VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Leganés vs. Valencia — zapowiedź

Michał Kosim | Krystian Porębski, 01.04.2018; 14:08

Dołożyć kolejną cegiełkę

1 kwietnia Hiszpanie nie obchodzą prima aprilis, choć nie to powinno być głównym czynnikiem decydującym o tym, że dzisiejszy mecz trzeba potraktować poważnie. Nawet mimo tego, że pozornie obie ekipy nie mają już o co walczyć, bo swoje cele praktycznie już teraz sobie zagwarantowały. Nic bardziej mylnego.

Valencia pewnie pędzi w stronę Ligi Mistrzów, od czasu do czasu spoglądając w lusterko, w którego odbiciu nie ma śladu jakiejkolwiek pogoni. Po wczorajszym remisie Sevilli z Barceloną „Nietoperze” muszą bardziej martwić się Villarrealem – choć żadne to zmartwienie, gdy ma się 12 punktów przewagi nad piątym miejscem. Leganés jest w równie komfortowej sytuacji. Zespół, którego celem było utrzymanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej i zapewnienie sobie trzeciego z rzędu (i trzeciego w całej historii klubu!) sezonu w LaLidze wygodnie okupuje 13. miejsce, mając 15 oczek przewagi nad znajdującym się na 18. pozycji Las Palmas. Czy to oznacza, że będzie to mecz o pietruszkę?

Z lotu Nietoperza

Na pytania odpowiedział Krystian Porębski.

Wraz z Krystianem witamy po dłuższej przerwie. Miałeś okazję pooglądać piłkarzy Valencii podczas spotkań reprezentacyjnych? Kto ma, Twoim zdaniem, realne szanse na wyjazd do Rosji?

Głównie na skrótach. Niewątpliwie najlepszą pozycję w swojej reprezentacji ma Rodrigo. Julen Lopetegui lubi zawodników dynamicznych, mogących występować na kilku pozycjach, a taki właśnie jest Moreno. Zagra zarówno na szpicy, jak i na skrzydłach, może występować osamotniony, bądź w dwójce w napadzie. Wiemy, że ta druga opcja jest dla niego najkorzystniejsza, ale zawodnik Valencii potwierdził już, że w kadrze sprawdza się znakomicie. Strzelił gola z trudnym rywalem, czym udowodnił swoją przydatność dla drużyny. Dość dobrą sytuację ma Guedes, ale po kontuzji nie jest piłkarzem branym pod uwagę w pierwszej jedenastce. Wydaje się, że Rodrigo w Hiszpanii, mimo obecności Diego Costy, jest tego znacznie bliższy. Do czerwca jednak jeszcze wiele może się zmienić.

Czy wierzysz w scenariusz, że na Mistrzostwa Świata pojedzie trójka Costa-Aspas-Rodrigo, a w domu zostanie Morata? Jeśli mam być szczery to zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że Aspas i Rodrigo najbardziej pasują do stylu gry Hiszpanii.

W przypadku takiego trenera jak Julen, możemy być spokojni, że o wyborze konkretnych zawodników nie zadecydują nazwiska, a faktyczna forma prezentowana przez danych graczy. Na papierze Morata jest napastnikiem droższym, grającym w najlepszej ekipie poprzedniego sezonu, w drugiej najlepszej lidze w Europie. Jednak sama dyspozycja w ogóle nie przekonuje. Aspas i Moreno grają w tym sezonie jak z nut i do tego tak jak mówisz – idealnie pasują do stylu prezentowanego przez La Furia Roja. W tym zestawieniu potrzebna jest dynamika, a pod tym względem trudno znaleźć w Hiszpanii lepszych od tej dwójki. Myślę, że zarówno Iago jak i Rodrigo znajdą się w kadrze na mundial. Co do Costy również nie ma wątpliwości.

Liga Mistrzów już o krok, więc w klubie rusza cała logistyka związana z przygotowaniem klubu do sezonu 18/19. Co za tym idzie, pojawiają się też nazwiska graczy, którzy mogą opuścić Los Ches. Te najczęściej wymieniane to Gayà i Zaza. Gdyby zaistniała taka potrzeba, którego z atrakcyjnych rynkowo graczy sprzedałbyś w pierwszej kolejności?

