ruchów. Klub ma finansowe zobowiązania jeżeli chodzi o transfery, które musi wziąć pod uwagę, bo to jedyny sposób na rozwój. W związku z tym to normalne, że transfer zawodnika grającego w tej formacji jest możliwy. Mamy też dwóch wypożyczonych graczy na lewym skrzydle, możliwe odejścia, różne charakterystyki, jakich potrzebujemy u różnych zawodników... musimy zmodyfikować zespół. Choć strzelił szereg ważnych bramek, chcielibyśmy, by notował ich jeszcze więcej.

Z powodu eksplozji jego formy i kwoty, jaką można za niego otrzymać, wszystkie oczy skierowane są na Rodrigo.

Ze sportowego punktu widzenia jest bardzo ważnym graczem. Z ekonomicznego – trenerzy muszą dostosowywać się do potrzeb klubu. Dla Valencii jego pozostanie z nami na następny sezon byłoby bardzo dobre. Myślę, że czuje się tu komfortowo, bardzo chce tu zostać i mam nadzieję, że będzie miał ku temu szansę.

Założeniem jest ściągnięcie pięciu-sześciu piłkarzy?

To zależy od tego, ilu zawodników odejdzie. Im więcej odejść z klubu, tym więcej przyjść do klubu. Chcemy zbudować kadrę liczącą około 22 piłkarzy. Transferów będzie niewiele, ale mogą pojawić się okoliczności, w których będziemy musieli wypełnić pewne zobowiązania. Co byłoby dla nas lepsze: sprzedaż jednego, dwóch czy trzech graczy? Prawdopodobnie ze sportowego punktu widzenia lepsza byłaby dla nas sprzedaż dwóch lub trzech, co oznaczałoby, że musisz ściągnąć większą ilość zawodników niż gdybyś sprzedał jednego.

Czy zobaczymy Guedesa w Lidze Mistrzów w barwach Valencii?

Pożegnałem się z nim, mówiąc „do zobaczenia”. Młodzi ludzie potrzebują specyficznego otoczenia, by pokazać swoje umiejętności i móc się rozwijać, a Valencia mu je zapewniła. Zaadaptował się bardzo dobrze i ma bardzo dobre piłkarskie warunki. Możliwość zadecydowania o jego przeznaczeniu spoczywa w rękach PSG. Wiemy, że jeśli odejdzie z PSG to chciałby tu wrócić.

Czy postawię cię w trudnym położeniu jeśli zapytam o pozycje, które chcesz wzmocnić?

Na pewno lewe skrzydło. Z całą pewnością ściągniemy też kogoś do obrony. Z przodu również możemy dokonać jakichś ruchów.

Kategoria: Wywiady | Marca skomentuj Skomentuj (3)

KOMENTARZE




1. ThomsonVCF29.05.2018; 09:59
ThomsonVCFDzięki za te 2 wywiady Michał, kawał dobrej roboty ;) Co do meritum to niepokoi mnie jedynie brak zapowiedzi prawego skrzydła, bo de facto nie mamy tam żadnego nominalnego piłkarza (co najwyżej sztucznie przestawianych). Poza tym kierunek Atletico to bardzo dobry kierunek dla nas i podoba mi się że otwarcie o tym mówimy.
2. staste7729.05.2018; 10:35
staste77Dzięki za wywiady.
Kawał dobrej roboty!
3. KilyVCF29.05.2018; 12:02
KilyVCFAtletico ugruntowało swój poziom i pozycję przede wszystkim dlatego, że nie zastępowało drobnicą swoich graczy którzy odchodzili za pieniądzem. Mieli następców, ewentualnie w przypadku D. Costy mieli trochę problemów i poczekali na powrót. Wszystko też odbywało się pod okiem jednego trenera.
A trenera doceniają za jego robotę. Simeone zarabia tak jak na to zasługuje.
mam nadzieję, że i w tym przypadku spróbujemy się na nich wzorować. Nie wszystko możemy bo dopiero raczkujemy w dużym futbolu. Odnosiliśmy sukcesy ale to było w innych epokach.
Podstawa to nie osłabiać się, a dokładać cegiełki do tego co już jest dobre.
Mnie podobała się jedna z wcześniejszych wypowiedzi Marcela, że chce tylko takie transfery do klubu które rzeczywiście mogą być wzmocnieniem,nie znoszę sztukowania.
Trzeźwe jest spojrzenie na Big-3 w La Liga.
I całe szczęście, że jest tylko Big-3 bo we Włoszech czy Anglii bylibyśmy dalszą siłą finansową.
Valencia kiedyś i Sevilla nie tak dawno temu nie potrafiły przełożyć swoich sukcesów sportowych na sukces organizacyjny i pozycję w Europie, dopiero Atletico pokazało że nawet w tej lidze dwóch bolidów 'da się'.
Tak jak nie znoszę AM, tak doceniam to co zrobili. Gdyby i nam się to udało, to wtedy będziemy długo czerpać korzyści z tego tytułu. W Anglii dopiero pojawienie się szejków w MC rozbiło trwały układ Big-4. Nie jest łatwo wygryźć takie kluby, które cały czas się bogacą na LM i wzmacniają.
Tylko właśnie trzeba się bogacić i wzmacniać.
Lubię w Marcelino, to że doskonale zdaje sobie sprawę z tego w jakim klubie jest i jakie są realia, nie pieprzy żadnych bzdur typu mamy jakość żeby zdetronizować Barcę czy Real. Oczywiście wiele kwestii musiało się "udać" żeby zrobić ten wynik punktowy i to dosłownie, bo szczęścia też potrzebowaliśmy, ale myślę że tutaj trochę puszcza do nas oko, bo wyglądało to tak jakby ten cud od początku planował i realizował.

Zawsze słuchałem konferencji trenerów i niemal zawsze można spotkać taki schemat, że po którymś meczu trener zdobywa się na odwagę, żeby "ogłosić" że już jesteśmy blisko, po kolejnym już prawie to to, po następnym - to jest to, teraz będziemy wymiatać i nagle staje się coś co nawet trenerowi trudno wytłumaczyć bo już sam uwierzył że "mamy to" a wracamy do punktu wyjścia notując serię beznadziejnych spotkań jak byle ogórek beniaminek.
Aż dziwnie się czuję że ten element jest teraz nieobecny i oby jak najdłużej tak było.
Trenerka to w sumie podła fucha. Zazwyczaj zespół nie gra nic zbliżonego do tego co sobie trener wymarzył, musi funkcjonować w szarej rzeczywistości w której może cię strzelić w pysk Getafe, co chwila trzeba się tłumaczyć, komentować grę a jak jest mierna musisz się czuć jak ostatnie zero