VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Girona vs. Valencia — zapowiedź

Michał Kosim | Krystian Porębski, 12.05.2018; 15:00

Zakończyć w (jeszcze) lepszych humorach

Girona i Valencia – prawdopodobnie dwie największe rewelacje nieubłaganie kończącego się sezonu LaLiga. Obie ekipy grają już tylko o zakończenie rozgrywek jak najlepszym akcentem po serii słabych wyników, które w poprzedniej kolejce pozbawiły gospodarzy szans na Ligę Europy, a gości praktycznie wyeliminowały z walki o zajęcie miejsca na ligowym podium. To jednak zaburzony obraz rzeczywistości. Całokształtu.

„Trzeba docenić tę ekipę. To normalne, że ludzie są smutni, bo chcieliśmy grać w Europie, ale sami widzieliście ambicje, jakie zespół pokazał na przestrzeni całego sezonu. Sprawiliśmy, że w odniesieniu do nas padło tak wielkie słowo, jak Europa” – stwierdził przed meczem z Los Ches Borja García. Owszem, fani czują niedosyt – jak wiemy apetyt rośnie w miarę jedzenia, a w Valencii niemal wszyscy, łącznie ze mną, zacierali ręce na wyprzedzenie ekipy, która niedługo może po raz trzeci z rzędu wygrać Ligę Mistrzów – ale prawdziwi kibice nie śmią podważać aspiracji zespołu. Podopieczni Pablo Machína w poprzedniej kolejce przegrali u siebie z Eibarem aż 1:4, mimo wszystko po spotkaniu otrzymali porcję braw od kibiców zgromadzonych na Montilivi. To całe piękno piłki.

Zaznała go też Valencia, która w styczniowym spotkaniu z Realem na Mestalla również uległa 1:4 i również została owacyjnie pożegnana przez publikę. Oba zespoły przegrywały już 0:2, jednak odpowiedziały kontaktowym trafieniem i przez długi czas próbowały odwrócić losy spotkania. Ostatecznie misja się nie powiodła: w obu przypadkach dwie bramki strzelone przez przeciwników po 80. minucie były jak ciężki nokaut.

Przegrane mecze, ale wygrany szacunek, którego nie zmierzą cyfry na tablicy wyników.

Najważniejszą rzeczą jest zapomnienie o ostatnich kolejkach i o tym, jakich marzeń nie udało się dosięgnąć na rzecz tego, z jak wielką nawiązką dzisiejsi rywale osiągnęli swoje cele. Blanquinegros dwa lata z rzędu kończyli sezon na 12. pozycji, by dziś mieć 21 punktów więcej niż w całej poprzedniej kampanii i szykować kadrę na Ligę Mistrzów. Girona (48 pkt.), która rozgrywa swój pierwszy sezon w Primera División, ma szansę być drugim debiutantem w historii ligi z największą ilością oczek po Albacete z sezonu 91/92, które w przeliczeniu na dzisiejszy system punktacji zdobyło 56 punktów. Obecnie drugie miejsce w klasyfikacji debiutantów w najwyższej klasie rozgrywkowej zajmuje Almería z sezonu 2007/2008, gdy doskonale znany na Estadio Mestalla Unai Emery zapewnił jej aż 52 punkty w pierwszym sezonie Almeríi na najwyższym szczeblu rywalizacji. Ten wynik jest więc w zasięgu, choć będzie to jedynie miłe zwieńczenie sezonu, który tak czy inaczej jest dla drużyny Blanquivermell znakomity.

Co ciekawe, o zbliżony wyczyn i uczestnictwo w Pucharze UEFA otarł się też Marcelino. W sezonie 2006/2007 najpierw wprowadził Recreativo Huelvę do LaLiga (choć nie pierwszy, a trzeci raz w historii klubu), by ostatecznie zakończyć sezon w roli beniaminka na ósmej pozycji z 54 oczkami na koncie. Po tym sezonie Marcelino opuścił Huelvę, a klub nie był w stanie powtórzyć tego wyniku, dziś tułając się po trzeciej lidze. Oby Pablo Machín został w Gironie na nieco dłużej, bo to jeden z najciekawszych świeżych projektów w Hiszpanii, który jest budowany na fundamentach doskonale znanych Marcelino. Jakie to fundamenty? Najpierw porozmawiajmy o tym, co piszczy w walenckiej trawie.