Przede wszystkim starałbym się pozbyć zawodników, którzy są w tym momencie na wypożyczeniach. Cancelo może stanowić solidny zastrzyk dla klubowych finansów. Zapewne najbliżej odejścia może być Gayà. To w zasadzie jedyny piłkarz, na miejsce którego od razu mielibyśmy następcę. Jestem jednak zwolennikiem opcji z przestawieniem jednego z lewych obrońców na inną pozycję, a jako zabezpieczenie wprowadzić do pierwszego składu Centellesa. Valencia od dawna produkuje lewych obrońców jak z taśmy i jeśli dalej tak to będzie wyglądać, wolałbym aby zawodnicy byli adaptowani do gry w klubie, a nie hurtowo sprzedawani. Zwłaszcza, że choćby po Bernacie nadal widać przywiązanie do klubu. Futbol to ogromna kasa, ale jeżeli mamy piłkarzy przywiązanych do klubu, którzy wcale nie palą się do odchodzenia, to powinniśmy ich u siebie trzymać. Mam wrażenie, że z Gayą jest podobnie i mimo wszystko, wolałbym żeby został.

Na pewno inne kluby będą prowadzić zakusy na zawodników z linii napadu. Oczywiście najwięcej zapewne możemy zarobić w tym momencie na Zazie. Teoretycznie moglibyśmy w jego miejsce pozyskać choćby Portu, dorzucić ew. jakiegoś utalentowanego juniora. Nie jestem jednak przekonany, że pozbywanie się charakternego Włocha byłoby najlepszym pomysłem. Rywalizacja na walenckich napastników wpłynęła znakomicie i zmiana takiego stanu rzeczy mogłaby nieco zachwiać wreszcie naprawioną skutecznością zespołu, który od lat zamiast strzelać gole, kopał się po głowie. Reasumując: chciałbym, aby klub utrzymał kluczowych zawodników, a pozbył się zbędnego balastu. Jeżeli jednak trzeba będzie kogoś sprzedawać, rozsądek podpowiada – Gayà, serce – Zaza. Odejście któregokolwiek z nich będzie dużą stratą. Nade wszystko jednak zatrzymałbym Rodrigo. To zawodnik, który dojrzał i teraz powinien grać już tylko lepiej.

Valencia do 20 maja jest zmuszona zapłacić 23,6 mln € kary za pożyczki udzielane klubowi na korzystnych warunkach. Nie obawiasz się, że działania na rynku transferowym będą mocno ograniczone finansowo w sytuacji, kiedy „Nietoperze” muszą poszerzyć skład?

To sprawa, która ciągnie się od kilku lat. Przeciągnęła się ze względu na odwołanie, które dało trochę czasu klubowi. Nie wierzę jednak, że nie zostało to wzięte pod uwagę, bo już około dwa lata temu w Superdeporte liczono jakie będzie to stanowiło obciążenie dla klubu w FFP – bo przecież ono jest głównym problemem. Mateu Alemany to niezwykle sprawny włodarz klubu, więc jestem spokojny. Takiego kogoś nie mieliśmy u steru od dawna.

Na koniec pytanie o dzisiejszego rywala. Jakiej gry spodziewasz się po podopiecznych Asiera Garitano?

„Ogórki” zapewne oddadzą pole Valencii, nie będą się szarpać od pierwszych minut. To jednak ekipa nieprzewidywalna, mająca w swoich szeregach kilku naprawdę dobrych piłkarzy. Trzeba uważać na skrzydła, zwłaszcza wejścia z głębi bocznych obrońców. Piekielnie szybki jest grający na prawej stronie Zaldúa i tutaj Gayà będzie musiał się napracować. Być może będzie potrzebne podwajanie. W zespole Garitano brakuje zawodników skutecznych i paradoksalnie, bardziej obawiać się trzeba pomocników. Najwięcej bramek mają Gabriel i Eraso. Zostawienie ich na chwilę bez opieki, nawet kiedy będą oddaleni od bramki „Nietoperzy” o ponad 20 metrów, może poskutkować zerwaniem pajęczyny w okienku bramki. Najważniejsze jest to, żeby sforsować całkiem solidną linię defensywną Leganés. To ekipa, która potrafi się bardzo skutecznie bronić, jako kolektyw bardzo dobrze się ustawia, zawodnicy dobrze rozumieją się na boisku. Jeżeli zespół Marcelino dość szybko zdoła pokonać Cuellara, mecz powinien pójść po myśli Valencii.

Ogórki (?)

Trzy punkty straty do górnej połówki tabeli powinny być sporą motywacją dla Leganés. Leganés, które chce za wszelką cenę zakotwiczyć w Primera División na dłużej i które pod wodzą Asiera Garitano przebyło długą, ale nad podziw szybką drogę z Segunda División B (3. liga) do odprawienia z kwitkiem Realu Madryt w ćwierćfinale Pucharu Króla. To jedyny zespół w tym sezonie poza Betisem i Valencią, który już poprawił dorobek punktowy z zeszłego sezonu LaLigi, co też mówi swoje. Za zmianami i rozwojem klubu nadąża także stadion „Ogórków”, Butarque. 10 954 miejsc latem 2016, 11 454 rok później i plan na tegoroczną modernizację obiektu, który ma pomieścić 16 000 fanów.

