VCF.pl - Strona Główna
Panel użytkownika załóż konto przypomnienie hasła
RSS RSS

VALENCIA CF – AKTUALNOŚCI

Sevilla vs. Valencia — zapowiedź

Michał Kosim | Krystian Porębski, 10.03.2018; 12:00

Mecz o sześć punktów

Sevilla w ciągu czterech dni dwukrotnie zawalczy o być albo nie być w Lidze Mistrzów: we wtorek, po bezbramkowym pierwszym meczu 1/8 finału, na Old Trafford przyjmie ich Manchester United, natomiast dziś podopieczni Montelli zmierzą się z Valencią, która w przypadku zwycięstwa na Pizjuán sprawi, że szanse na awans do przyszłorocznej edycji rozgrywek będą dla Sevillistas już tylko iluzoryczne.

Dla obydwu zespołów pośrednie i bezpośrednie przychody z tytułu udziału w Lidze Mistrzów będą miały wielki wpływ na całą logistykę letniego budowania składu i to, czy będą się one wzmacniać, czy może pozbywać jednego lub kilku z istotnych graczy dla zbilansowania budżetu. To sprawia, że nie można spodziewać się, że drużyna ze stolicy Andaluzji będzie kogokolwiek oszczędzać przed pojedynkiem z „Czerwonymi Diabłami”. Ba – paradoksalnie dla ciągłości projektu Sevilli istotniejsze będzie dogonienie Valencii niż wyeliminowanie United. To pierwsze wciąż może być realne, jednak nie bez powodu mówi się o takich spotkaniach, że ich stawką jest sześć oczek: w przypadku zwycięstwa Sevilla zbliży się do Valencii na zaledwie pięć punktów, jednak ewentualny triumf Los Ches będzie oznaczał aż 11 oczek przewagi na 10 kolejek przed końcem sezonu... czyli w praktyce 12, bowiem raczej nikt nie zakłada, że Sevilla odwróci losy bezpośredniego ligowego dwumeczu i wygra z Valencią wyżej niż ta rozbiła ją na Mestalli, wygrywając wtedy 4:0 po prawdziwym spektaklu. W znakomitym tekście, napisanym właśnie po tym spotkaniu, Sid Lowe stwierdził: „[...] miało się poczucie zmiany warty. Upominania się o swoje”. Czy Valencia ponownie obwieści LaLidze swoje aspiracje powrotu do pierwszej czwórki?

Z lotu Nietoperza

Na pytania odpowiedział Krystian Porębski. Nasz redaktor kilka dni temu był gościem piątego epizodu anglojęzycznego podcastu Valencia Weekly, który możecie odsłuchać tutaj.

Wiele było narzekań na styl po meczach z Levante czy Málagą, tymczasem Valencia robi swoje i podczas pięciu ostatnich kolejek zdobyła najwięcej – bo aż 13 na 15 – punktów spośród ekip LaLigi; w dodatku po raz pierwszy w lidze od 19 listopada udało się zachować czyste konto przeciwko Betisowi. Jak oceniasz obecną formę i grę Los Ches?

Nie oszukujmy się, gra sama w sobie nie zachwyca. Nie możemy z ręką na sercu stwierdzić, że Valencia jest ekipą, która wychodzi na murawę i miażdży rywala, przy okazji budząc podziw za estetyczne walory. Natomiast same wyniki napawają optymizmem i nie skupiałbym się tu ani trochę na tym, w jaki sposób są zdobywane punkty, a właśnie na kwestii skuteczności w tych spotkaniach. Bo to też sztuka, aby wielokrotnie wydrzeć rywalowi punkty w wyrównanym meczu, podnieść się po gorszym początku meczu itd. Valencia Marcelino pokazuje, że potrafi dostosować się do warunków, jakie stawia rywal, ale także do swojej własnej aktualnej formy czy możliwości kadrowych, podyktowanych absencjami ze względu na kontuzje, kartki...