Z lotu Nietoperza

Na pytania odpowiedział Krystian Porębski.

No i mamy to: Valencia powraca do elity klubowej piłki, mimo kolejnej straty punktów. Co zrobić, by pozostać w Lidze Mistrzów na dłużej i w jaki sposób poszerzyć kadrę? Sprzedaż kogoś kluczowego jak Rodrigo za dużą sumę i wzmocnienie całego składu, czy kogoś mniej wartego rynkowo – jak choćby Zaza – i skupienie się na zatrzymaniu szkieletu tegorocznej kadry z kreatywnym działaniem na rynku, jak zeszłego lata?

Zdecydowanie wolałbym, abyśmy pozbyli się Zazy. Oczywiście nie wypychając go z klubu. Mówię o tym tylko w kontekście koniecznego wzmocnienia budżetu czy poprawienia sytuacji z FFP, bo gdybyśmy mieli możliwość wyboru, jakieś pole manewru, w linii ataku wolałbym po prostu kogoś na numer cztery. Rodrigo i Mina gwarantują wysoką skuteczność, Zaza robi swoje, walczy, daje zespołowi pazur, którego brakowało przez wiele lat. Będzie mi go brakowało, ale wydaje się, że jest najbliższy odejścia. Najważniejsze dla mnie są dwie kwestie. Utrzymanie tych zawodników, którzy stanowią o silę zespołu – jak Soler, Parejo, Kondogbia, Guedes, Murillo czy Rodrigo, a do tego dokupienie zawodników tam, gdzie ich najbardziej potrzebujemy. Niewątpliwie najbardziej wątłą obsadą możemy się „pochwalić” na prawej obronie, ale o tym trąbimy chyba od początku sezonu. Liczę na mądre działania Alemany’ego, Marcelino i całej reszty.

Myślisz, że to, co obserwujemy w Valencii to „syndrom Marcelino 2.0”? W poprzednich ekipach mister zaliczał dużo gorsze drugie połówki sezonu; w obecnych rozgrywkach znakomita seria 13 meczów bez porażki, a później sześć porażek w 9 meczach na przełomie roku. Następnie dziewięć spotkań bez przegranej i znowu pięć starć, w których nie udało się zdobyć kompletu punktów. Twoim zdaniem to efekt wymagającej natury Marcelino, zmęczenia kluczowych graczy, braków kadrowych, braku motywacji...?

Kadra w obecnym sezonie specjalnie jest okrojona, sam Marcelino tego chciał. Osiągnęliśmy to czego chcieliśmy, może też trochę ciężar emocjonalny opadł, kiedy zawodnicy zauważyli, że w zasadzie już niewiele się może w ligowej tabeli zmienić. Na pewno też fizycznie był to dla wielu wyczerpujący sezon. Valencia opiera się w dużej mierze na młodych zawodnikach, u których trudno o stabilną formę. Wielu się tu zaśmieje, ale inaczej zupełnie prezentuje się dyspozycja Parejo – który zazwyczaj gra po prostu swoje – a inaczej zupełnie wygląda to w przypadku takiego Guedesa czy nawet Solera, którzy miewają gorsze momenty. Na pewno coś jest w syndromie Marcelino, sam wielokrotnie o tym pisałem, ale wierzę, że jest to coś, co ten szkoleniowiec może przezwyciężyć za sezon bądź dwa, jeżeli dostanie odpowiednie warunki na Mestalla.

W sparingu z Al Nassr urazów doznali Kondogbia oraz Andreas. Jak zapatrujesz się na takie starcia może nie tyle w środku sezonu, ale w momencie, kiedy Valencia przecież wcale nie musiała mieć gwarancji gry w Champions League? Czy klub powinien aktywniej promować swoją markę w Azji czy Ameryce jeżdżąc na tego typu mecze?