Leganés ma realną szansę na stanie się stałym bywalcem LaLigi, bo ta ryba ma głowę, która popsuć się nie powinna: Victorię Pavón, obecnie jedyną panią prezydent w najwyższej hiszpańskiej klasie rozgrywkowej, którą ciężko zestawić z Lay Hoon Chan oraz, rzecz jasna, Garitano na ławce trenerskiej. I tu zaczynają się schody. Txema Indias, dyrektor sportowy Lega, Asier Garitano oraz zawodnicy tacy jak Mantovani (kapitan zespołu), El Zhar, Guerrero i Omar mają kontrakt jedynie do końca roku. Jeśli doliczymy do nich Amrabata, Beauvue, Rubéna Péreza, Zaldúę, Champagne’a, Brašanaca, Naranjo i Al-Shehriego, którzy są jedynie wypożyczeni, to okaże się, że Leganés ma nie lada problem przed sezonem 18/19. Zwłaszcza strata Asiera Garitano i Martína Mantovaniego byłaby bolesna: to ci, którzy jako jedyni pamiętają grę Los Pepineros w trzeciej lidze. Trenerem zespołu z przedmieść Madrytu zainteresowane są m.in. Villarreal czy Athletic, który miał już nawet porozumieć się z Baskiem. Ten drugi wywalczył sobie duży szacunek i sympatię wśród kibiców oraz zasłynął jako świetny przedmeczowy mówca, który motywował ekipę m.in. przed pamiętnym, wygranym rewanżem na Bernabéu z Realem. To też w pewnym stopniu symbole drogi, jaką Leganés przeszło w ciągu ostatnich lat. „Jeśli chodzi o mnie to odnowiłbym kontrakt, ale ze strony klubu nie wydaje mi się to takie jasne. Mam nadzieję, że się mylę, ale myślę, że to będzie mój ostatni sezon (w klubie - przyp. red.)” – stwierdził 33-letni kapitan.

Los Pepineros luty, w którym nie wygrali żadnego z sześciu spotkań, mają już daleko za sobą. Ekipa, która świetnie radzi sobie na własnym terenie pokonała w ostatnim pojedynku przed przerwą reprezentacyjną Sevillę (2:1) i niewątpliwie będzie chciała ponownie sprawić niespodziankę przeciwko wyżej notowanemu przeciwnikowi, dodatkowo dobrą postawą kolektywu przyciągając do siebie ciekawe jak na budżetowe możliwości ekipy nazwiska. Ale Valencia też ma o co grać: jeśli wygra utrzyma zaledwie jednopunktową stratę do trzeciego Realu i pięciopunktową do Atlético. Los Ches mają co prawda Champions League na wyciągnięcie ręki, jednak nikt w klubie nie zamierza składać broni i poddać walkę o „pudło” – choćby ze względów czysto prestiżowych, stopniowo wspinając się po kolejnych szczebelkach hierarchii europejskiej piłki, dając pokaz siły przed przyszłoroczną Ligą Mistrzów i pokazując zawodnikom, że tu naprawdę warto przyjść. Jeśli „Nietoperze” zwyciężą, będą mieć na koncie aż 22 na 24 punkty w ostatnich ośmiu kolejkach, co tylko pokazuje, że w Valencii nikt już nie pamięta o słabszej dyspozycji i kontuzjach, które nękały zawodników podczas rywalizacji na dwóch frontach. Najważniejsze to nie uwierzyć w to, że nie ma już o co grać i podchodzić do każdego spotkania jak do finału, co z uporem maniaka na każdej konferencji prasowej powtarza Marcelino.

A teraz życzę Wam, by Valencia przyczyniła się do tego, by w Wielkanoc humory dopisywały wszystkim Valencianistas. I wracam do serniczka.

Ostatni mecz z Leganés:
Pewna wygrana nad Leganés

Przypominamy o tegorocznej edycji Forumowego Typera. Nagrody fundują sklepy ISS-sport oraz Fanzone.pl oferujące m.in. oficjalne koszulki piłkarskie VCF.

Kategoria: Mecze | własne skomentuj Skomentuj (0)

KOMENTARZE




Nie ma żadnych komentarzy.