Zdaje się, że Vietto podczas dwóch następnych spotkań, pod nieobecność Miny, będzie miał ostatnią szansę, by zacząć przekonywać do siebie klub. Na ten moment Valencia nie zamierza wykupować go z Atléti. Poczekałbyś jeszcze z decyzją, czy może masz już o nim wyrobioną opinię?

Wydaje się, że Vietto jest już spalony. Miał imponujący początek, ale to tyle. To fajny zawodnik i dobrze byłoby mu dać szansę, naprawdę. Ale walcząc o Ligę Mistrzów, a potem grając na kilku frontach, Valencia będzie musiała mieć kogoś, kto w razie czego w trudnym momencie, weźmie na siebie strzelanie. U Vietto jest to absolutnie losowe.

Już teraz mówi się o potencjalnych następcach Argentyńczyka. Od budżetowych opcji, jak wypożyczenie André Silvy z Milanu, którym interesują się też m.in. Sevilla czy Wolves prowadzone przez Nuno, po wychowanka klubu – Portu, którego klauzula wynosi zaledwie 12 mln € czy Gerarda Moreno, za którego trzeba by zapłacić ok. 20 mln €. Podobają Ci się te nazwiska?

Nie wiem czy na miejscu włodarzy Valencii wydałbym na Gerarda Moreno 20 mln, nie zmienia to faktu, że są to uznane nazwiska na hiszpańskich boiskach. Zarówno jeden jak i drugi prezentuje bardzo dobrą formę, a nie grają przecież w jakichś topowych ekipach. Wydatek 12 mln € na tak grającego Portu, to prawie jak kradzież. Zdecydowanie lepiej pozyskać własnego wychowanka w życiowej formie, niż wykupować sympatycznego, acz nieskutecznego Vietto.

Niesamowita jest przemiana Parejo, jaka dokonała się pod wodzą Marcelino. Parejo, który przecież latem mógł trafić właśnie do Sevilli. Wiesz, że Dani przed rewanżem z Barceloną w Pucharze Króla poprosił władze klubu o obniżenie cen biletów? Dla mnie to kolejna cegiełka, potwierdzająca, że dorósł do roli prawdziwego kapitana.

Nie wiem czy sam Dani zdecydowałby się na przejście do Sevilli, bo sam widziałem w wielu meczach przeciwko Andaluzyjczykom, jego – delikatnie mówiąc – niechęć do tej ekipy. Wracając jednak, zupełnie się zgadzam. Mam nadzieję, że Parejo w Valencii się zestarzeje i będzie dobrze pamiętany. To bardzo dobry kapitan. Nie zestawimy go z ikonami jak Albelda, Baraja itd., ale warto zauważyć, że oni byli liderami w momencie, kiedy szatnia była pełna twardzieli, mocnych charakterów. Wtedy prawie każdy w Valencii mógł być kapitanem. Dzisiaj poza Danim nie ma chyba nikogo, kto by się do tej roli nadawał. Ja widzę go jako kapitana z przymusu, który jednak – tak jak napisałeś – dorósł do powierzonej mu roli.

Przejdźmy do meczu z Sevillą. Valencia powinna zaryzykować i spróbować wyrwać drużynie Montelli trzy oczka na najdłużej niezdobytym przez „Nietoperze” terenie, a może przede wszystkim nie ryzykować i utrzymać ośmiopunktową przewagę?

Przede wszystkim zdecydowanie bardziej nieprzewidywalną drużyną są gospodarze. Zawsze trzeba walczyć o zwycięstwo, zwłaszcza w meczu tak ważnym, zarówno w aspekcie sportowym, jak i rywalizacji między klubami. Nikt chyba nie ukrywa, że Valencia i Sevilla zaprzyjaźnionymi klubami nie są. Powtórzę to, co zawsze zresztą powtarzam przy okazji tych meczów – najważniejsze to nie dostać głupiej czerwonej kartki. Marcelino będzie miał swój plan na ten mecz. Nie zdziwię się, jak będzie to tradycyjny schemat na mecze z większymi rywalami. Pierwsza połowa spokojnie, w drugiej zmasowany atak.