Szkoda, że tracimy na tym sportowo i mam nadzieję, że nie będzie to nic poważnego. Natomiast jeśli chodzi o marketing, to są działania bardzo ważne. Valencia ma wielu fanów na całym świecie i o ile jest to m.in. pokłosie fantastycznych wyników sprzed prawie 20 lat i ogólnie wynika z faktu, że jest to wielki klub, o tyle na pewno swoją cegiełkę dokładają włodarze. Tutaj zawsze był ten gest w kierunku właśnie Azji i nie tylko – pamiętamy choćby napisy na koszulkach po tsunami w Japonii, a można jeszcze wiele wymieniać. Na pewno nie jestem za tym, aby przemęczać zawodników niepotrzebnie takimi meczami, z drugiej strony klub jakoś musi budować swoją markę, walczyć o wielki kawałek tortu. Z jakiegoś powodu np. w Ameryce czy Indonezji Valencia jest niesamowicie popularna, mimo tego, że zawodników z tamtych krajów w kadrze sobie nie przypominam.

Na to nieoficjalne spotkanie pierwsze powołanie otrzymał Gonzalo Villar; teraz znalazł się również w kadrze na dzisiejsze starcie z Gironą. Ma szansę na zostanie członkiem pierwszego składu w najbliższych miesiącach? Kogo z Mestallety zabrałbyś na pretemporadę?

Jeśli chodzi o Valencię, czasami serio trudno nadążyć – co chwilę pojawiają się nowe nazwiska. Villar to jednak trochę zaskoczenie, nie należał raczej do najgłośniejszych nazwisk walenckiej cantery. Czy będzie miał szanse? Wiele będzie zależało zapewne od szczęścia. Wśród kandydatów na pretemporadę wymieniłbym Villalbę, Sito, Centellesa, Hugo Guillamóna i przede wszystkim Kangina. Dorzuciłbym jednego z bramkarzy, ale tutaj sytuacja jest skomplikowana. Javiego Jiméneza traktuję już jako członka pierwszej drużyny, nie wyobrażam sobie, że po kontuzji nie zostanie przynajmniej sprawdzony przez Marcelino. Na Centellesa i Guillamóna powoli przychodzi czas, Kangin głośno dobija się do pierwszego składu jako największa perła cantery, a dla Sito i Villalby to powoli jest ostatni gwizdek. Podobnie jak dla Frana Navarro, który niegdyś zapowiadał się ciekawie – kto wie, może on zastąpi Vietto w roli napastnika numer cztery?

To jeszcze o Gironie. Myślisz, że paradoksalnie lepiej dla niej, że nie ma już szans na Ligę Europy, bo skupi się w przyszłym sezonie na LaLiga, czy może byłoby ją stać na pokazanie się z dobrej strony w obydwu rozgrywkach?

Girona to ekipa nieprzewidywalna, a takie potrafią notować naprawdę przyzwoite wyniki w europejskich pucharach. Trener Machín potrafi przygotować zespół pod mecz, ustawić go specjalnie pod przeciwnika. Trochę szkoda, ja trzymam teraz kciuki za Getafe. Natomiast – mam nadzieję, że się nie pomylę – ekipa z Katalonii powinna również w kolejnym sezonie grać na wysokim poziomie. Mają naprawdę fajną drużynę, świetnego trenera; wiele większych zespołów mogłoby się uczyć od nich organizacji.

Polski głos i pięć minut cichej legendy

Pisałem o fundamentach, na jakich Pablo Machín zbudował obecny sukces Girony, a Marcelino – Valencii. Być może wielu z Was nie wie, że w rezerwach ekipy z Katalonii występuje polski bramkarz, 21-letni Marcel Lizak, który już trzykrotnie w tym sezonie zasiadał na ławce rezerwowych w LaLiga, a przed meczem z Valencią nie po raz pierwszy trenował z dorosłą drużyną. W wywiadzie dla Przeglądu Sportowego z Dominikiem Piechotą – byłym redaktorem VCF.pl – Marcel stwierdził: „To trochę zbiór piłkarzy, którym kiedyś nie wyszło albo mieli różne przeboje, ale tutaj zostali obdarzeni zaufaniem, cierpliwością i wiarą w ich możliwości. To niesamowicie wszystkich buduje. Kolejna sprawa to atmosfera, bo każdy dokłada coś od siebie i dogadujemy się znakomicie. Wszystko spaja trener Pablo Machin, który doskonale potrafi przeanalizować każdego przeciwnika. Zawsze ma plan i widzi słabe punkty rywali. Na sukces składa się mnóstwo czynników”. Gdyby nie padło nazwisko trenera Girony można by śmiało przypuszczać, że cytat dotyczy „Nietoperzy”, prawda?

W kwestii atmosfery nie sposób nie wspomnieć o Eloim Amagacie, który przed potyczką z Los Ches ogłosił, że nie przedłuży wygasającego latem kontraktu i po aż dziewięciu latach spędzonych w Gironie, rozbitych na cztery etapy, opuści klub. W tym sezonie trapiony kontuzjami niespełna 33-latek spędził na boisku zaledwie pięć minut. Kolejne pięć minut, tym razem także to przysłowiowe, dostanie zapewne w ostatnim domowym meczu historycznego sezonu, by pożegnać się z kibicami. Eloi jako jedyny pamięta czasy, gdy Girona grała w Tercera División (czyli czwartej lidze) i rozegrał dla niej niespełna 200 meczów. Okazja do pożegnania idealna, bowiem kibice i piłkarze Montilivi, niezależnie od wyniku dzisiejszego meczu, planują wspólne świętowanie. „Chcemy wygrać przeciwko Valencii, by zakończyć sezon w domu ze słodyczą w ustach. To musi być impreza” – zapowiedział Aday Benítez.

Wielcy nieobecni

W przedostatnim meczu sezonu obydwie drużyny będą musiały uporać się z absencjami, do których nie są przyzwyczajone. Po raz pierwszy za kadencji Marcelino nie zagra nikt z duetu Kondogbia-Parejo, a Portu wypadnie z grona zaledwie pięciu zawodników w tym sezonie, którzy do tej pory wystąpili we wszystkich rundach Primera División. Hiszpan od przyjścia do Gironaistas opuścił zaledwie jeden z 78 meczów ligowych, które rozgrywał jego zespół.

Marcelino raczej nie zmieni taktyki, a wszystko wskazuje na to, że duet środkowych pomocników stworzą Soler i Maksimović. Pod dodatkową nieobecność Francisa Coquelina pierwsze powołanie na oficjalny mecz otrzymał Gonzalo Villar, który miał okazję zagrać w towarzyskim meczu z Al Nassr sprzed kilku dni. Portu, wychowanka Valencii, zastąpi najprawdopodobniej... Choco Lozano, w przeszłości również gracz Mestallety.

Parejo i Portu to strzelcy bramek z pierwszego meczu na Mestalla, zakończonego wynikiem 2:1. Spośród strzelców szansę występu będzie miał jedynie Jonás Ramalho, który skierował wtedy piłkę do własnej bramki.

Bilans spotkań

Poza meczem z poprzedniej rundy obie ekipy nie mierzyły się ze sobą zbyt często. Łącznie to osiem spotkań: trzy zwycięstwa Valencii, cztery remisy i jedna jedyna porażka w pierwszym starciu obydwu drużyn z 1937 roku – aż 4:0 w Lidze Śródziemnomorskiej, czyli substytucie LaLiga, który powstał w czasach hiszpańskiej wojny domowej.

Mecz o nic

Nie oszukujmy się: nie będzie to mecz, który o czymkolwiek zaważy. Ani o udziale w pucharach, ani o przyszłości zawodników, ani też trenerów. Zarówno Girona jak i Valencia chciałyby jednak zmazać małą plamę w postaci ostatnich meczów: Los Ches nie wygrali pięciu ostatnich spotkań, inkasując zaledwie dwa z 15 możliwych do zdobycia punktów, natomiast dzisiejsi gospodarze wygrali zaledwie raz w ciągu ostatnich ośmiu pojedynków, zdobywając jedno oczko w czterech ostatnich domowych spotkaniach.

Kto przerwie złą passę?

Ostatni mecz z Gironą:
Pierwsza wygrana w nowym roku

Przypominamy o tegorocznej edycji Forumowego Typera. Nagrody fundują sklepy ISS-sport oraz Fanzone.pl oferujące m.in. oficjalne koszulki piłkarskie VCF.

Kategoria: Mecze | własne skomentuj Skomentuj (0)

KOMENTARZE




Nie ma żadnych komentarzy.