Myślisz, że ewentualne 11 oczek przewagi na 10 kolejek przed końcem będzie już nie do odrobienia dla Sevilli?

Myślę, że jeśli uzyskamy taką przewagę, to już jej nie stracimy. Valencia punktuje regularnie, a Sevilla ma swoje wahania. Do tego dochodzi zmęczenie wynikające z dalszej gry w Lidze Mistrzów. Już teraz przewaga będzie trudna do odrobienia. Martwiłbym się tylko w momencie, jeśli Valencia przegrałaby z Sevillą, ale tego raczej nie zakładamy.

Odczarować Pizjuán

13 lat, 10 miesięcy i jeden dzień. Po raz ostatni Valencia wygrała na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán 9 maja 2004 roku, w 36. kolejce sezonu 2003/2004. Właśnie w tym meczu, po bramkach Vicente oraz Barajy, Los Ches przypieczętowali zdobycie mistrzowskiego tytułu, ostatniego w swojej dotychczasowej historii. Od tego czasu Sevilla nie przegrała w aż 16 (!) kolejnych pojedynkach między obydwoma zespołami na własnym terenie, wygrywając 12 razy i czterokrotnie remisując. Czyni to stadion Nervionenses zdecydowanie najdłużej niezdobytym przez „Nietoperze”, przed San Mamés / Nuevo San Mamés Athletiku (od siedmiu meczów), Vicente Calderón / Wanda Metropolitano Atlético Madryt (od dziewięciu) i Santiago Bernabéu Realu Madryt (od 12).

Bilans Marcelino również nie jest zachwycający. Sześć spotkań w roli gościa na stadionie Sevilli, w tym pięć porażek, jeden remis... i jedno wyrzucenie na trybuny w sezonie 2006/2007, gdy mister był szkoleniowcem Recreativo Huelvy i po raz pierwszy zawitał na stadion swojego dzisiejszego rywala. To dla Garcíi Torala trudny teren z wielu względów. Można śmiało stwierdzić, że Sevilla była jedynym klubem w jego karierze, w którym nie sprostał oczekiwaniom, będąc jej trenerem w sezonie 11/12. Z Ramón Sánchez Pizjuán wiąże się też pewna przykra historia.

Marcelino był bliski zwycięstwa na terenie swojego byłego zespołu w rozgrywkach 14/15, gdy w 79. minucie bramkę na 0:1 dla Villarrealu zdobył... Luciano Vietto, późniejszy piłkarz Sevilli i, jak doskonale wiemy, obecnie gracz Valencii. Po tym trafieniu emocje wzięły górę i Marcelino szalał z radości, co miejscowi kibice uznali za brak szacunku wobec byłego klubu. Właśnie wtedy znaczna część trybun zaczęła lżyć jego i jego matkę, nazywając go „sku#wysynem”. 15 dni wcześniej zmarł jego ojciec, co tylko spotęgowało moc wyzwisk, skierowanych w stronę jego rodziny. Jego klub ostatecznie przegrał ten mecz 2:1 po bramkach w 88. i 93. minucie. „Z mojej strony to już zupełnie zapomniane” – stwierdził w piątek trener.

Starzy znajomi

Z obecnych kadr obu ekip nie tylko Marcelino i Vietto stali przedtem po drugiej stronie barykady. Éver Banega jako 19-latek stał się trzecim najdroższym transferem Valencii, przychodząc w sezonie 07/08 za niebagatelną wtedy kwotę 18 mln €, łącząc przebłyski geniuszu z objawami skrajnej głupoty, łącznie rozgrywając dla Los Ches 214 spotkań i odchodząc do Sevilli za 2,5 mln €. Z drugiej strony, drużynie z Andaluzji wiele zawdzięcza Kondogbia. W ciągu roku gry Francuz zapracował na sympatię kibiców Sevillistas i pierwszy duży transfer w karierze – do Monaco, za 20 mln €. Obecnie Kondogbia jest w swojej najwyższej dyspozycji i właśnie walka w środku pola Kondogbii oraz Banegi przeciwko swoim byłym klubom może przeważyć szalę zwycięstwa na jedną ze stron. „Muszę odstawić emocje na bok, by dać z siebie wszystko zespołowi” – mówił na przedmeczowej konferencji Geoffrey Kondogbia. Jego przyszłość w Valencii również jest w znacznej mierze zależna od awansu do Champions League.

Montella i... paella

Co ciekawe, Vincenzo Montella jako piłkarz mierzył się z Valencią dwukrotnie w fazie grupowej Ligi Mistrzów: 18 lutego 2003 oraz 27 września 2006 roku, kiedy rozegrał po 45 minut w barwach AS Romy. Jego klub dwukrotnie przegrał: pierwszy mecz 0:1, drugi – 2:1. Skoro już mowa o porażkach: pierwsze dwie domowe klęski w tym sezonie, bo tak trzeba nazwać obydwa spotkania, Sevilla odniosła właśnie pod wodzą Włocha. Najpierw, 6 stycznia, Sevilla przegrała w derbach z Betisem (3:5), by 25 lutego w 81. minucie spotkania z Atlético stracić bramkę na 0:5. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:5. Oba te spotkania pokazały, że Nervionenses, zaatakowani bez kunktatorstwa na Pizjuán, potrafią zupełnie się zagubić. Choć kontuzjowany jest Mina, o atak martwić się nie trzeba: Valencia to jedyny obok PSG klub z pięciu czołowych lig, w którym trzech graczy strzeliło co najmniej 10 goli w ligowych rozgrywkach, a – jak pamiętamy – w ostatnim meczu z Betisem trafiali i Rodrigo, i Zaza, którego Montella próbował ściągać zarówno do Fiorentiny, jak i do Milanu.

W poprzednim sezonie Sevilla po 25 kolejkach miała dziewięciopunktową przewagę nad czwartym Atléti. Po 29. kolejce obie ekipy miały już po tyle samo punktów, by po 37. serii gier mieć sześciopunktową stratę do drużyny Simeone. Sevillistas roztrwonili dziewięć punktów przewagi w cztery kolejki i zgarnęli 15 punktów mniej od Atlético w ciągu 12 kolejek. Obecnie do końca sezonu pozostało 11 kolejek i jeśli ktoś wie, że duża przewaga punktowa nie musi wcale gwarantować końcowego sukcesu, to tym zespołem jest właśnie doświadczona sezonem 16/17 Sevilla.

Sevilla, która dzień przed meczem zjadła paellę, budując napięcie przed spotkaniem o Ligę Mistrzów z zespołem z regionu, z którego wywodzi się potrawa. Ale czy zje również Valencię? Antonio Zaza zapowiedział ostatnio, że jeśli jego syn strzeli 18 goli w sezonie to zafunduje mu właśnie paellę. Simo ma na koncie 11 goli, ale nawet jeśli nie uda mu się osiągnąć tego wyniku, a będzie miał wkład w dzisiejsze zwycięstwo nad drużyną prowadzoną przez swojego rodaka, której strzelił swoją premierową bramkę w Champions League w 2015 roku, to może być spokojny o to, że kibice nakarmią go regionalnym przysmakiem do syta.

Ostatni mecz z Sevillą:
Pewna wygrana na Mestalla

Przypominamy o tegorocznej edycji Forumowego Typera. Nagrody fundują sklepy ISS-sport oraz Fanzone.pl oferujące m.in. oficjalne koszulki piłkarskie VCF.

Kategoria: Mecze | własne skomentuj Skomentuj (0)

KOMENTARZE




Nie ma żadnych komentarzy.